Reklama

Raport WiseEuropa: Rzeczywiste koszty importu starych samochodów. Czas na zmiany

Od czasu wejścia do UE Polska jest największym importerem pojazdów używanych wśród państw członkowskich - do kraju sprowadzono niemal 14,5 mln aut, a średni wiek samochodu z importu to ponad 12 lat. Dalszy tego rodzaju trend będzie miał dla Polski opłakane skutki, dlatego potrzebna jest pilna zmiana w polityce transportowej rządu.

Artykuł jest częścią cyklu przygotowanego we współpracy z WiseEuropa z okazji Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu 2021

Raport przygotowany przez ekspertów instytutu WiseEuropa wskazuje, że zmianom może sprzyjać na przykład bardziej aktywna polityka fiskalna wobec środków transportu.

Szybki wzrost mobilności i jego skutki

Ostatnie dwie dekady przyniosły szybki wzrost mobilności Polaków. Było to możliwe m.in. dzięki pojawieniu się dostępu do relatywnie tanich pojazdów używanych sprowadzanych z Europy Zachodniej. Obecnie stopień zmotoryzowania Polski kształtuje się na poziomie zbliżonym do średniej UE. Masowy import starych aut jest jednak źródłem wielu negatywnych zjawisk, takich jak wzrost emisji gazów cieplarnianych, wzrost opłat w systemie mini-ETS, i ma daleko idące konsekwencje dla bezpieczeństwa na drogach, a także zdrowia oraz życia Polaków (smog i problemy zdrowotne wynikające ze złej jakości powietrza, wypadki na drogach).

Reklama

Zgromadzone w raporcie WiseEuropa "Wsteczny bieg. Społeczno-gospodarcze skutki importu używanych samochodów do Polski" informacje pokazują, że bilans kosztów i korzyści masowego importu używanych pojazdów do Polski szybko się pogarsza. Eksperci przedstawili w raporcie zarówno niepokojące zjawiska, jak i potencjalne źródła istotnych i pilnych zmian w sektorze gospodarki, jakim jest transport.

Z raportu wynika, że w Polsce transport to kluczowy sektor, dla którego odnotowano wzrost emisji gazów cieplarnianych od 2005 r. aż o 85 proc., podczas gdy dla całej Unii Europejskiej pozostały one na tym samym poziomie. Dodatkowo sprowadzone tylko w 2020 r. pojazdy w okresie ich wykorzystania w Polsce pogorszą bilans udziału Polski w systemie mini-ETS dla budynków i transportu o 300 mln zł i wygenerują koszty zdrowotne związane z emisją tlenków azotu na poziomie 1 mld zł oraz zwiększą import ropy naftowej do Polski o wartości 1,5 mld zł.

Dodatkowo raport wskazuje, że import używanych pojazdów z silnikami diesla generuje niemal 70 proc. kosztów związanych z emisjami CO2 oraz importem ropy naftowej, a także prawie 90 proc. kosztów zdrowotnych wynikających z emisji tlenków azotu. A to wszystko pomimo tego, że "diesle" stanowią mniej niż połowę sprowadzanych do Polski samochodów.

Raport konkluduje, że Polska powinna rozważyć wprowadzenie nowej opłaty, powiązanej z emisyjnością pojazdów.

Polityka fiskalna krajów UE i Polski

W wielu krajach UE funkcjonują tego rodzaju opłaty uzależnione od wysokości emisji zanieczyszczeń pochodzących z pojazdu oraz jego wpływu na środowisko. Opłaty te mają charakter jednorazowy i są zazwyczaj uiszczane podczas rejestracji pojazdu, lub też funkcjonują jako coroczny podatek od posiadania określonego rodzaju samochodu.

W Polsce opłata taka, pomimo że jest uwzględniona w Krajowym Planie Rozwoju Elektromobilności, nie została jak dotąd wprowadzona, ze względu na "możliwy negatywny odbiór społeczny", co ustaliła kontrola NIK. Jednak dane Eurostatu pokazują, że poziom opodatkowania środków transportu jest w Polsce relatywnie niski na tle UE, a skala negatywnych zjawisk wynikających z korzystania z przestarzałego transportu jest wysoka.

- Konieczne jest wypracowanie akceptowalnych społecznie rozwiązań i prowadzenie bardziej aktywnej polityki publicznej, która jest relatywnie niska na tle Europy Zachodniej. Obecnie dla Polski wskaźnik podatków od transportu w stosunku do PKB wynosi ok. 0,22 proc., przy czym średnia dla Francji i Niemiec to 0,29 proc., a średnia unijna to aż 0,45 proc.. Wskazuje to na realną możliwość daleko idącej zmiany podejścia do zapewnienia polskim obywatelom powszechnej mobilności poprzez przekierowanie bodźców fiskalnych oraz zasobów finansowych w kierunku bardziej zrównoważonych form transportu -  zwraca uwagę Aleksander Śniegocki, kierownik programu Energia, Klimat i Środowisko z WiseEuropa i współautor raportu.

Szansa dla Polski

Możliwe do pozyskania środki stanowią niemalże równowartość wpływu do budżetu państwa z tytułu opłaty emisyjnej (w przypadku zrównania do średniej dla Niemiec i Francji) lub ponad trzykrotność wpływów w przypadku zrównania wysokości podatków do średniej europejskiej. Zwiększenie podatków w Polsce do poziomu średniej unijnej skutkowałoby zwiększeniem przychodów do budżetu w wysokości ponad 5 mld zł.

Na tej podstawie określono również skalę inwestycji w zrównoważone środki transportu, które można byłoby wesprzeć z dodatkowych wpływów podatkowych. W raporcie WiseEuropa eksperci wskazali, że zrównanie opodatkowania środków transportu w Polsce ze średnią unijną pozwoliłoby np. na sfinansowanie zakupu 1,6-2,2 tys. autobusów elektrycznych rocznie, wsparcie zakupu niemal 200 tys. elektrycznych samochodów osobowych lub 27-krotne zwiększenie skali finansowania Funduszu rozwoju przewozów autobusowych.

- Aktywniejsze kształtowanie bodźców fiskalnych zniechęcających do importu najbardziej emisyjnych pojazdów zapewniłoby jednocześnie środki na inwestycje w niskoemisyjne formy transportu. Podniosłoby to bezpieczeństwo ruchu drogowego, zmniejszyło szkodliwe emisje i mogłoby zmniejszyć poziom wykluczenia transportowego w Polsce - podkreśla Piotr Chrzanowski, analityk WiseEuropa. 

Źródło: WiseEuropa

Dołącz do ZIELONA INTERIA także na Facebooku

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy