To teoria spiskowa, która sięgnęła samych szczytów polityki. Wierzył w nią ówczesny prezydent Donald Trump, a wraz z nim część opinii publicznej. Podsycana fake newsami i blokadą informacyjną ze strony Pekinu, zaczęła żyć własnym życiem w internecie. Prawdopodobieństwa nadała jej grupa naukowców, która w maju w liście do magazynu "Science" apelowała, aby nie odrzucać możliwości, że wirus mógł faktycznie zostać stworzony przez człowieka.
Sprawę badał amerykański wywiad i Światowa Organizacja Zdrowia. Na razie nie mają żadnych dowodów na to, że SARS-CoV-19 wyciekł z laboratorium, został stworzony przez człowieka albo jest bronią biologiczną. Do stwierdzenia, że to dzieło natury skłaniają się nawet naukowcy, którzy jeszcze kilka miesięcy temu podpisali się po listem otwartym w "Science" apelując o dokładnie zbadanie sprawy.
Jednym z głównych problemów, jakie pojawiają się na drodze do wyjaśnienia pochodzenia koronawirusa, jest podejście chińskich władz. Choć w pewnym momencie wpuściły naukowców Światowej Organizacji Zdrowia do laboratoriów w Wuhanu, to od samego początku Pekin nie chciał przekazywać pełni informacji. Nawet podczas inspekcji WHO, Chińczycy mieli informować badaczy, że na targowiskach w Wuhan w 2019 r. nie było żywych zwierząt, które najpewniej były nosicielami choroby.
Informacja, że właśnie to najbardziej prawdopodobne źródło pandemii, znalazła się w raporcie Światowej Organizacji Zdrowia. W czerwcu badanie opublikowane, otwiera się w nowym oknie przez chińskich naukowców wskazywało również, że nie dość, że żywe zwierzęta były sprzedawane na rynkach, to do tego mogły przenosić koronawirusa.
Dezinformacja po chińsku
Zobacz również:
Chińskie władze odmówiły Amerykanom i WHO przeprowadzenia audytu w laboratorium Wuhańskiego Instytutu Wirusologii. Inspektorzy chcieli sprawdzić zapiski naukowców, ich komputery i zamrażarki. Zdaniem Zeng Yixina, chińskiego wiceministra zdrowia, takie żądanie pokazuje "brak szacunku wobec zdrowego rozsądku i arogancję wobec nauki". Pekin, w odpowiedzi na naciski, zablokował także drugą fazę badań nad tym, jak koronawirus mógł "przeskoczyć" między gatunkami i zarazić ludzi.
Biolog Jesse Bloom z Fred Hutchinson Cancer Research Center, który przygotował apel do "Science" uważa, że dopóki chiński rząd nie będzie bardziej współpracował w tej kwestii, dopóty będą wątpliwości co do pochodzenia wirusa. - Nie uważam, żeby chińscy naukowcy byli mniej godni zaufania, jednak to jasne, że, przynajmniej w tej kwestii, są bardzo ograniczani przez rząd - tłumaczy badacz.
Na początku roku media zelektryzowała opinia wirusologa i laureata Nagrody Nobla Davida Baltimora. Naukowiec stwierdził, że SARS-CoV-2 posiada ludzki enzym. Takiej właściwości, jego zdaniem, miały nie mieć inne, znane nauce koronawirusy. Jednak według wielu specjalistów, nie jest to prawda. Opublikowane w zeszłym roku badania pod kierunkiem prof. Shi Weifenga z Uniwersytetu Medycznego w Shandong wskazują, że spokrewnione z COVID-19 wirusy także posiadają taką właściwość i co więcej, najpewniej zawdzięczają to ewolucji. David Baltimore zdążył już wycofać się ze swojej opinii.
Naturalny wirus
Co o SARS-CoV-19 wiemy teraz? Wiele wskazuje, że udało się znaleźć jego "przodka". Badania wykazały, że w 2012 r. sześciu mężczyzn z chińskiej prowincji Yunnan miało poważne problemy z układem oddechowym. Wszyscy czyścili kopalnię miedzi z nietoperzych odchodów. Trzech z nich zmarło. Wówczas odkryto wirus RaTG13, który w ponad 96 proc. jest identyczny do SARS-CoV-19.
Naukowcy podejrzewają, że wirusem prawdopodobnie w kolejnych latach reguralnie zakażały się nietoperze i łuskowce oraz ludzie, aż w końcu zmutował on na tyle, że stał się niezwykle zakaźny. Do pierwszej większej, znanej fali epidemii doszło w listopadzie 2019 r. w Wuhanie. Jednak wirus mógł być tam obecny latami, a objawy zakażenia uważano za oznakę grypy.
Zdaniem prof. Michaela Worobeya, kierownika katedry Ekologii i Biologii Ewolucyjnej na Uniwersytecie Arizony, "Chiny robią wszystko co mogą, aby przesunąć narrację w kierunku, która wskazywałaby, że pandemia zaczęła, otwiera się w nowym oknie się poza Chinami". Jego zdaniem to właśnie działania tamtejszego rządu, dezinformacja i ukrywanie danych mają wskazywać, że Pekin próbuje w tej sprawie "namieszać".
Rozwiązać zagadkę pomogłoby znalezienie "pacjenta zero". Jednak według Williama Hanage, biologa z Uniwersytetu Harvarda, będzie to niemożliwe. - Ludzie chcą, aby przyszedł detektyw i zmusił kogoś do wyznania, co się naprawdę stało - mówi naukowiec. Również i jego zdaniem o wiele bardziej prawdopodobna jest wersja z bazarami, na których sprzedawano zakażone zwierzęta, niż błąd w laboratorium.










