Niezwykły grzybiarz trafił do polskiego zoo. Zapalili mu specjalne światło

Nowy gość, który właśnie trafił do zoo w Poznaniu, to jeden z największych w świecie przyrody amatorów grzybów. Niewiele jest zwierząt tak bardzo są od nich uzależnione jak kanguroszczurnik pędzloogonowy. Nowy gość zoo w Poznaniu będzie miał w związku z tym specjalną dietę i specjalne warunki, w jakich będzie mieszkał. Zobaczyć go będzie można tylko w czerwonym świetle.

Kanguroszczurnik pędzloogonowy będzie bowiem mieszkańcem specjalnego miejsca w poznańskim Nowym Zoo - pawilonu zwierząt nocnych. Tutaj pokazywane są zwiedzającym gatunki o nocnym trybie życia, a żeby było to możliwe, czas w pawilonie został zwierzętom stopniowo odwrócony, tak aby aktywne były w czasie wizyt gości zoo, myśląc że to noc. Pawilon ma specjalne, czerwonawe oświetlenie, w którym widać w mroku nocne zwierzęta, niemal niedostrzegalne dla ludzi w naturze.

Dotyczy to także kanguroszczurnika pędzloogonowego, którego nawet mieszkańcy jego rodzimej Australii widują nader rzadko. Zwierzę wychodzi bowiem na żer po zmroku, dzień spędzając w specjalnie zbudowanego i wysłanego dołka w ziemi. Wyścieła go roślinami znoszonymi w przednich łapkach, które służą mu też do wyszukiwania i zrywania jego przysmaku - leśnych grzybów.

Reklama

Wśród wszystkich zwierząt na świecie niewiele jest tak uzależnionych od grzybów jak ów torbacz. Kanguroszczurniki zajadają się nimi, a zbierają je nocą. Nie do końca wiadomo, w jaki sposób je znajdują - być może posługują się węchem, może dotykiem. W każdym razie jest mistrzem ich poszukiwań, czym zdaje się pasować do Polski rozkochanej w grzybobraniach.

Torbacz przybył z Australii do Polski. Na grzyby

Zoo Poznań powitało zresztą nowego gościa wpisem: "Dzień dobry, chciałbym się przedstawić. Pamiętajcie tylko aby przeczytać na głos nazwę gatunku, jaki reprezentuję. Przyda się wam, człowieki, językowa gimnastyka. (...) U was w Polsce jesień, podsłuchiwałem opiekunki, mówiły, że w lasach można jeszcze znaleźć grzyby, chociaż jest ich coraz mniej (grzybów, nie opiekunek). Z rozmów wnoszę, że lubicie je zbierać i jeść (znów: grzyby, nie opiekunki). O, jak dobrze was rozumiem. My, kanguroszczurniki również bardzo lubimy grzyby. To główny składnik naszej diety, co nie jest specjalnie częstym zjawiskiem u ssaków, do których i ja i wy się zaliczamy. Lubicie grzyby, ale z tego, co podsłuchałem - wasz organizm jest w stanie wykorzystać je w niewielkim stopniu. My, kanguroszczurniki radzimy sobie z trawieniem grzybów wręcz perfekcyjnie. W sumie to nie tyle zasługa nas samych, ile bakterii, które mieszkają w przedniej części naszych żołądków. Praktycznie nie jemy zielonych części roślin i nie pijemy wody. Czasem uzupełniamy jadłospis przekąszając jakieś nasiona lub owady. Ale grzyby to podstawa!"

Nowy gość zoo przypomniał także, że jest samotnikiem. W pojedynkę żyje, szuka grzybów i tak mu dobrze. "Akceptujemy partnerki tylko na randce. Potem wolimy iść w swoją stronę. Nie ma co kręcić nosem - takie mamy zwyczaje. Nie chodzimy po randce na piwo lub mecz. Idziemy po prostu na grzyby" - czytamy.

Zobacz także: Myśleli, że wyginęła. Znaleźli zaginioną prakolczatkę Attenborough

Te nieduże torbacze zwie się kanguroszczurnikami czy kanguroszczurami, gdyż rzeczywiście przypominają nieco połączenie szczura z małym kangurem. Należą do najmniejszych torbaczy, ważą kilogram czy dwa. Z sześciu gatunków trzy żyją w kontynentalnej Australii, a jeden - na Tasmanii. Dwa zaś uważa się za wymarłe - kanguroszczurnik mały z południowej Australii opisany został w 1997 roku już na podstawie szczątków.

Kanguroszczurnik pędzloogonowy występuje na terenach południowej i zachodniej Australii na coraz bardziej ograniczonym terytorium.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: ZOO | Australia | torbacze | ogród zoologiczny
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy