Wilk zaatakował sarny. Matka poświęciła życie, aby ocalić dzieci

Polecamy

Początek tej historii napisała sama natura. Koniec dopisał człowiek. W okolicach miejscowości Cieszyno w woj. zachodniopomorskim wilk zaatakował sarnę z dwójką koźlaków. W dramatycznym wyścigu o życie udało się jej odciągnąć drapieżnika od potomstwa. Choć ostatecznie bohaterska matka padła ofiarą wilka, młode przeżyły. Ukrytymi w trawie koźlętami zaopiekowali się myśliwi.

To historia niczym z filmu "Bambi". Z tą jednak różnicą, że wydarzyła się naprawdę i w naszym kraju. Sarnia mama straciła życie, chroniąc swoje dzieci przed wilkiem
To historia niczym z filmu "Bambi". Z tą jednak różnicą, że wydarzyła się naprawdę i w naszym kraju. Sarnia mama straciła życie, chroniąc swoje dzieci przed wilkiemCzysta PolskaPolsat News

Młode sarny mają zaledwie kilkanaście dni i wciąż rozglądają się za matką. "Stan był ich nieciekawy. Były mocno wychudzone, jeden jeszcze był w stanie uciekać, drugi leżał i nie miał siły" - mówi w reportażu programu "Czysta Polska" Polsat News Radosław Dominowski, myśliwy z Koła Łowieckiego "Żbik-Budowo".

Wilk zaatakował rodzinę saren. Matka nie przeżyła

Sarnią rodzinę zaatakował wilk. Matka instynktownie odciągnęła drapieżnika od potomstwa ukrytego w trawie. "Najprawdopodobniej nie zostały pożarte, dlatego że matka odciągnęła wilka na bezpieczną odległość. Koźlaki maja to do siebie, że są w pierwszej fazie takiej bezzapachowej i wilkowi trudno było je odszukać" - tłumaczy Radosław Dominowski.

Brak matki zaniepokoił jednego ze stażystów koła łowieckiego. Mężczyzna znał sarnę, bo od trzech lat przychodziła podjadać trawę na łące za domem. W tym roku po raz pierwszy pokazała się z dwójką młodych.

"Najpierw znalazłem truchło kozy, widać było, że była zagryziona, więc wiedziałem że koźlaki zostały same bez opieki" - mówi Marcin Pleskacz, stażysta Koła Łowieckiego "Żbik-Budowo". Na łące słychać było też nawoływanie młodych. "To naprawdę było głośne, rozpaczliwe nawoływanie kozy" - wspomina myśliwy.

Mężczyźni ruszyli z pomocą i odnaleźli pochowane w trawie koźlęta. Nie było to jednak takie proste. "We wczesnych porannych godzinach przyjechałem na miejsce z takim zamiarem, żeby mu pomóc. Razem poszliśmy na pole za domem i po którymś razie udało się te sarny znaleźć" - mówi Mikołaj Religa-Rogowski, stażysta Koła Łowieckiego "Żbik-Budowo".

Ukryte w trawie koźlęta znaleźli myśliwi z Koła Łowieckiego "Żbik-Budowo". Walka o ich życie była trudna, ale zwierzęta są już w dobrym stanie
Ukryte w trawie koźlęta znaleźli myśliwi z Koła Łowieckiego "Żbik-Budowo". Walka o ich życie była trudna, ale zwierzęta są już w dobrym stanieCzysta PolskaPolsat News

Pomoc dla malutkich koźlaków nadeszła w ostatniej chwili

Okazuje się, że pomoc przyszła w ostatniej chwili. Dwa dni spędzone bez matki mocno osłabiły młode organizmy. "Udało się je uratować, wykarmić, podnieść z pierwszego odwodnienia, głodu. Teraz chętnie spożywają wszystko, co jest zielone, uwielbiają liście sałaty, jagód, chętnie piją mleko i przybierają na wadze" - informuje Marcin Pleskacz.

Myśliwi wystąpili o specjalną zgodę do Starostwa Powiatu Drawskiego na czasowe przetrzymanie zwierząt i chcą zająć się sarnimi sierotami aż staną się w pełni zdolne do życia na wolności. Zanim jednak sarnie rodzeństwo pójdzie w las, spędzi trochę czasu pod troskliwa opieką człowieka.

"Myślę, że spróbujemy je we własnym zakresie wychować. Będziemy starali się je tutaj w tym terenie wypuszczać jak najczęściej. To jest 150 metrów od zabudowań, myślę, że powinny się przyzwyczaić i iść swoją drogą później" - podsumowuje Radosław Dominowski.

Reporterzy: Marcin Szumowski, Paweł Chyb
Opracowanie: Jakub Wojajczyk

Polecamy

INTERIA.PL
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd na stronie?
Dołącz do nas