"Zero emisji netto" oznacza osiągnięcie neutralności węglowej, czyli stanu w którym wyemitowany przez dany kraj dwutlenek węgla zostaje w całości zrównoważony przez pochłanianie lub wychwytywanie CO2. Do osiągnięcia takiego celu do 2050 r. zobowiązało się ponad sto państw. 

Są w tym gronie m.in. Wielka Brytania, Japonia i Korea Południowa, czyli główni emitenci gazów cieplarnianych. Unia Europejska i nowy prezydent USA Joe Biden także składają podobne deklaracje. Chiny, które generują jedną czwartą wszystkich gazów cieplarnianych, wyznaczyły 2060 r., jako ten, w którym wszelkie emisje z energii, rolnictwa lub przemysłu zostaną zrównoważone przez farmy drzew lub technologie pochłaniające CO2. ONZ szacuje, że ponad 65 proc. globalnych emisji dwutlenku węgla podlega obecnie takim zobowiązaniom.

Organizacja Energy & Climate Intelligence Unit wylicza, że łączny PKB krajów, miast i stanów z celami zerowymi netto do 2050 r. wynosi 46 bln dol. To ponad połowa światowego PKB. 

Co właściwie kryje się w tych obietnicach? I czy pozwoli osiągnąć cele określone w Porozumieniu Paryskim, które polegają na powstrzymaniu globalnego ocieplenia na poziomie "znacznie poniżej" dwóch stopni Celsjusza ponad ten sprzed epoki przemysłowej lub - jeszcze lepiej - poniżej 1,5 st. C?  

- W wielu przypadkach obietnice zerowej emisji netto są dobre, ale w innych określenie "netto" jest, jak czarna skrzynka, która służy ukrywaniu wszelkiego rodzaju problemów - uważa prof. Duncan McLaren z Centrum Ochrony Środowiska Uniwersytetu Lancaster.

Powierzchnia Ziemi już ogrzała się średnio o 1,2 st. C, czyniąc ekstremalne warunki pogodowe jeszcze bardziej zabójczymi. Jednocześnie nowe badania wskazują, że utrzymanie poziomu emisji CO2 z 2019 r. prawdopodobnie spowodowałoby, że świat przekroczyłby poziom 1,5 st. C około 2030 r.

- Diabeł tkwi w szczegółach - uważa Kelly Levin ze Światowego Instytutu Zasobów (WRI). Podobnie, jak inni eksperci jest przekonana, że obietnice neutralności klimatycznej można oceniać na kilka sposobów.

Mgliste obietnice

Pierwszy sposób dotyczy tego, czy obietnica lub plan obejmuje wszystkie gazy cieplarniane, czy tylko dwutlenek węgla. CO2 powoduje ponad trzy czwarte globalnego ocieplenia. Jednak wysokie stężenia metanu, pochodzące głównie z wycieków gazu ziemnego i hodowli zwierząt, rosną i mogą uniemożliwić osiągnięcie celów porozumienia klimatycznego, jeśli nie zostaną zniwelowane. 

Doskonałym przykładem jest tu Nowa Zelandia, która w listopadzie dwa lata temu zapowiedziała osiągnięcie zerowej emisji netto do 2050 r. Zrobiła jednak zastrzeżenie: jej zapowiedź dotyczy wyłącznie CO2. Jedna trzecia całkowitej emisji gazów cieplarnianych w tym kraju pochodzi tymczasem z hodowli zwierząt. 

- Drugim haczykiem jest brak pośrednich twardych celów przed 2050 r. - twierdzi Teresa Anderson, koordynatorka polityki klimatycznej w organizacji ActionAid International: - Palacz, który obiecuje rzucić palenie, a pali paczkę dziennie przez następnych 30 lat, nadal wyrządza sobie wiele szkód.

Utworzony na wniosek państw członkowskich ONZ Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu wyliczył, że emisje spowodowane przez człowieka muszą spaść o 45 proc. do 2030 r., a do 2050 r. do zera. Wówczas będziemy mogli mieć nadzieję, że wzrost temperatury utrzyma się na granicy 1,5 st. C. Tymczasem emisje gazów cieplarnianych ciągle rosną. Z wyliczeń Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) wynika, że w 2020 r. przekroczą te z poprzedniego roku. 

Technologie emisji ujemnych

Trzecim ważnym miernikiem obietnic jest to, jaka część zobowiązania do zerowej emisji netto zostanie wypełniona dzięki krótkoterminowym ograniczeniom emisji, a ile będzie pochodzić z tak zwanych "technologii emisji ujemnych". 

- Nie można osiągnąć zera emisji netto bez usunięcia pewnej ilości dwutlenku węgla - mówi Oliver Geden, badacz IPCC z Niemieckiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Bezpieczeństwa.

Technologie służące usuwaniu nadmiaru CO2 z atmosfery są - przynajmniej na razie - w początkowej fazie testowania. - Istnieje duży stopień niepewności co do ich skuteczności i dostępności - twierdzi Kelly Levin z WRI. Mimo to kilka firm wydobywających paliwa kopalne, już zakłada, że ich przyszłe projekty są zgodne z celami porozumienia paryskiego, bo w przyszłości będą używać "technologii emisji ujemnych". Co więcej, na przykład Shell czy BP już w ten sposób uzasadniają swoje plany zwiększenia poszukiwań i produkcji ropy oraz gazu.

Należy zatem uważnie przeczytać, co napisano "drobnym druczkiem" w deklaracjach o osiąganiu zerowej emisji netto, by przekonać się, co zostało w nich uwzględnione, a co nie.

Wiele programów krajowych pomija sektory lotnictwa i żeglugi, a to zwykle one są największymi trucicielami.

- Większość, jeśli nie wszystkie plany sektora lotniczego i naftowego, zawierają poważne błędy, w ogromnym stopniu uzależniając się od biologicznych pochłaniaczy, czyli drzew, aby zrównoważyć bieżące emisje paliw kopalnych - mówi McLaren, dodając, że niektóre firmy stalowe i cementowe podjęły śmielsze kroki. - Dobre plany to takie, które maksymalizują redukcję u źródła i odpowiednio przeprojektowują technologie.

Eksperci zgodnie twierdzą, że plany ograniczenia emisji gazów cieplarnianych powinny zostać oddzielone od przyszłych programów usuwania dwutlenku węgla z atmosfery. 

- Jeśli masz wyraźne postawione cele po obu stronach, trudniej będzie - zarówno z powodów politycznych, jak i wizerunkowych - oszukiwać i ukrywać wątpliwe decyzje - mówi McLaren.