Kopalnia Turów: Spór przed TSUE, spór w Sejmie

Trzy sejmowe komisje dyskutowały nad czeskim pozwem wobec Polski w sprawie kopalni Turów. Strona rządowa uznaje zarzuty Czechów za bezpodstawne. Z kolei opozycja wzywa do poważniejszego traktowania kryzysu klimatycznego.

Wspólnie obradowały komisje ds. energii, klimatu i aktywów państwowych a także środowiska oraz spraw zagranicznych. Przez blisko cztery godziny przedstawiciele rządu i PGE odpowiadali na pytania posłów. Pojawiły się też zarzuty o lobbing oraz "sięganie do polskiej kieszeni". 

Obrady komisji rozpoczęły się od spięcia w sprawie uczestnictwa organizacji pozarządowych. Posłowie opozycji domagali się, aby do obrad dołączyła Fundacja RTON, EkoUnia oraz Greenpeace Polska. Po dyskusji i głosowaniu do obrad nie został ostatecznie dopuszczony Greenpeace. 

- Nasze obrady są w internecie, także można je śledzić - oświadczył prowadzący połączone obrady komisji przewodniczący Marek Suski z Prawa i Sprawiedliwości. Niedawno na terenie kopalni odkrywkowej węgla brunatnego Turów w Bogatyni protestowali działacze z Greenpeace. Aktywiści zwracali uwagę m.in. na konieczność odejścia od węgla w Polsce do 2030 r.

Reklama

Polsko-czeski spór

Na początku marca Czechy wniosły do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej skargę przeciwko Polsce dotyczącą rozbudowy Kopalni Turów. Rząd w Pradze domaga się wstrzymania wydobycia do czasu decyzji TSUE.

- Międzynarodowy problem z kopalnią Turów nie jest niczym nowym. Sięga 2015 r. i działań PGE o przedłużenie prac kopalni do 2044 r. Ten spór narastał od sześciu lat. Działania rządu i PGE doprowadziły do otwartego konfliktu z naszym południowym sąsiadem przed TSUE - zarzucała Zjednoczonej Prawicy Małgorzata Tracz, posłanka wnioskodawca i przewodnicząca Partii Zieloni. 

Przyczyną pozwu jest opadający poziom wód gruntowych na terenach przygranicznych. Zdaniem czeskiego rządu, za brak wody odpowiada właśnie wydobycie w kopalni Turów. Z takimi zarzutami nie zgadzają się przedstawiciele polskich władz. - Według niezależnych ekspertów głównym czynnikiem, który ma wpływ na zasoby wody po stronie czeskiej, nie jest kopalnia, a susza hydrologiczna, jaka po tamtej stronie panuje - oświadczył wiceminister w Ministerstwie Aktywów Państwowych Zbigniew Gryglas.

Zarzuty odpiera także Ministerstwo Klimatu. - Nasza służba geologiczna jest w kontakcie z czeską służbą geologiczną. Czeska służba nie wykazuje negatywnej reakcji wobec tego, że po stronie czeskiej brakuje wody. Mamy dowody na to, że ta woda jest - mówi Piotr Dziadzio, wiceminister klimatu. Główny Geolog Kraju wyjaśnia, że ministerstwo posiada dowody na to, "że na sytuację obniżenia się poziomu wód gruntowych, które następują na terenie całej Europy, wpływ mają zjawiska klimatyczne i ilość opadów". 

Resort klimatu przypomina także, że Polska Grupa Energetyczna wybudowała specjalną kurtynę, która miała zapobiegać odpływowi wody z Czech do Polski. Problemem za to ma być żwirownia, która znajduje się między czeskim ujęciem wody, a polską kopalnią. To ona, zdaniem wiceministra, może mieć wpływ na te zasoby. 

Pozwu strony czeskiej przedstawiciele rządu twierdzą, że nie rozumieją. Zdaniem zarówno przedstawicieli ministerstwa klimatu, jak i PGE GiEK, rozmowy szły w dobrym kierunku. - Z wielkim niezrozumieniem przyjmujemy, że ten temat wraca, mimo wcześniejszych uzgodnień. Na dostosowanie do wymogów środowiskowych wydaliśmy 85 mln zł - powiedziała posłom prezes zarządu PGE GiEK Wioletta Czemiel-Grzybowska. Jej zdaniem, biorąc pod uwagę okoliczny przemysł, Turów nie powinien wzbudzać aż takiej dyskusji. - Nasza kopalnia wydobywa zaledwie 5 mln ton węgla. Zarówno po stronie czeskiej i niemieckiej są większe kompleksy węglowe, które wydawać by się mogło, że powinny stanowić większe zainteresowanie niż Kopalnia Turów - podkreśla Czemiel-Grzybowska. 

Spór o spór

Dyskusja nad pozwem była także okazją do rozmowy o polityce klimatycznej Polski. Posłowie spierali się co do tego, jak powinna ona wyglądać i czy zarzuty Czechów nie mają “drugiego dna". - Mamy bardzo dobrą argumentację i dokumentację tego, że problem nie leży po naszej stronie. Wzywam wszystkich parlamentarzystów, żeby zeszli na ziemię, przestali bujać w utopijnych obłokach i żeby pojechali do powiatu, który żyje z elektrowni i powiedzieli ludziom, że podpisują się pod czeskimi, wyssanymi z palca zarzutami - mówił Robert Winnicki, poseł Konfederacji. 

Strona rządowa i PGE mówiły o czeskiej kampanii, która ma mieć na celu wcześniejsze zamknięcie kopalni Turów. Świadczyć o tym ma zarówno pozew, jak i działania wykluczonego z obrad komisji Greenpeace’u. - Chodzi po prostu o zamknięcie Turowa - mówi Anna Zalewska, europosłanka PiS" - Pozwólmy, żeby Turów do 2044 r. normalnie funkcjonował, dbając o przedsięwzięcia i inwestycje, jak to było do tej pory - dodała była minister edukacji narodowej. 

Wątek klimatyczny podniósł przedstawiciel Lewicy. Poseł Maciej Konieczny przypominał o celach, jakie Unia Europejska wyznaczyła sobie zarówno na 2030 r., jak i 2050 r. Wspólnota planuje odejście od paliw kopalnych, w tym od węgla. To oznacza wygaszenie pracy wszystkich kopalni w Unii. - Nie możemy udawać, że transformacja energetyczna nie zajdzie, zmiany klimatyczne nie mają katastrofalnych skutków, a ograniczenia narzucone przez Unię to jest wyłącznie gra brudnych interesów - podkreślał Konieczny.

O ponadpartyjne i ponadnarodowe podejście do kryzysu klimatycznego prosiła Klaudia Jachira. Posłanka Koalicji Obywatelskiej podkreśliła, że nie chodzi tu o sprawy Polski, Czech czy Niemiec. - Rozmawiając o sprawiedliwej transformacji chciałabym żebyśmy myśleli o tym, że niedługo stracimy nasz dom, Ziemię. Kiedy dotknie nas susza, nie będzie patrzyła na narodowość. Dotknie nas wszystkich - mówiła Jachira.


INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: kopalnia turów | PGE Polska Grupa Energetyczna SA
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy