Reklama

Górska Odyseja: Przebiśniegi, śmieci i mrówki

Zakończył się trzeci etap Górskiej Odysei. Jej uczestnicy przemierzając ponad 90 km z Dukli do Krynicy Zdroju zostawili za sobą Beskid Niski i zimę, a zebrali całkiem sporo śmieci.

W porównaniu z poprzednim etapem, gdy uczestnicy brnęli po pas w śniegu, tym razem pogoda była o wiele bardziej łagodna. Śnieg zalegał tylko na wyższych partiach szlaku. Pierwsze oznaki nowej pory roku to przebiśniegi, które pojawiły się na trasie. Jednak oprócz kwiatów, spod białego puchu przebiły się także...śmieci. 

Reklama

- Dzięki temu zaczęliśmy akcję sprzątania. Wcześniej, nie mogliśmy tego zrobić. Teraz, wraz z roztopami, pojawiły się też śmieci. Ku mojemu zaskoczeniu było ich bardzo dużo, zwłaszcza opakowań po alkoholu - mówi Dominik Dobrowolski, ekolog i współorganizator "Górskiej Odysei".  

Śmieci, wszędzie śmieci

Śmieci zostawiają nie tylko turyści, ale również offroadowcy. Nie chodzi tylko o opakowania po jedzeniu i napojach, ale również części samochodów, jak lusterka, zderzaki, czy błotniki. - To podwójne zniszczenie środowiska - nie tylko dróg ale i ekosystemu - mówi Dobrowolski. W rozmowach z leśnikami potwierdził, że to częsty problem. Istnieje konflikt między obrońcami środowiska, którzy chcą ochronić las, a mieszkańcami, którzy zarabiają na przyjeździe miłośników jazdy po bezdrożach.

Część lasów w Beskidzie Niskim należy do osób prywatnych. W porównaniu do reszty Polski, gdzie zdecydowana większość terenów zalesionych to własność państwa,  jest ich tam więcej. Zdaniem Dobrowolskiego widać to nie tylko po gorszych gatunkach drzew, jakie są tam sadzone, ale i zabezpieczeniu odrostów przed zwierzyną. - Ku mojemu zdumieniu zobaczyłem, że wszystkie są obklejane...woreczkami foliowymi. To niebywałe. Ma to powstrzymać sarny, jelenie i zające przed obgryzaniem. Zwierzęta sobie z tym radzą bez problemu, a foliówki latają, jak ptaki po lesie - opowiada ekolog.

Pojemniki po jedzeniu i napojach to nie tylko zagrożenie dla większych zwierząt, ale również dla owadów. Podczas przechodzenia przez Beskid Niski, uczestnicy natknęli się na duże opakowanie po napoju. W środku był ponad kilogram martwych owadów, dla których opakowanie stało się śmiertelną pułapką. - To błędne koło - tłumaczy Dobrowolski. Owady może wyczuć drapieżnik, który zje nie tylko bogate w białko insekty, ale także fragmenty opakowania.

W ramach "Górskiej Odysei", oprócz marszu przez polskie góry, organizowane są także webinaria i prelekcje na temat ekologii i ochrony środowiska. W akcji udział może wziąć każdy: dołączając do górskiej wyprawy, albo organizując sprzątanie swojej okolicy. 

"Górska Odyseja" potrwa do października. Łącznie uczestnicy przejdą 700 km, od Ustrzyk Dolnych, aż do Świeradowa Zdroju.

Kolejne etapy można śledzić na jej profilu społecznościowym. Akcja "Górska Odyseja" jest częścią kampanii edukacyjnej #MniejPlastiku. Partnerem akcji jest Stowarzyszenie Program Czysta Polska .

 

 

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: górska odyseja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy