Było mało prawdopodobne, że uznany na świecie biolog morski i klimatolog, zacznie pracę dla państwa, które jest jednym z najważniejszych eksporterów ropy i głównym hamulcowym międzynarodowych negocjacji klimatycznych. Arabia Saudyjska to jednak kraj sprzeczności. Z jednej strony jej ropa napędza globalne ocieplenie, z drugiej sama jest wyjątkowo narażona przez wzrost temperatur. Koronny książę Mohammed bin Salman i następca tronu bezwzględnie zwalcza przeciwników politycznych, oskarżany jest m.in. o zlecenie zamordowania dziennikarza Dżamala Chaszodżiego. Z drugiej strony, to on próbuje otwierać na świat represyjne królestwo, pozwolił na pracę kobietom i zgodził się na wpuszczenie do kraju turystów z państw niemuzułmańskich. I to właśnie dla niego zdecydował się pracować prof. Duarte.

Biolog, dzięki saudyjskim petrodolarom, chce zrealizować swoje marzenie o morskich ekosystemach "błękitnego węgla", oceanicznych rezerwatach, które wraz z lądowymi ekosystemami mogłyby usunąć z atmosfery 300 gigaton dwutlenku węgla, czyli mniej więcej jedną trzecią tego, co ludzkość wpompowała do atmosfery. Potrzebne do tego są jednak podmorskie łąki. Duarte szacuje, że zmagazynują 15 razy więcej dwutlenku węgla, niż podobnej powierzchni las deszczowy.

Rewolucja u bram

Kariera Duarte, jednego z najbardziej uznanych klimatologów na świecie, dobrze ilustruje moralne kalkulacje podejmowane niekiedy przez naukowców poszukujących źródeł finansowania dla swoich ambitnych badań. - Nie chcę skończyć kariery, mając na koncie jedynie stertę publikacji i wyróżnień - mówi. Jego zdaniem ocieplający się klimat to największe zagrożenie, wobec jakiego kiedykolwiek stanęła ludzkość. - Chcę na koniec życia spojrzeć na nie i uznać, że pomogłem zmienić świat na trochę lepszy.

Ciężko jednak wierzyć w szczere intencje Rijadu, który od lat blokuje ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. David Reidmiller, były członek powołanego przez ONZ Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu, wielokrotnie był tego świadkiem. - Jednak nawet Arabia Saudyjska jest zainteresowana rozwiązaniem kwestii klimatycznych, bo stanowią dla niej egzystencjalne zagrożenie, choć na całkiem inny sposób, niż dla małych, wyspiarskich państewek - mówi Reidmiller. 

Położone na Pacyfiku kraje, takie jak Wyspy Marshalla, wskutek podnoszenia poziomu mórz spowodowanego ociepleniem klimatu są podtapiane. - Saudyjczycy mają całkiem inny problem - mówi Reidmiller. - Kiedy świat odejdzie od paliw kopalnych, ich gospodarka zostanie zdziesiątkowana, co wywoła potężne niepokoje społeczne.

Zdaniem Duarte w razie raptownego zerwania z paliwami kopalnymi, do destabilizacji może dojść w wielu krajach, nie tylko w Arabii Saudyjskiej. Dlatego jest zwolennikiem innego rozwiązania - stopniowych redukcji emisji powiązanych z programami usuwania dwutlenku węgla z atmosfery. 

Podwójny standard

Jednym ze sceptyków, jeśli idzie o saudyjskie ekologiczne deklaracje, jest wpływowy klimatolog Michael Mann. Siedział po przeciwnej niż Saudyjczycy stronie stołu negocjacyjnego podczas wielu konferencji klimatycznych i nie ufa Rijadowi, choćby ze względu na to, jaką rolę odgrywał przez lata, podważając wyniki prac klimatologów. Szanuje decyzję Duartego o pracy na saudyjskim uniwersytecie, ale kwestionuje jego rozumowanie. - Może ma szansę zmienić ich punkt widzenia, ale jednocześnie oni kupują sobie moralną licencję na własne działania - mówi Mann. 

Tam, gdzie osądy Manna są jednoznaczne, Duarte widzi odcienie szarości. Jego zdaniem państwa Półwyspu Arabskiego nie miały wyjścia i musiały swoje gospodarki oprzeć o wydobycie ropy, bo to ich jedyny zasób. - To wyniosło ich z trudnego życia beduinów do nowoczesności, pozwalając na rozwój. Nawet ich woda pitna pochodzi z ropy, bo jest wytwarzana dzięki energochłonnym procesom odsalania wody morskiej.

Duarte twierdzi, że USA i inne bogate kraje także produkujące i wykorzystujące ropę, nie spotykają się z tak dużą krytyką, jaka spada na Saudyjczyków. To, jego zdaniem "podwójne standardy". Pytania dotyczące aspektów moralnych pracy z Saudyjczykami nie dotyczą jednak tylko ropy. Tamtejszy rząd odpowiada za morderstwo dziennikarza Jamala Chaszodżiego i bierze udział w brutalnej wojnie domowej w Jemenie. Pytany o ten kontekst współpracy, Duarte ze złością odpowiada, że przed inwazją na Irak w 2003 r. prezydent George W. Bush twierdził, że Irakijczycy budują broń nuklearną i chemiczną oraz stwarzają zagrożenie dla całego regionu. - Wszystkie dowody istnienia broni masowego rażenia były sfabrykowane. Skutek to 1,5 mln zabitych - odpowiada i dodaje, że nikt nie krytykuje naukowców, którym płacą rządy przed laty uczestniczące w wojnie w Iraku. - Ich nikt o to nie pyta. 

Wybawca Francisco Franco

Arabia Saudyjska to nie pierwszy nietypowy patron Duarte. Kiedy był nastolatkiem, stypendium imienia hiszpańskiego dyktatora Francisco Franco uratowało go od poprawczaka. Przyszły naukowiec, syn Portugalczyka i Hiszpanki, urodził się w Lizbonie, ale do szkoły poszedł już w Madrycie. Nie było mu łatwo. Jego hiszpański był słaby, mówił z ciężkim portugalskim akcentem. Inne dzieci - jak mówi - dręczyły go z tego powodu. W pewnym momencie słowa przerodziły się rękoczyny. Zaatakowany przez jednego z chłopców, mały Carlos podniósł cegłę i rzucił nią w napastnika. - Trafiła go w głowę i zraniła - wspomina. Miał 9 lat. Zakonnicy prowadzący szkołę wysłali go do poprawczaka, też prowadzonego przez zakonników. I tam też był fizycznie dręczony. - Bili nas linijkami i dużymi, drewnianymi cyrklami. Raz zostałem uderzony jednym z takich cyrkli, tak solidnie, że lekarze musieli mi założyć pięć szwów - opowiada. 

Był na najlepszej drodze do kariery złodzieja. Nie radził sobie w szkole, w dużym stopniu przez fakt, że nie potrafił uczyć się materiału na pamięć, co było ulubioną techniką edukacyjną zakonników. Ale w wieku 13 lat dostał "stypendium iminia Franco" dla dzieci z biednych rodzin. To wiązało się z przeprowadzką 500 km od rodzinnego domu, ale także z wyswobodzeniem z rąk zakonników. - To zabawne, że za wszystko płacił Franco, a nauczyciele w nowej szkole byli komunistami i anarchistami - mówi. - Dzięki nim nauczyłem się myśleć. Przekonałem się, że nie muszę zapamiętywać, ale rozumieć. 

Reżim Franco upadł wraz ze śmiercią dyktatora w 1975 r. Stypendium skończyło się zaraz potem. Duarte zostały jeszcze trzy lata studiów, ale utrzymał się na nich dzięki pracy, jako zawodowy siatkarz. W 1982 roku ukończył biologię. Pięć lat później miał już doktorat z limnologii, badań nad śródlądowymi ekosystemami wodnymi na Uniwersytecie McGilla w Montrealu. 

Pilnie strzeżony kampus

Kampus KAUST ma 20 kilometrów kwadratowych. Błyszczące budynki na wybrzeżu Morza Czerwonego otacza wysoki, betonowy mur. Oddziela naukowców od mieszkańców miasteczka Thuwal, spośród których wielu to uchodźcy z Jemenu. Goście potrzebują zgody na wejście na teren uczelni. Do kompleksu prowadzi jedna droga z dwoma punktami kontrolnymi. Pierwszego z nich strzeże gniazdo karabinu maszynowego. 

Kiedy Duarte trafił na KAUST, to był jedyny uniwersytet w Arabii Saudyjskiej, który pozwalał, by mężczyźni przebywali w jednym pomieszczeniu ze kobietami (w pozostałej części kraju dopiero dwa lata później, w 2019 r., kobietom pozwolono na jedzenie w publicznie dostępnych częściach restauracji w mieszanym towarzystwie). KAUST działa jednak według własnych reguł. Mniej więcej połowa studentów i wielu pracowników uczelni, to kobiety. - Pierwszy doktorat z biologii morskiej na KAUST zrobiła Saudyjka - mówi Duarte. 

W świecie nauki sukces mierzony jest zazwyczaj tym, ile prac opublikowano w naukowych magazynach. Po pierwszym roku na KAUST zespół Duarte opublikował ich 79., z czego on był współautorem 62. Rok później był współautorem 99 badań. Jak to możliwe? Duarte znany jest z tego, że często chwyta się pomysłów z pól odległych od jego własnego i zmienia je w gotowe do publikacji prace. Na przykład niedawno, wspólnie z Mariuszem i Łukaszem Jaremko, bliźniakami z departamentu inżynierii biologicznej i środowiskowej KAUST, badał, czy wzrastający poziom dwutlenku węgla w atmosferze stanowi zagrożenie dla zdrowia ludzi. Wykazali, że może zaostrzyć przebieg chronicznych schorzeń, jak cukrzyca, otyłość, ADHD, osteoporoza albo rak. 

Przeszczep z Morza Czerwonego

W niewielkim budynku położonym niedaleko uniwersyteckiej przystani znajduje się zbiornik wypełniony małymi, zielonymi, niebieskimi i fioletowymi koralowcami. - Wyobraźmy sobie taki zbiornik, szeroki na trzy metry i długi na 200, który otacza cały kurort. To opracowywana przez nas technologia, która może pomóc w odtworzeniu na całym świecie raf koralowych - mówi Duarte. 

Biolog nazywa to koralowym ogrodnictwem. Pomysł zakłada umieszczenie setek zbiorników w miejscach publicznych, jak lotniska czy hotele. Małe korale mogą tam rosnąć, aż osiągną rozmiary pozwalające na przeszczepienie ich do środowiska naturalnego. Jeśli eksperyment KAUST się powiedzie, może umożliwić przeszczepianie koralowców z Arabii Saudyjskiej do innych części świata. Duarte tłumaczy, że Morze Czerwone jest cieplejsze od niemal wszystkich innych dużych zbiorników wodnych, a tutejsze koralowce przez setki tysięcy lat przystosowały się do wyższych temperatur. 

To przystosowanie jest kluczowe. Wraz z ogrzewaniem oceanów na skutek zmian klimatycznych, które prowadzi do załamania się ekosystemów raf koralowych na świecie, koralowce z Morza Czerwonego mogłyby pomóc w ich odbudowie. Naukowcy z KAUST opracowują techniki pozwalające na rozwój raf w kilka lat zamiast kilku stuleci. 

Duarte ma nadzieję, że uda mu się przetestować pomysł koralowego ogrodu w dwóch ośrodkach turystycznych, których budowa jest planowana kilkaset kilometrów na północ od KAUST. Wraz z kolegami biolog opracowuje delikatną formę geoinżynierii - manipulacji środowiskiem, która odwróciłaby zniszczenia wyrządzone przez ludzkość. 

Pomysł narodził się na długo, zanim trafił do Arabii Saudyjskiej. Na początku lat 90. u wybrzeży Majorki badał wodorosty. Kiedy umierają, opadają na dno, zabierając ze sobą atomy węgla związane w ich komórkach. To naturalny sposób na magazynowanie dwutlenku węgla emitowanego podczas spalania paliw kopalnych. Od tamtego czasu Duarte opublikował serię badań dotyczących odtwarzania morskich ekosystemów, od raf koralowych po bagna mangrowcowe.  Naukowiec twierdzi, że mangrowce i trawa morska usuwają dwutlenek węgla z atmosfery 15 razy skuteczniej niż lasy. 

Saudyjski Projekt Morza Czerwonego jest elementem większego programu, w ramach którego królestwo chce przestawić swoją gospodarkę na inne tory, zanim nie załamie się rynek paliw kopalnych. Stawką są setki miliardów dolarów, nie wspominając o stabilności kraju i, co za tym idzie, przyszłości jego monarchii.

 Dwa projektowane kurorty nad Morzem Czerwonym obejmą 15 tys. kilometrów kwadratowych lądu i morza dając zatrudnienie tysiącom ludzi, a gospodarce wpływy szacowane na 6 mld dol. Saudyjczycy nazywają je gigaprojektem. Kolejnym jest planowane, wolne od paliw kopalnych Neom City, które ma powstać na granicy z Jordanią, w pobliżu Egiptu i Izraela. Saudyjczycy liczą, że te rodzące się projekty napędzą turystykę i umieszczą ich na czele producentów energii odnawialnej, technologii magazynowania dwutlenku węgla i produkcji wodoru z wykorzystaniem energii słonecznej. 

Dziś to jednak wciąż tylko obietnice. Tak samo, jak zapowiedzi redukcji zużywania od paliw kopalnych.