Połowa polskiego drewna bez ważnego certyfikatu. Chiny zacierają ręce

Kolejne regionalne dyrekcje Lasów Państwowych rezygnują z certyfikatów FSC. Ich posiadanie jest ważne m.in. dla zagranicznych firm chcących pozyskiwać drewno w zrównoważony sposób. Leśnikom nie podoba się jednak to, że o polskich lasach mieliby decydować Niemcy.

Jeszcze pod koniec roku prestiżowym certyfikatem FSC (Forest Stewardship Council) objęte było ok. 72% polskich lasów, czyli blisko 7 mln ha. Obecnie już 10 z 17 Regionalnych Dyrekcji Lasów Państwowych postanowiło z nich zrezygnować. Większość umów przestała już obowiązywać, a inne przestaną w najbliższym czasie, przez co z certyfikacji zostanie wyjęta połowa (ok. 3,35 mln ha) objętych nią przez długie lata lasów.

I na tym zapewne się nie skończy.

Dla branży meblarskiej to poważny cios. Około 90% wyrobów jest przez nią eksportowane, z czego głównie do Europy Zachodniej. Kontrahenci polskich firm stawiają sprawę jasno: jeśli mamy zamawiać wasze produkty, musicie wykazać, że są wytwarzane nie tylko w legalny, ale i zrównoważony sposób. Co prawda drewno z polskich lasach posiada wciąż certyfikaty PEFC, ale dla wielu firm ważniejsze są te FSC. I to ich wymagają.

Reklama

Zdaniem Rafała Szeflera, dyrektora Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego, drewno z polskich lasów jak najbardziej spełnia wymogi, by certyfikaty wciąż otrzymywać. - Niestety, komuś wpadło do głowy, by robić z tego politykę, nie bacząc na potencjalne straty rodzimych przedsiębiorstw - irytuje się Szefler, cytowany przez rp.pl.

Nie będzie Niemiec...

Co ma do tego polityka?

Jak komentują Lasy Państwowe, umowy z FSC to przysłowiowy kot w worku, bo "firma może w każdej chwili jednostronnie zmienić warunki certyfikacji". "FSC nie jest popularne w Niemczech (8% lasów certyfikowanych w FSC), we Francji (1%) czy w Austrii (0%). O pozycji FSC świadczy kierunek ekspansji tego certyfikatu. Białoruś przed wojną na Ukrainie była scertyfikowana w 99%, a jeszcze po wybuchu wojny FSC certyfikowała lasy w Rosji. Posiadanie tego certyfikatu wcale nie oznacza więc najwyższych standardów ochrony przyrody" - tłumaczą LP w sierpniowym komunikacie.

Regionalne dyrekcje w swej argumentacji wskazują zaś, że standard FSC nie jest tożsamy z przepisami prawa obowiązującymi w Polsce. "To zbiór zasad ustalonych przez międzynarodową organizację, która prawa nie tworzy. Certyfikacja jest całkowicie dobrowolna i nie zwalnia posiadacza certyfikatu z przestrzegania prawa krajowego i wspólnotowego" - wyjaśniała jeszcze w 2021 r. białostocka RDLP, gdy konflikt z FSC dopiero raczkował.

Leśnikom nie podoba się też to, że ewentualne spory miałyby być rozstrzygane na mocy prawa niemieckiego. "Nie uważamy za właściwe, by państwowa jednostka Skarbu Państwa, czyli Lasy Państwowe, działająca według przepisów polskich, miała być oceniana według regulacji i prawa innego kraju" - informuje rzecznik LP.

Kolejny kluczowy argument to oczekiwanie ze strony FSC, że ok. 10% lasów zostanie wyłączonych z użytkowania i nie będzie w nich prowadzona wycinka. Do tego organizacja wymaga innych praktyk, jak np. ograniczone stosowanie pestycydów. To właśnie użycie niedozwolonych zdaniem FSC substancji było jedną z dwóch linii sporu, które doprowadziły do rezygnacji z certyfikatu przez RDLP w Łodzi.

Ważą się losy branży?

Przedstawiciele branży odpowiadają, że rezygnacja z prestiżowej certyfikacji to podcinanie gałęzi, które zaszkodzi wielu stronom. Bez certyfikatu FSC ciężko będzie znaleźć chętnych na Zachodzie do zakupu polskiego drewna w dobrej cenie, o ile w ogóle. A Polska jest meblarską potęgę - wyroby z naszego kraju są jednymi z najpopularniejszych m.in. w Europie, a cała branża jest jedną z najważniejszych gałęzi polskiego eksportu.

"W obecnym kryzysie z wojną w tle nie trzeba wielkiej wyobraźni, by uświadomić sobie, że waży się los i przyszłość kilku tysięcy firm zatrudniających jeszcze niedawno blisko 200 tys. pracowników i eksportujących prawie 90% swoich wyrobów o wartości co najmniej 60 mld zł" - mówi na łamach Parkietu Michał Strzelecki, dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.

Sama organizacja podkreśla zaś, że certyfikacja FSC to "konkretne korzyści dla przyrody, społeczeństwa i gospodarki".

"Certyfikacja FSC nie pozwala na nielegalne pozyskiwanie drewna, degradację lasów, a także wylesianie certyfikowanych obszarów. Ponadto w lasach certyfikowanych FSC znacząco ograniczone jest używanie pestycydów i promuje się stosowanie alternatywnych metod zwalczania szkodników. Certyfikacja FSC jest też ważna w kontekście udziału społeczeństwa w zarządzaniu lasami, a zarządca certyfikowanego lasu ma obowiązek prowadzenia konsultacji społecznych. FSC umożliwia udział obserwatorów w audycie gospodarki leśnej - jako jedyny system certyfikacji gospodarki leśnej. Dlatego rezygnacja z certyfikacji FSC oznaczać może ograniczenie kontroli społecznej nad lasami" - ocenia FSC.

Jak nie Zachód, to Chiny?

"Certyfikacja ta jest obecna w Polsce od ponad 25 lat. Dotychczas Polska była jednym ze światowych liderów pod względem certyfikacji łańcucha dostaw w systemie FSC w Europie i na świecie - 2431 certyfikatów FSC daje naszemu krajowi trzecie miejsce na świecie (po Chinach i Włoszech) i drugie miejsce w Europie" - zauważa WWF Polska, które apeluje do dyrekcji Lasów Państwowych, by objęły tą certyfikacją wszystkie zarządzane przez siebie tereny.

O wiele bardziej prawdopodobne wydaje się jednak to, że w najbliższym czasie FSC z Lasów Państwowych zniknie kompletnie. Z perspektywy znalezienia popytu na drewno problemu raczej nie będzie. Na globalnym rynku wciąż panuje niedobór surowca drzewnego i może to się nie zmienić przez długi czas. Tymczasem wiele państw certyfikacji FSC nie wymaga. Na przykład Chiny.

Możliwe więc, że ucierpi część branży meblarskiej, której zależy na zrównoważonej gospodarce leśnej i eksporcie na Zachód, a zyskają przedsiębiorstwa, dla których potwierdzenie stosowania zrównoważonych praktyk znaczenia nie ma.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Lasy Państwowe
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama