Reklama

Lockdown, blackout czy wojna? Chiny szykują zapasy żywności

Władze Chin wezwały rodziny, aby gromadziły zapasy na wypadek "sytuacji awaryjnych" - podała agencja Reuters. To wywołało falę teorii spiskowych odnośnie tego, przed czym tak naprawdę ostrzega Pekin.

Agencja Reuters połączyła doniesienie z kolejną falą Covid-19, oraz ulewnymi deszczami, przez które cena warzyw poszła w górę. Pojawiły się także obawy o ciągłość dostaw.

Internauci potraktowali wytyczne ministerstwa handlu jako możliwą zapowiedź napięć wokół Tajwanu. Państwowe media zaprzeczają takiej interpretacji, choć ostatnio pojawiało się coraz więcej doniesień na ten temat. Na początku października tajwański minister obrony alarmował, że w 2025 r. chińska armia osiągnie zdolność dokonania inwazji Tajwanu na pełną skalę. Ostatnio nasiliła się także aktywność wojskowa Chin wokół Tajwanu.

Reklama

Pod koniec października prezydent Tajwanu Caj Ing-wen w rozmowie z CNN po raz pierwszy potwierdziła, że na wyspie przebywają amerykańscy żołnierze. Z kolei prezydent Joe Biden oświadczył, że jeżeli Chiny zaatakują Tajwan, to USA podejmą działania obronne.

"Jingji Ribao", dziennik ekonomiczny związany z Komunistyczną Partią Chin napisał, że internauci mają "za dużo zbyt aktywnej wyobraźni". Celem wytycznych ma być zabezpieczenie ludności przez lockdownem.

Zapasy na czarną godzinę

Ministerstwo handlu wezwało władze miast i regionów do utrzymania stabilnych dostaw i cen, oraz bezzwłocznego informowania o ewentualnych problemach. Lokalne władze dostały również polecenie zakupu warzyw, które można przechowywać. CNN podkreśla, powołując się na komunikat resortu, że zapasy mają wystarczyć "do wiosny".

Problemy z dostawami mogą wynikać ze zniszczeń upraw w prowincji Szantung, oraz ogniskami Covid-19 w północnej części Chin. Sytuacja jest tym bardziej poważna, że na najważniejsze chińskie święto, czyli Święto Wiosny, które przypadnie w przyszłym roku w lutym, chińskie władze zazwyczaj zwiększają dostawy świeżych warzyw i wieprzowiny.

Państwowa telewizja przekazała, że rząd "w odpowiednim momencie" uwolni część warzyw ze swoich rezerw, by przeciwdziałać wzrostom cen. Nie wiadomo jednak jakie są to warzywa, oraz ile ich jest.

W poniedziałek Pekin opublikował swój plan, w którym zachęca obywateli, aby ci nie zamawiali więcej jedzenia, niż potrzebują, a także zgłaszali restauracje, które marnują żywność. Podobną kampanię prowadzono w zeszłym roku, podczas pierwszych fal koronawirusa oraz podtopień, które zagroziły łańcuchowi dostaw.

Kolejne fale koronawirusa

Oprócz dostaw żywności, Chiny mają także problem z falą zakażeń wariantem koronawirusa Delta. Ta dotarła do co najmniej 11 prowincji i regionów, głównie na północy kraju. Władze, stosując zasadę "zero Covid", wprowadzają surowe lokalne lockdowny oraz restrykcje dotyczące podróży.

Problemem są także blackouty, z którymi niedawno borykały się Chiny. Braki w dostawach węgla, a także coraz bardziej ambitna polityka klimatyczna Chin spowodowały, że na północnym wschodzie kraju zaczęły pojawiać się przerwy w dostawach prądu. Sytuacja stała się na tyle poważna, że tymczasowo pracę przerwały fabryki Apple i Tesli.

Pod koniec września 23 pracowników fabryki w Liaoning trafiło do szpitala po tym, jak z powodu przerwy w dostawie prądu przestały działać wentylatory, które usuwały trujący tlenek węgla - informowała wówczas państwowa telewizja CCTV.

Agencja AFP podawała, powołując się na Beijing News, że na trasie szybkiego ruchu w mieście Shenyang, w którym mieszka prawie 8 mln ludzi, w całkowitym mroku jeździły samochody. "Przerwy w dostawach prądu osiem razy dziennie, cztery dni z rzędu...brak słów" - pisał jeden ze sfrustrowanych internautów z Liaoning.

Przez brak prądu zamykano centra handlowe, a sklepy spożywcze korzystały ze świec. "To, jak życie w Korei Północnej" - podsumował jeden z internautów.

Źródło: CNN, PAP, AFP

ppg

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Chiny | lockdown | koronawirus | węgiel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy