Czy kwestia zmian klimatu jest szczególnie podatna na dezinformację?

Prof. Vincent Hendricks: Zdecydowanie. To pole bardzo wrażliwe na dezinformację czy fake newsy, i to z bardzo konkretnych powodów. Zmiany klimatyczne nas martwią. Martwią nas ich konsekwencje. A zmartwienie, strach czy gniew to uczucia, na których bardzo łatwo żerować. Media społecznościowe żywią się strachem i gniewem. Na przykład gniew z powodu stanu środowiska jest czymś, co nazywamy uczuciem mobilizującym. Bardzo łatwo rozprzestrzenia się przez media społecznościowe. Kiedy czegoś się boimy - chcemy działać. W mediach społecznościowych to oznacza w pierwszej kolejności kliknięcia, komentarze i tak dalej. A one napędzają dezinformację. 

Podobnie wygląda sprawa w kwestii pandemii.

Celem dezinformacji jest polaryzacja, nastawianie ludzi przeciwko siebie. Czy chodzi o szczepionki, czy o inicjatywy w kwestii zmian klimatu, mechanizm dezinformacji jest dokładnie ten sam. Sianie strachu i pokrewnych uczuć to sposób na sterowanie zachowaniami ludzi. W mediach społecznościowych dezinformacja dąży do powiązania kwestii klimatycznych czy tych związanych z pandemią z teoriami spiskowymi. Tworzona jest cała narracja, która mówi, że istnieje jakaś złowieszcza siła starające się wszelkimi środkami kontrolować wszystko i przejąć świat. 

Ale właściwie w jakim celu?

Najprostszą odpowiedzią jest kontrola. Kontrola nad ludźmi lub nad narracją. Teorie spiskowe mówią ci, że jesteś tylko pionkiem w wielkiej grze. Rzeczywiście chodzi o grę, w której stawką jest władza, pieniądze i kontrola. Manipulatorzy chcą, żeby ludzie myśleli, że nie mają żadnego wpływu na sytuację. Że autonomia i demokracja to mrzonki. Jeśli jesteś w stanie wprowadzić takie narracje do obiegu, to jesteś w stanie kontrolować sytuację i mieć wpływ na to, jakie są cele bieżącej polityki. 

Patrząc na to, jakie fake newsy krążą w sieci w związku ze zmianami klimatu, wydaje się, że wiele z nich skupia się na jednej osobie: Grecie Thunberg. 

Greta Thunberg jest ikoną kwestii klimatycznych dla całego pokolenia. Uosabia jeden z największych problemów związanych ze zmianami klimatu, czyli to, że nasze pokolenie pozostawi następnym problemy, które sami stworzyliśmy, a ze które nie weźmiemy odpowiedzialności. To rodzi gniew i obawy, także wymierzone w nią samą. Można w ten sposób spersonifikować problem tak, by dotarł do wielu ludzi. Dajesz im obiekt, który może stać się celem ich współczucia czy gniewu. 

Pojawia się obiekt, na którym możemy skupiać swoje sympatie czy złość. Nie jest więc zaskakujące, że taka personifikacja jest bardzo nośna. Trudno czuć gniew w stosunku do idei zmian klimatu, ale kiedy obiektem emocji jest 18-letnia dziewczyna, o wiele łatwiej skupiać na niej uczucia, opowiedzieć się za czy przeciw niej. To pomaga skoncentrować uwagę i zbudować nośny przekaz. 

Chodzi o sprowadzenie złożonego problemu do prostego za albo przeciw?

To ważna sprawa. Bardzo trudno jest nam ogarnąć wszystkie elementy i złożoności problemu tak wielkiego, jak zmiany klimatu czy pandemia.

To problemy globalne, systemowe. Jeśli możemy sprowadzić je do czegoś namacalnego, prostego, czegoś, co pozwala nam opowiedzieć się za lub przeciw, o wiele łatwiej jest wpływać na emocje. Bardzo trudno jest powiedzieć ludziom: musicie dokonać racjonalnego wyboru w oparciu o dane. To zbyt skomplikowane. Personifikacja sprowadza problem do binarnego wyboru. O wiele łatwiej nam zająć w takiej sytuacji stanowisko. Nie musisz tworzyć złożonego wywodu, zamiast tego mówisz ludziom: jesteś ze mną albo przeciw mnie. Klikasz "lubię to" albo "nie lubię tego". Wybierasz emotikon, potwierdzasz swoje stanowisko i po sprawie. W ten sposób sprowadza się bardzo skomplikowane problemy do bardzo prostego wyboru. A to sprawia, że łatwiej dotrzeć do wielu ludzi. 

Politycy też mają tendencję do tworzenia obrazu świata sprowadzającego się do takiej alternatywy.

Pewnie, bo żyjemy w świecie sterowanym ekonomią uwagi. Interakcja jest kluczowa. Oczywiście, że politycy starają się przedstawiać wszystko w formie binarnej. Musimy jednak pamiętać, że kwestie klimatyczne, czy pandemia, u podstaw mają złożony, realny problem, który przeradza się w kolejne - ekonomiczne, polityczne, informacyjne, psychologiczne i społeczne. To wszystko bardzo skomplikowane kwestie, u których podstaw leży informacja i nierówności. Żeby przekazać wszystkie ich niuanse, trzeba byłoby stworzyć bardzo złożony przekaz o wielu elementach, które często wskazują przeciwne kierunki działania. 

W jaki sposób w tej sytuacji przebić się z przekazem mówiącym o naturze problemu?

Trzeba dać ludziom szanse na zdobycie informacji w sposób, który sprawi, że nie będą czuli, że są karmieni danymi wspierającymi jeden punkt widzenia. Bo w takich kwestiach ważne jest nie to, by mieć zdanie na jakiś temat, ale żeby nasza opinia była podparta rzetelną wiedzą. 

Zanim zabierzesz głos, poczekaj, aż zbierzesz informacje. To pierwsza kwestia. Druga to współpraca między platformami mediów społecznościowych a instytucjami publicznymi, dzięki której możemy próbować ograniczyć rozpowszechnienie dezinformacji w debacie publicznej. 

Czy młodzież jest bardziej, czy mniej odporna na taktyki manipulacji?

To zależy, o jakich kwestiach rozmawiamy. Zazwyczaj, kiedy mamy określone stanowisko w jakiejś kwestii, to wyszukujemy informacje, które potwierdzają naszą opinię. To dotyczy mnie, was, młodszych i starszych. To zjawisko znane od lat 70. Nic nowego. 

Nowe jest to, że dziś technologia napędza to zjawisko na sposoby, z którymi wcześniej nie mieliśmy do czynienia. Młode pokolenie musi się z tym zmierzyć. 

Młodzi będą musieli sobie z nimi radzić. Stąd też bierze się fenomen Grety Thunberg. Ona skupia uwagę na tych kwestiach, przez nią uwypuklane jest to, jak poszczególne pokolenia traktują swoją odpowiedzialność wobec siebie nawzajem. 

To wszystko wpisuje się w większą narrację. Cała kwestia zmienia się w bitwę pokoleń, bitwę o to, kto jest za co odpowiedzialny oraz kto powinien rozwiązać problem. Ale ostatecznie rozwiązanie problemu znajdziemy tylko wtedy, gdy wyrwiemy się z tego dylematu więźnia i nauczymy się współpracować. 

To jak wybrnąć z problemu?

Po pierwsze, żeby dokonać trwałych zmian, musimy się upewnić, że ludzie wiedzą, na czym polega problem. Jesteśmy blisko tego punktu. Zaczynamy rozumieć, że problem istnieje. Działalność Grety Thunberg doskonale skupiała na nim uwagę. Widzimy, że spada liczba ludzi, którzy twierdzą, że nie ma problemu klimatycznego, a rośnie liczba tych, którzy dostrzegają zagrożenia. Ludzie widzą, że to kwestia, której warto poświęcić uwagę. Zrobiliśmy pierwszy, ważny krok. 

Następnym jest ustalenie, co teraz należy zrobić. Mamy polityków, ruchy oddolne, organizacje międzynarodowe, prywatne i publiczne ośrodki. Wspólnie będziemy musieli stworzyć nowe partnerstwa dla rozwiązania problemu. To już zaczyna się dziać. Amerykanie i Chińczycy właśnie porozumieli się co do obniżenia emisji CO2.

Ważne jest, żebyśmy pamiętali, że pomimo pandemii, problem klimatyczny nie zniknął, wciąż jest w grze. Musimy zdawać sobie sprawę, że to nie jest coś, co rozwiążemy w rok, pięć czy 10 lat. To problem na wiele pokoleń, o horyzoncie sięgającym stulecia. Musimy się spieszyć, ale musimy też uzbroić się w cierpliwość. To nie jest coś, co rozwiążemy z dnia na dzień. 

Ludzie mają taką cierpliwość? To wydaje się wątpliwe. 

To prawda i to jedno ze źródeł problemu. To jednak także kwestia systemowa. Politycy obejmują urząd na cztery, pięć czy 10 lat. Zmiany klimatyczne to perspektywa stulecia. Kto postawi swój mandat na szali w kwestii, która rozgrywa się na przestrzeni najbliższego pół wieku? 

Polityk musi powiedzieć "do diabła z czteroletnią perspektywą", musi wbić flagę w ziemię i powiedzieć: "Nasza partia będzie broniła tej kwestii przez następne pół wieku bez względu na cykl wyborczy". Zobaczymy, czy tak się stanie.

Sądzę, że potrzebujemy zmiany sposobu myślenia polityków w kwestiach przekraczających ich wyborczy horyzont. Tutaj każda kadencja to tylko maleńki krok w danym kierunku. Do rozwiązania globalnych problemów potrzebujemy drastycznej zmiany w tym, jak rozumiemy politykę.