Wody w Polsce przekraczają normy nawet 450-krotnie. Ekspert podaje powód

Zły stan polskich wód dotyczy większości jezior i praktycznie wszystkich wód powierzchniowych przejściowych i przybrzeżnych. - Problem zanieczyszczenia wód powierzchniowych w Polsce jest bardzo poważny. Mimo wprowadzania różnych działań aż 97 proc. wód płynących nie spełnia ustalonych norm - mówi Zielonej Interii dr inż. Jerzy Mirosław Kupiec z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Ekspert wymienia, co jest największym zagrożeniem dla jakości polskich wód, ale i całego środowiska.

Od wielu lat w Polsce trwają dyskusje na temat tego, w jakim stopniu za stan wód odpowiada rolnictwo i jaki udział w zanieczyszczaniu wód ma gospodarka komunalna. Jak wskazują liczne badania za zły stan wód w zlewniach rolniczych odpowiada przede wszystkich rolnictwo przemysłowe, w tym w głównej mierze intensywna hodowla zwierząt. Ale to nie jedyne problemy polskich zbiorników.

- Problem zanieczyszczenia wód jest złożony. Trochę przyzwyczailiśmy się do narracji, że to rolnicy przyczyniają się do zanieczyszczenia wód przynajmniej w niektórych zlewniach, dlatego że gospodarują na ogromnych areałach. Bardzo często w przypadku kiedy niewygodne jest poszukiwanie winnych, zrzuca się winę na tzw. spływy powierzchniowe, czyli z pól i nawożenie - mówi Zielonej Interii dr inż. Jerzy Mirosław Kupiec z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. 

Przemysłowe rolnictwo i woda

Reklama

Nawozy, pestycydy, hormony i antybiotyki oraz odchody zwierząt to główne źródła zanieczyszczeń generowanych przez rolnictwo. Problem narasta wraz ze wzrostem liczby i skali działalności upraw i hodowli przemysłowych.

- Prowadzę badania od ponad dwudziestu lat i sytuacja w gospodarstwach indywidualnych mocno się poprawia. Rolnicy w dużej mierze są świadomi problemów środowiskowych, ale też chętnie korzystają z różnych dopłat na rozwój i modernizację gospodarstw - mówi dr inż. Jerzy Mirosław Kupiec. Ekspert dodaje, że dużym zagrożeniem dla środowiska jest wciąż rozwijające się rolnictwo korporacyjne, a przede wszystkim intensywna hodowla zwierząt nastawiona na maksymalizację zysków kosztem środowiska i jego zasobów.

- Prowadzę badania na obszarach wiejskich związane z oceną jakości wód zarówno powierzchniowych jak i podziemnych. W niektórych miejscach wody są tak mocno zanieczyszczone, że normy dla klasy drugiej, czyli stanu dobrego są przekroczone 450 razy w przypadku niektórych ważnych parametrów. Tworzą się tzw. koncentratory zanieczyszczeń, których rekultywacja zajmie dziesiątki lat - mówi Interii dr Kupiec.

Antybiotyki stosowane w hodowlach niszczą środowisko

Według specjalisty "nowe zanieczyszczenia", takie jak hormony i antybiotyki, wpływają fatalnie na stan mikrobiologiczny wód. Antybiotyki kumulują się także w glebie i roślinach uprawnych. - Wody nie nadają się do jakiegokolwiek wykorzystania, a nie jako miejsce bytowania nawet najbardziej odpornych organizmów. Niektóre rzeki czy zbiorniki wodne są według dra Kupca praktycznie martwe

W przemysłowym chowie zwierząt stosuje się duże ilości antybiotyków, które z odchodami zwierząt lub ich pozostałościami trafiają na pola, a dalej migrują w kierunku wód podziemnych i powierzchniowych. "Ścieki" mogą być też pobierane przez uprawiane rośliny.

Zrzuty ścieków

Poważnym problemem Polski w zakresie ochrony i jakości wód jest również gospodarka komunalna. To kolejny obszar, do którego Komisja Europejska ma poważne zarzuty. Problemem są zrzuty z oczyszczalni, które nie zawsze spełniają określone prawem normy. - Inną kwestia są zrzuty niezorganizowane, z gospodarstw domowych na obszarach wiejskich - dodaje ekspert. Problem jest nadal widoczny na wielu polskich wsiach i potęguje go coraz większe zużycie wody. W związku z tym wzrosło też wytwarzanie ścieków. 

- 80 proc. surowych ścieków bytowych trafia do środowiska, a do tego niestety dochodzą niekontrolowane zrzuty z zakładów przemysłu rolno-spożywczego. Zrzuty te często dokonywane są nocami bądź w weekendy, aby trudniej było taki proceder zarejestrować przez służby monitoringu państwowego - podaje dr Kupiec.

Rekultywacja

W związku z ogólnopolskim problemem, jakim są zanieczyszczenia wód w ostatnich latach przyspieszyły badania nad opracowaniem konkretnych metod rekultywacyjnych. Według dra Kupca mamy obecnie wiele różnych sposobów rekultywacji akwenów wodnych oraz wspomagających ochronę zasobów wodnych. 

- Do tych ostatnich można zaliczyć wykorzystanie złóż denitryfikacyjnych, nad którymi pracujemy wspólnie z Europejskim Regionalnym Centrum Ekohydrologii w Łodzi. Są to specjalnie złoża zbudowane z nieinwazyjnych, ulegających biodegradacji substratów, które mogą ograniczyć emisję azotu i fosforu ale także polichlorowanych bifenyli z produkcji rolnej do środowiska wodnego - tłumaczy naukowiec. 

- Doskonałym rozwiązaniem, który funkcjonuje już od kilku lat w Gnieźnie na Strudze Gnieźnieńskiej tuż przed jej wpływem do jeziora Jelonek, jest system SED-BIO. W jego opracowaniu lub badaniu niektórych rozwiązań, które zostały w nim zastosowane uczestniczyli naukowcy z wielu placówek naukowych m.in. Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, Uniwersytetu Łódzkiego, Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii oraz Uniwersytetu Gdańskiego wraz ze spółką APRS. 

System SED-BIO poradził sobie przede wszystkim z redukcją związków azotu i fosforu, zredukował nadmiar zawiesiny, wpłynął na znaczne ograniczenie ilości sinic i fitoplanktonu oraz bakterii z grupy Coli, w tym E. Coli.

Na rynku istnieją również inne systemy wspomagające proces oczyszczania zbiorników wodnych np. instalacja do biotyczno-abiotycznego podczyszczania wód naturalnych, która polega na odprowadzeniu i częściowym podczyszczeniu wód wprowadzanych do jezior za pomocą specjalnego kanału, który izoluje zanieczyszczone wody od wód jeziornych. 

Dr Kupiec dodaje, że nie ma czegoś takiego jak szybka rekultywacja, a koszty "naprawy" wód są wysokie. Koszt usunięcia ok. 1 kg azotu z akwenu wynosi ok. 230 zł, a 1 kg fosforanów to koszt ok. 2800 zł. 

- Głównym problemem są środki finansowe, które nie zawsze samorządy lokalne posiadają, a te które są w stanie przeznaczyć na działania ochronne są na tyle niewielkie, że nie pozwalają nawet na podstawowe zabiegi. Niektóre samorządy niestety wspierają destrukcyjne dla ekosystemów działalności i są głuche na wyniki badań, czasem ośmieszając wręcz ekologów czy naukowców - podsumowuje dr Kupiec.

Zobacz też: Najbardziej przejrzyste jezioro w Polsce. Są też złe wieści

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: jeziora | woda
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy