Reklama

Przepisy zatrzymały polskie wiatraki. Czy uda się je znów rozruszać?

Po wprowadzeniu tak zwanej ustawy odległościowej zawierającej zasadę 10H budowa nowych wiatraków w Polsce praktycznie stanęła. Farm wiatrowych nie można budować na niemal całym obszarze kraju. Rząd zapowiedział jednak zmianę restrykcyjnych przepisów. Pojawiła się szansa, że farmy wiatrowe na lądzie znów będą budowane na szeroką skalę.

Zasada 10H w budowie wiatraków w Polsce została wprowadzona wraz z ustawą o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych w maju 2016 roku. W praktyce zahamowała ona w kraju rozwój wiatraków na lądzie.

Ustawa z 2016 roku (tzw. odległościowa) mówi, że elektrownia wiatrowa nie może być zbudowana w odległości mniejszej niż dziesięciokrotność wysokości turbiny z uniesionymi łopatami od zabudowań mieszkalnych oraz form ochrony przyrody i lasów.

Zobacz również: To koniec energii wiatrowej w Polsce? "Wiatraki szkodzą"

Reklama

Zasada 10H - dlaczego ją wprowadzono?

Za wprowadzeniem ograniczeń była między innymi Najwyższa Izba Kontroli, która wykazała, że gminy nie uwzględniały głosu mieszkańców odnośnie lokalizacji farm wiatrowych, a ich budowie nie towarzyszą konsultacje społeczne.

Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego - Państwowy Zakład Higieny ocenił, że bezpieczna odległość wiatraków od zabudowań to minimum dwa kilometry, ale przepisy w Polsce nie określały bezpiecznych odległości dla lokalizacji elektrowni wiatrowych.

Nie zdefiniowano również norm dotyczących hałasu, infradźwięków czy efektów stroboskopowych. Inwestycje spotykały się z licznymi protestami lokalnych społeczności, stąd rzecznicy praw obywatelskich Irena Lipowicz, a później Adam Bodnar wnioskowali między innymi do ówczesnego ministra środowiska o zaostrzenie regulacji.

Wiatraki. Ustawa odległościowa w ogniu krytyki

Wprowadzone wraz z ustawą odległościową przepisy dotyczące lokalizacji farm wiatrowych na lądzie sprawiły jednak, że z inwestycji pod tym kątem wykluczono 99,72 proc. obszaru Polskiwylicza Fundacja Instrat. Liberalizacja prawa mogłaby sprawić, że pod wiatraki dostępne byłoby ponad 7 proc. terenów w kraju. Mogą one przynieść około 40 gigawatów mocy. 

Organizacje branżowe i samorządowe krytykowały zapisy ustawy odległościowej jeszcze w 2016 roku, czyli w tym samym czasie gdy przepisy wchodziły w życie. "Od 2016 r. skala rocznych przyrostów mocy zainstalowanej w elektrowniach wiatrowych dotkliwie spadła, co obrazuje faktyczną blokadę inwestycyjną - w Polsce nie powstają nowe projekty elektrowni wiatrowych" - informują Związek Gmin Wiejskich, Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej i Stowarzyszenie Gmin Przyjaznych Energii Odnawialnej.

Od momentu wprowadzenia przepisów tempo rozwoju elektrowni wiatrowych w Polsce spadło nawet kilkudziesięciokrotnie. To wyraźny dowód na to, że energia z wiatru na lądzie w naszym kraju wyhamowała. W latach 2016 - 2020 przyrost mocy z tego źródła był niemal niezauważalny.

Dopiero w zeszłym roku moc osiągalna z elektrowni wiatrowych lądowych odnotowała wzrost o niecały gigawat. Jednak, dla porównania, w tym samym okresie moc z fotowoltaiki rozwinęła się aż o 3,7 GW (do 7,67 GW). Panele słoneczne po raz pierwszy w Polsce przegoniły wiatraki na lądzie.

To mieszkańcy zdecydują, czy stosować zasadę 10H

Nowelizację przepisów o budowie farm wiatrowych zapowiedziano jeszcze w 2021 roku. Niedawno Ireneusz Zyska, pełnomocnik rządu ds. odnawialnych źródeł energii na antenie Polsat News poinformował, że projekt jest już bardzo zaawansowany i zostanie uchwalony przez parlament prawdopodobnie jeszcze w pierwszym półroczu tego roku.

Nowe przepisy mają złagodzić zasadę 10H, przekazując kontrolę nad budową wiatraków samorządom i społeczności lokalnej. Elektrownie wiatrowe będą mogły być budowane już w odległości 500 metrów od zabudowań. Konieczne będzie jednak, aby gmina zniosła wcześniej zasadę 10H.

- Każdy z nas chciałby mieć wpływ na to, czy wiatrak będzie stał za jego oknem, czy nie (...) Zależy nam, żeby ta ustawa wzmocniła rolę lokalnych konsultacji i lokalnych społeczności - powiedziała Anna Moskwa, minister klimatu i środowiska w rozmowie z Dominiką Tarczyńską z Polsat News.

To właśnie na wniosek Anny Moskwy prace nad nowelizacją ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych zostały przeniesione do resortu klimatu i środowiska. Wcześniej nad projektem pracowało nad nim Ministerstwo Rozwoju i Technologii. 

"W ostatnim roku pomimo deklaracji rządowych, brak było postępów w procedowaniu ustawy 10H. W Ministerstwie Rozwoju i Technologii występowało wiele roszad personalnych, łącznie z dynamicznymi zmianami szefa resortu.Teraz wierzę, że to się zmieni" - mówi Janusz Gajowiecki, prezes PSEW dla Globenergia. 

"Absolutnie konieczne jest odblokowanie wiatru na lądzie, który umożliwi przemysłowi, samorządom i polskim firmom czerpanie bezpośrednich korzyści, jakie niesie ze sobą każda kolejna farma wiatrowa (...) Wierzę, że dzięki tej zmianie ustawa odległościowa możliwie szybko zostanie skierowana do parlamentu" - dodaje ekspert. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy