Reklama

Co wiadomo po szczycie klimatu? Świat powinien mieć większe ambicje

Tegoroczny szczyt klimatyczny zgromadził kilkuset światowych przywódców i liderów biznesu. W sprawach klimatycznych negocjowało blisko 200 krajów. Utworzono fundusz pomocowy, ale nie zdecydowano o szybkim wycofaniu paliw kopalnych.

Zakończył się dwutygodniowy szczyt klimatu COP27. Odbył się on w egipskim kurorcie Sharm el-Sheikh. Kraje obecne na szczycie przyjęły deklarację końcową dotyczącą m.in. utworzenia funduszu pomocowego dla państw dotkniętych klęskami wynikającymi ze zmian klimatu.

Po latach oporu ze strony bogatych rządów, kraje po raz pierwszy zgodziły się pomóc finansowo krajom rozwijającym się i najbardziej narażonym na skutki globalnego ocieplenia.

"Zdaję sobie sprawę z postępów, jakie poczyniliśmy podczas COP 27, szczególnie w zakresie ustaleń dotyczących finansowania strat i szkód. To historyczny moment dla ludzi i planety - powiedziała minister Malediwów ds. zmian klimatu, Aminath Shauna.

Reklama

Pomimo sukcesu, jakim jest wypracowanie tej koncepcji, dopracowywanie szczegółów może zająć kolejne kilka lat. Czy szczyt klimatu był udaną konferencją?

Dobre chęci

Deklaracja końcowa spotkała się z krytyką niektórych polityków i działaczy, którzy twierdzą, że COP27 był (niewykorzystaną) szansą na wyznaczenie bardziej ambitnych celów klimatycznych. Zabrakło na nim ustaleń ograniczających zużycie paliw kopalnych, takich jak węgiel, ropa naftowa i gaz ziemny.

Holenderski minister ds. klimatu Rob Jetten zauważył, że na szczycie nie poczyniono żadnych postępów. Ustalenia, jakie pojawiły się po "dwóch trudnych tygodniach" ocenił jako "niezwykle rozczarowujące". "W roku ekstremalnych warunków pogodowych i alarmujących doniesień o klimacie nie udało nam się poczynić znaczących postępów w ograniczaniu emisji CO2 we wszystkich krajach." - dodał.

Fran Timmermans, szef ds. polityki klimatycznej w UE stwierdził, że to, co zostało ustalone, "nie jest wystarczającym krokiem naprzód dla ludzi i planety".

W deklaracji pojawił się apel o stopniowe ograniczanie wydobycia węgla i rezygnację z dotacji przeznaczonych na inwestycje w paliwa kopalne. Jednak finalnie potwierdzono wykorzystanie paliw kopalnych w najbliższej przyszłości.

Prezydent Szejk Mohammed bin Zayed al-Nahyan ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich – gospodarz przyszłorocznego szczytu klimatycznego COP28 – powiedział, że jego kraj będzie nadal dostarczał ropę i gaz „tak długo, jak świat będzie w potrzebie”.

Tymczasem Ani Dasgupta, prezes World Resources Institute przyznał, że utworzenie funduszu pomocowego to dobry krok. Powiedział jednak, iż "to zadziwiające, że kraje nie zebrały się na odwagę, by wezwać do wycofania paliw kopalnych, które są największym motorem zmian klimatycznych".

Amazonia i stosunki chińsko-amerykańskie

Luiz Inacio Lula da Silva, nowy prezydent Brazylii ogłosił na szczycie, że „Brazylia wróciła” do globalnej walki o klimat. Wystąpienie prezydenta wywołało ogromną radość zgromadzonych gości, którzy żegnali go gromkimi brawami. Lula obiecał zorganizować za 3 lata szczyt klimatu w Brazylii.

Poprzedni prezydent kraju, Jair Bolsonaro, który przewodniczył rosnącej skali wycinki lasów deszczowych, odmówił zorganizowania szczytu klimatycznego w 2019 r.

Chiny i Stany Zjednoczone zgodziły się wznowić współpracę w zakresie zmian klimatycznych Chiński negocjator klimatyczny Xie Zhenhua powiedział, że spodziewa się kontynuować bezpośrednią współpracę w sprawie zmian klimatycznych z amerykańskim politykiem ds. klimatu, Johnem Kerrym.

Przełomowa umowa padła między USA i Japonią oraz prywatnymi inwestorami. Dotyczy wspierania Indonezji w szybszym odejściu od wytwarzania energii z węgla. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy