Reklama

Słony rachunek za zmiany klimatyczne

Choć Kenia odpowiada za 0,1 proc. światowych emisji gazów cieplarnianych, jako kraj cierpi z powodu wywołanych przez ocieplenie klimatu głodu i suszy. By walczyć z nimi potrzebuje 62 mld dol.


Potrzebne 62 mld dol. to prawie 67 proc. PKB Kenii. Choć kraj ten ma jedną z najlepiej rozwiniętych gospodarek we wschodniej i centralnej Afryce, to boryka się z problemami gospodarczymi. A wywołuje je... ocieplenie klimatu. 

Reklama

Brytyjski "Guardian" przypomina suszę z 2011 r., która kosztowała kenijską gospodarkę 11 mld dol. Kolejna susza w latach 2014-2018 pozbawiła regularnego dostępu do żywności ponad 3 mln ludzi. To nie koniec. Powodzie w 2018 r. wymusiły wewnętrzną migrację 230 tys. Kenijczyków, w tym 150 tys. dzieci. Utonęło 20 tys. sztuk bydła, a 700 szkół zostało zamkniętych. Kraj w skutek tych katastrof stracił także 8,5 tys. hektarów pól uprawnych. 

To problem, bo choć Kenia jest prawie dwa razy większa od Polski, to na pola uprawne nadaje się zaledwie 16 proc. terenów. Problemem jest także dostęp do wody. Kenijscy rolnicy są uzależnieni od pogody. Poziom głównych rzek opada, ponieważ lodowce na głównym źródle wody w kraju, górze Kenia, topnieją. Według rządowego raportu, za 30 lat znikną całkiem.

Nieregularne opady deszczu i przez to nieefektywne elektrownie wodne zmuszają Kenię do budowy dwóch elektrowni węglowych. To będzie oznaczało kolejne problemy klimatyczne. Kenia wcześniej rozważała budowę elektrowni atomowej, jednak te plany zostały przełożone na przyszłą dekadę z powodu braku funduszy. 

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Kenia | kryzys klimatyczny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama