​Czy należy się obawiać ptasiej grypy?

​Od początku roku ptasia grypa pojawiła się już na 19 polskich fermach. Coraz częściej wirusem zarażają się też dzikie ptaki. Od kilkunastu dni w okolicach Zatoki Puckiej znajdowane są martwe łabędzie.

article cover
123RF/PICSEL

Martwe łabędzie znalezione w Swarzewie i Władysławowie były zakażone ptasią grypą. Potwierdziły to testy Inspektoratu Weterynarii. Wcześniej o padłych dzikich ptakach informowano m.in. w Chałupach.

Część osób próbowała ratować zwierzęta na własną rękę. Mieszkańcy, którzy znaleźli ptaki, postanowili je przenieść w foliowych siatkach, tak by próbować uratować te ptaki, które jeszcze żyły.

Polski Zespół Obrączkowania Łabędzi Cygnus ostrzegał, że nie wolno tego robić, bo łabędzie mogą mieć ptasią grypę. Wirus można przenieść nawet na ubraniu.

Z danych Głównego Inspektoratu Weterynarii wynika, że od początku roku do 9 lutego stwierdzono w Polsce 19 ognisk ptasiej grypy u drobiu hodowlanego oraz sześć przypadków wśród ptaków dzikich. Martwych łabędzi z Pucka nie ujęto w tych statystykach. W zeszłym roku odnotowano ponad 40 ognisk tego wirusa. Liczba zakażeń zaczęła wzrastać w listopadzie. Wcześniej nasz kraj miał status kraju wolnego od ptasiej grypy.

W Polsce odnotowuje się ostatnio przypadki szczepów H5N5 oraz H5N8. Te, zdaniem lekarzy, dla ludzi nie są groźne. Niebezpieczeństwo stanowi szczep H5N1. Ta odmiana ptasiej grypy zalicza się do chorób wektorowych, czyli przenoszonych ze zwierząt na ludzi. H5N1 pojawia się głównie w Azji. W Wietnamie z tego powodu na początku roku zutylizowano już 100 tys. ptaków.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia, w latach 2003-2020 potwierdzono  na świecie 861 przypadków zakażenia H5N1 wśród ludzi. 455 osób zmarło. Śmiertelność - wedle WHO - wynosi 60 proc. Zdaniem lekarzy, wirusem nie można zarazić się od innego człowieka. Konieczny jest kontakt z zakażonym ptakiem. Zakażenia szczepem H5N1 wśród ptaków w Polsce wykryto ostatnio wśród dzikich ptaków 14 lat temu, a rok później na dwóch fermach.

Główny Inspektorat Weterynarii (GIW) twierdzi, że teraz nie mamy powodów do obaw. "Ze względu na charakter i rozproszony tryb bytowania ptactwa dzikiego, zagrożenie masowymi padnięciami [...] jest mało prawdopodobne" - napisał GIW w odpowiedzi na pytania Zielonej Interii.

Wirusem nie można się zarazić poprzez mięso zakażonych zwierząt. Musi być jednak poddane obróbce w temperaturze ponad 70 st. Celsjusza. W przypadku znalezienia martwego ptaka należy powiadomić straż miejską lub powiatowego lekarza weterynarii. Padłych lub chorych zwierząt nie wolno dotykać. Lepiej też do nich nie podchodzić, bo wirus może zostać przeniesiony na obuwiu lub ubraniach.

Główny Inspektorat Weterynarii twierdzi, że nie musi badać wszystkich zgłoszonych mu przypadków znalezionych martwych ptaków. Przepisy mówią jedynie o konieczności utylizacji zwłok dzikich zwierząt. Mimo to - jak zapewnia inspektorat - prowadzony jest nadzór, w szczególności "migrujących dzikich ptaków wodnych, które są objęte wyższym ryzykiem zakażenia i przeniesienia wirusa grypy ptaków podtypu H5N1". To, czy badanie zostanie przeprowadzone, zależy od decyzji powiatowego lekarza weterynarii.

Ptasia grypa jest bardzo poważnym problemem dla rolników. Jeżeli wirus pojawi się na farmie, utylizowany jest cały drób, jaki był tam hodowany. Na początku lutego w Kiełpinie, w woj. wielkopolskim, Inspektorat Weterynaryjny zarządził wybicie 24 tys. kur. Hodowcy mogą liczyć na odszkodowania, jednak po dezynfekcji gospodarstwa, muszą czekać 21 dni zanim znowu wprowadzą na nie zwierzęta.

INTERIA.PL
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd na stronie?
Dołącz do nas