Reklama

Lew górski zabity przez policję. Nie udało się go uratować

Młody lew górski został postrzelony przez kalifornijskich policjantów. Po służby zadzwonił mężczyzna, w którego ogrodzie znajdowało się zwierzę. Lew górski zwany jest też pumą z Florydy.

Mieszaniec położonego w stanie Kalifornia miasta Hollister, zauważył lwa górskiego na swoim podwórku nad ranem. Zwierzę miało znajdować się już na ganku domu. Pomimo tego, że lew nie wykazywał żadnych oznak agresji, na miejsce wezwana została policja. Spotkanie z władzami skończyło się śmiercią zwierzęcia.

Policjant strzelił do lwa

Po przyjeździe policji na miejsce panterze z Florydy został podany środek nasenny. Około roczne zwierzę ukryło się w krzakach i według policjantów, w pewnym momencie wyskoczyło wprost przed nich.

"W obawie o życie i bezpieczeństwo funkcjonariusza, dwóch innych wystrzeliło z broni w lwa górskiego. Nie mogliśmy postawić życia zwierzęcia nad życiem człowieka, dlatego funkcjonariusze strzelili" - podała lokalna policja.

Reklama

Po strzałach z broni, służby ponownie wystrzeliły w uciekające przez płot zwierzę strzałkami ze środkiem nasennym. Postrzelony w bok tułowia lew został przewieziony do kalifornijskiego zoo. Jak mówili lekarze, zwierzę było silne, ale nie przeżyło operacji.

Chociaż wezwane na miejsce służby stwierdziły, że lew górski nie stanowił zagrożenia dla ludzi i nie był agresywny, misja przemieszczenia zwierzęcia do jego siedliska skończyła się śmiertelnym strzałem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy