Reklama

U progu wielkiego wymierania. Najwyższy w historii ludzkości poziom CO2

Jak wyglądał świat cztery miliony lat temu? Warto to wiedzieć, skoro stężenie dwutlenku węgla, który odpowiada za zmiany klimatyczne, właśnie osiągnęło taką samą wartość, jak wtedy.

Pod koniec ubiegłego roku i na początku 2021 r. powiało optymizmem. Emisje gazów cieplarnianych nieznacznie spadły. Minęło kilka miesięcy, gospodarki zaczęły podnosić się z kryzysu, ludzie wracają do pracy i znów zaczynają podróżować. Efekt? Obserwatorium na wulkanie Mauna Loa na Hawajach, gdzie prowadzone są najbardziej precyzyjne na świecie pomiary składu ziemskiej atmosfery, poinformowało, że w maju średnie stężenie CO2 sięgało 418,92 części na milion. To najwyższa wartość w historii ludzkości. 

Reklama

Ostatni raz w atmosferze podobne ilości dwutlenku węgla były 4,1-4,5 mln lat temu. W tym czasie poziom morza był wyższy o około 20 m., a planeta była cieplejsza średnio od 8 do 4 st. Celsjusza (wiemy o tym m.in. dzięki badaniu izotopów węgla w osadach morskich). Regiony polarne były tak gorące, że porastały lasami, a lód, który później uformował się na Antarktydzie i Arktyce, nadal był wodą w stanie ciekłym. 

Homo erectus, wczesny praprzodek człowieka, pojawił się dopiero ponad dwa miliony lat później, na znacznie już chłodniejszej planecie. Gdy przechodził kolejne ewolucje i zasiedlał Ziemię, poziom dwutlenku węgla w atmosferze wynosił średnio około 230 części na milion - nieco ponad połowę tego, co teraz.

Z wyliczeń amerykańskiej National Oceanic and Atmospheric Administration (NOAA) wynika, że rocznie pompujemy do atmosfery 40 mld ton metrycznych CO2. W tym miejscu powinno pojawić się zdanie: "Jeśli chcemy ograniczyć najbardziej katastrofalne skutki zmian klimatycznych, powinniśmy ścinać emisje". Tylko, czy ludzkość rzeczywiście chce je ścinać? Z jej działań, przynajmniej na razie, to nie wynika.

Już teraz gwałtowne zjawiska atmosferyczne, jak powodzie, susze czy huragany, są coraz częstsze i coraz bardziej intensywne. Będzie ich jeszcze więcej. Naukowcy już się zastanawiają, czy uruchomiliśmy serię sprzężeń zwrotnych, które sprawią, iż zmiany będą się same napędzać, z jeszcze tragiczniejszymi dla nas skutkami.

Nie będzie to sytuacja wyjątkowa w historii naszej planety. Kilka razy dochodziło już do takich sytuacji. Nazywamy je dziś "wielkimi wymieraniami". "W sprawach zmian klimatu nie musimy się zastanawiać nad tym, co się wydarzy, bo wiemy to wszystko dokładnie z historii naszej planety" - uważa słynny brytyjski paleontolog prof. Michael Benton. Wiele wskazuje, że do większości wcześniejszych wielkich wymierań gatunków doprowadził nagły wzrost poziomu dwutlenku węgla. Biorąc pod uwagę, ile dziś go emitujemy, historia może być dla nas ostrzeżeniem. "Jeśli przyjmiemy do wiadomości fakty, możemy z nich wyciągnąć lekcję" - twierdzi prof. Benton.

A fakty są naprawdę proste: dwutlenek węgla to gaz cieplarniany, który pozostaje w atmosferze nawet przez setki lat. W ostatnim stuleciu gwałtowny wzrostu emisji CO2 jest napędzany prawie wyłącznie działalnością człowieka, głównie spalaniem paliw kopalnych. Albo to zrozumiemy, przyjmiemy do wiadomości i rzeczywiście zaczniemy działać, albo... inny gatunek za jakiś czas dostanie swoją szansę na zasiedlenie planety.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje