Reklama

​Audyt Pacyfiku. Najwięksi żerują na małych

Wielcy gracze żerują na małych państewkach rozrzuconych po Oceanie Spokojnym. Zarabiają miliony na surowcach mineralnych, rybach i drewnie. Lokalne społeczności mają z tego bardzo niewiele.

Audyt przeprowadzony przez brytyjski dziennik "The Guardian" wykazał, że w niektórych branżach mieszkańcy krajów regionu Pacyfiku partycypują w mniej niż 12 proc. końcowej wartości wydobywanych zasobów. Mimo ogromnego bogactwa naturalnego na tym obszarze, w wielu krajach PKB na mieszkańca jest bardzo niskie.

W wydobyciu surowców w regionie Pacyfiku przodują Chiny, które pochłaniają ponad połowę całkowitej ilości eksportowanych minerałów, drewna i ryb. Jak czytamy w brytyjskiej publikacji, brak przepisów zakazujących importu nielegalnego drewna oraz słaba odpowiedzialność za skutki środowiskowe czy społeczne w Chinach oznaczają, że wpływ wydobycia zasobów przez chińskie firmy jest często gorszy niż w przypadku firm z krajów takich jak Australia, które podlegają większej kontroli. Stanowi to ogromne wyzwanie dla zrównoważonego rozwoju w regionie Pacyfiku.

Reklama

Zagrożenie dla lasów

Działania zagranicznych firm prowadzą do dewastacji środowiska, w tym do wyniszczania lasów. Przykład? Wyspy Salomona i Papua-Nowa Gwinea, które należą do największych eksporterów kłód tropikalnych na świecie. Branża leśna w tych krajach została zdominowana przez zagraniczne firmy, a część wyrębu jest prowadzona nielegalnie.

Według niektórych szacunków Wyspy Salomona eksportują rocznie ponad 19 razy więcej drewna niż zrównoważona ilość. Przy zachowaniu obecnego poziomu wycinki, archipelag może wyczerpać wszystkie swoje naturalne zasoby leśne do 2036 roku. Istnieją już dowody na to, że pozyskiwanie drewna na Wyspach Salomona wpływa na niszczenie raf koralowych. Przyczynia się również do znacznej migracji wewnętrznej mieszkańców i rosnącego braku bezpieczeństwa żywnościowego ludności - wskazano w publikacji.

Kopalnie z ulgami

Inny obszar działalności firm zagranicznych w regionie Pacyfiku, na który wskazał The Guardian, to górnictwo. 

Każdego roku w regionie wydobywa się prawie 11 mln ton paliw i ropy, 2 mln ton miedzi, niklu, manganu i aluminium oraz złoto o wartości 2,6 mld dolarów. Lokalna ludność czepie tylko niewielką korzyść z tego bogactwa naturalnego.

W 2018 r. ropa naftowa i minerały odpowiadały za 90 proc. całego eksportu Papui-Nowej Gwinei, a jednocześnie za jedynie 10 proc. dochodów budżetu państwa. Obietnice zagranicznych korporacji dotyczące budowy infrastruktury lub uiszczania opłat licencyjnych na rzecz lokalnej społeczności często są łamane. Same firmy korzystają z ulg podatkowych, a prowadzone przez nie wydobycie bezpowrotnie niszczy lokalne środowisko.

CZYTAJ DALEJ NA BIZNES INTERIA

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy