Reklama

Najnowszy raport Programu Środowiskowego ONZ nie pozostawia złudzeń: jeżeli rządy nie przestaną skupiać się wyłącznie na redukcji emisji zanieczyszczeń, przegramy walkę z ociepleniem klimatu. Tym bardziej, że 2020 r. był kolejnym z rzędu rokiem, gdy odnotowano rekordowo wysokie temperatury. “Ponad 50 mln ludzi na świecie bezpośrednio dotknęły powodzie, susze i burze. Intensywne pożary lasów nękały m.in. Australię, Brazylię, Rosję i Stany Zjednoczone" - napisali autorzy "Adaptation Gap Report 2020".

Na granicach systemu

Dlaczego błędem jest koncentrowanie się wyłącznie na ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych? - Potęgujemy zmiany klimatu poprzez wycinanie lasów, czy zanieczyszczanie oceanów. Oceany są największym magazynem węgla, większym niż atmosfera i gleba. Zanieczyszczenia powodują, że magazynujemy go tam mniej. Zaczynamy w ten sposób przekraczać pewne granice stabilności systemu ekologicznego - mówi prof. Zbigniew Karaczun z Katedry Ochrony Środowiska i Dendrologii SGGW, ekspert Koalicji Klimatycznej.

Kolejnym przykładem niebezpieczeństw, jakie niesie zaniedbywanie ochrony środowiska naturalnego, mogą być torfowiska. Zajmują 3 proc. powierzchni kontynentów, ale zmagazynowanego jest w nich dwa razy więcej węgla niż we wszystkich lasach. Jak długo te tereny były zamarznięte i nie dochodziło do reakcji z tlenem, nie emitowały CO2. Ocieplenie klimatu sprawia, że stały się tykającą bombą. 

Paryskie porozumienie klimatyczne zakłada, że państwa, które do niego przystąpiły, będą starały się zapobiec wzrostowi średniej temperatury na świecie "znacznie poniżej" 2 st. C, a jeśli to możliwe wyhamowaniu tego wzrostu na poziomie 1,5 st. Jeśli światu uda się zatrzymać ocieplenie na tym poziomie, i tak będzie to oznaczało, że więcej będzie ekstremalnych zjawisk pogodowych, takich, jak susze, huragany, czy powodzie. Poziom mórz już rośnie średnio o 33 mm rocznie, a tysiące gatunków jest zagrożonych wymarciem, bo wraz z przesuwaniem stref klimatycznych znikają ich naturalne siedliska. 

Klimatyczna jazda na gapę

Autorzy "Adaptation Gap 2020", jako przykład właściwej adaptacji do zmian klimatycznych wskazują Danię, której terytorium - w razie podniesienia globalnej temperatury o 2 st. - znalazłoby się niemal całkowicie pod wodą.

"Choć duńskie Ministerstwo Środowiska i Żywności przekazało samorządom 34,4 mln koron duńskich, by dostosować się do zmieniających warunków klimatycznych, lokalne projekty związane ze szlakami wodnymi w miastach i drogami, najczęściej są finansowane bezpośrednio przez wodociągi i samorządy". Według ekspertów ONZ kluczem do sukcesu jest połączenie sił rządu i samorządów. Pierwszy ma środki na projekty, a władze lokalne znacznie lepiej znają swoje regiony i ich potrzeby. 

Wiele rządów nie podejmuje jednak takich kroków. Ten brak solidarności wobec tych, którzy działają, eksperci nazywają "jazdą na gapę". - To strategia, gdzie dla pojedynczego państwa korzystniej jest, jak inne kraje dbają o środowisko, a ono tego nie robi - wyjaśnia Zbigniew Bohdanowicz z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, członek zespołu "Uniwersytet Warszawski dla klimatu". - Kłopot w zarządzaniu dobrami publicznymi jest taki, że korzyści są wspólne, a koszty ponoszą konkretne podmioty, czyli w tym wypadku państwa. Jest to widoczne także w polskiej polityce. Korzystamy z różnych przywilejów związanych z ochroną środowiska, a niechętnie decydujemy się na konkretne działania.

Kiedy nie będzie pieniędzy

"Szacuje się, że kraje rozwijające się, zwłaszcza w Afryce i Azji, poniosą większe straty, co pogłębi ich problemy z rozwojem i zwiększy podatność na zmiany klimatyczne" - piszą autorzy raportu. Tu przykładem może być wcale nie najbiedniejsza Kenia. Coraz częściej nawiedzają ją powodzie i susze. By poradzić sobie ze skutkami ocieplenia klimatu potrzebuje 62 mld dol. To aż 67 proc. jej PKB. 

Choć kenijska gospodarka jest jedną z najlepiej rozwiniętych w regionie, jest oczywiste, że takich pieniędzy po prostu nie ma. Ten brak funduszy generuje kolejne problemy. Kraj zamiast inwestować w elektrownię atomową, musiał przełożyć jej budowę co najmniej do 2030 r. W tym czasie będzie wykorzystywać węgiel. 

- Lasy tropikalne często znajdują się na terenie krajów biednych. Ich użytkowanie jest jedyną możliwością poprawy poziomu życia mieszkających tam ludzi. Bardzo trudno nam, Europejczykom, powiedzieć im, żeby nie budowali kopalń, bo wówczas zapytają: “a co wyście zrobili ze swoim węglem i swoją przyrodą?" Musimy popatrzeć na to globalnie - mówi prof. Zbigniew Karaczun. 

Zdaniem Zbigniewa Bohdanowicza odnoszenie zmian klimatycznych wyłącznie do kosztów finansowych, to błąd, bo ten kryzys może doprowadzić do sytuacji, w której pieniądze po prostu staną się bezwartościowe. - Zmiana klimatu redefiniuje świat. Za kilkadziesiąt lat może nie być PKB i pieniędzy, jakimi operujemy. Te kryteria, według których podejmujemy decyzje, mogą stać się abstrakcyjne. Żeby była gospodarka, potrzebna jest zdrowa i żywa planeta.

Groźniejsze niż COVID-19

W 2013 r. rząd w Warszawie przyjął program adaptacji Polski do zmian klimatu. Prognozowano wówczas, że średnia roczna temperatura w naszym kraju w latach 2070-2100 będzie wynosić 10 st. C. - Już w zeszłym roku osiągnęliśmy średnią 9,9 st. Jeśli chcemy zapewnić sobie bezpieczeństwo, to pandemia i wyjście z niej musi oznaczać głębszą transformację całej gospodarki w stronę budowy społeczeństwa niskoemisyjnego oraz neutralnego klimatycznie - przekonuje prof. Karaczun.

"Uznając, że zmiany klimatyczne są o wiele większym zagrożeniem dla ludzkości niż COVID-19, główne międzyrządowe organizacje, takie jak ONZ, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, czy Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju wezwały rządy, by wykorzystały pakiety pomocowe do stworzenia bardziej wystarczalny, elastycznych i niedyskryminujących społeczeństw" - piszą autorzy "Adaptation Gap Report 2020".

Takie plany ogłosiły już m.in. Unia Europejska i amerykański prezydent-elekt.

Piotr Grzesiak, Zielona Interia