Petycja "Stop niszczeniu Odry" złożona w Przedstawicielstwie Komisji Europejskiej we Wrocławiu została podpisana przez wszystkich członków Koalicji Ratujmy Rzeki (KRR), w skład której wchodzi m.in. 49 polskich organizacji pozarządowych, a także przez 1500 osób z Polski i innych krajów europejskich.
Członkowie Koalicji sprzeciwiają się "ciągłemu inwestowaniu pieniędzy polskich i unijnych podatników w realizację programu rządu RP i Banku Światowego dotyczącego regulacji Odry na potrzeby rozwoju żeglugi śródlądowej pod pretekstem ochrony przeciwpowodziowej".
Podobna petycja powstała po stronie niemieckiej. Mieszkańcy znad Odry, wspierani przez niemieckie organizacje pozarządowe i Partię Zielonych, złożyli petycje w Ministerstwie Transportu w Berlinie, w kancelarii władz Landu Brandenburgii w Poczdamie oraz w Przedstawicielstwie Komisji Europejskiej w Berlinie.
Do wystosowanej przez Koalicję Ratujmy Rzeki petycji odniósł się prezes Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie Przemysław Daca, który podkreślił, że KRR jest w tej kwestii odosobniona. - Cała społeczność nadodrzańska, jak również nadwiślańska, a także samorządy na poziomie starostw, gmin czy urzędów marszałkowskich od dawna do nas apelują, abyśmy dokończyli inwestycje na Odrze czy Wiśle - powiedział.- Dzisiaj mówimy z Niemcami jednym głosem i protestujemy razem na rzecz ochrony Odry, która jest wspólną rzeką - mówiła Monika Konieczna, członkini KRR z Kolektywu Siostry Rzeki, przed złożeniem petycji w przedstawicielstwie KE we Wrocławiu.
Protestujący po obu stronach Odry przekonywali, że regulacja rzeki spowoduje wzrost ryzyka powodziowego i pogłębi problemy związane z suszą.
"Nie widzimy ekonomicznego i ekologicznego uzasadnienia w przekształceniu Odry w drogę wodną dla wielkich barek. Popieramy jednak żeglugę rekreacyjną i towarową statkami oraz barkami dostosowanymi do głębokości rzeki, która nie wymaga tak głębokiej i kosztownej dewastacji doliny Odry" - podkreślali członkowie KRR.
Ich zdaniem w 2015 r. polscy urzędnicy, aby zdobyć pożyczkę w wysokości 760 mln euro z Banku Światowego na program, którego celem jest zapewnienie III klasy żeglowności Odry, "ubrali umowę" w rzekome działania przeciwpowodziowe. "Nie możemy też zaakceptować, że w budżecie tego projektu zapisane jest dofinansowanie UE w wysokości ok. 200 mln euro oraz pożyczka z Banku Rozwoju Rady Europy w wysokości ok. 300 mln euro" - tłumaczyli.
Jak stwierdził Radosław Gawlik, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego Eko-Unia i członek KRR, środki unijne wspierają nieekonomiczny projekt, który niszczy nadodrzańskie obszary Natura 2000. - Dlatego też liczymy na interwencję Przewodniczącej KE, która deklaruje wsparcie dla Europejskiego Zielonego Ładu. Program Banku Światowego i rządu Polski oraz zapisy w Umowie Partnerstwa o finansowaniu Odrzańskiej Drogi Wodnej z nowych funduszy UE są sprzeczne z Zielonym Ładem i zapisaną w nim ochroną bioróżnorodości - mówił.
Prezes Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie Przemysław Daca zwrócił uwagę, że kiedy ratyfikowane było porozumienie AGN (europejskie porozumienie o głównych śródlądowych drogach wodnych o znaczeniu międzynarodowym), w którym Polska zobligowana się do użeglownienia Odry oraz Wisły do klasy IV, w Sejmie nie było żadnego głosu sprzeciwu. - Wszyscy jednogłośnie poparli tę umowę. To pokazuje, jak odosobniona jest Koalicja w swoich postulatach. Jednak każdy ma prawo wyrazić swoje stanowisko" - dodał.









