Wielka kradzież w oceanach. "Mroczne statki" łowią na obszarach chronionych

Większość dużych statków rybackich nie jest monitorowana przez żadne globalne władze. Analiza zdjęć satelitarnych pokazuje, jak wiele trawlerów wymyka się kontroli.

Nowe badanie, oparte na analizie zdjęć satelitarnych przez sztuczną inteligencję wskazuje, że aż 75 proc. przemysłowych statków rybackich nie jest śledzona przez publiczne systemy nadzorujące ruch morski. Większość "ukrytych" połowów ma zachodzić w Azji Południowo-Wschodniej

Na potrzeby badania naukowcy zgromadzili ogromną bazę zdjęć satelitarnych Europejskiej Agencji Kosmicznej obejmujących lata 2017-2021, przedstawiających wody przybrzeżne na całym świecie. Wykorzystali zarówno obrazy z kamer, jak i te tworzone przez radary, które są w stanie identyfikować obiekty bez względu na warunki pogodowe. Porównali zdjęcia statków z publicznymi rejestrami ich miejsca pobytu, aby ustalić, które statki nie podały swojej lokalizacji. Następnie badacze przeszkolili komputer, aby zidentyfikował, które z tych statków są łodziami rybackimi. Ustalono, że do tej klasyfikacji pasuje od 42 do 49 procent z około 63 tys. statków wykrytych na wszystkich zdjęciach.

Reklama

"Domyślaliśmy się, że brakuje nam wiedzy o znacznej części aktywności zachodzącej w oceanie, ale nie wiedzieliśmy, jak bardzo" - mówi Fernando Paolo z Global Fishing Watch."Odkryliśmy, że jest jej o wiele więcej, niż sobie wyobrażaliśmy".

75 proc. mrocznych statków

Analiza wykazała, że trzy na cztery przemysłowe statki rybackie na świecie to tak zwane "mroczne statki", co oznacza, że nie były śledzone publicznie. Taka identyfikacja nie zawsze jest wymagana, jednak jej brak może wskazywać na nielegalne połowy i inną działalność.

Co ważne, zidentyfikowano także dużą liczbę mrocznych statków łowiących na obszarach chronionych. Autorzy twierdzą, że nielegalne łodzie rybackie często wyłączają transpondery, aby ukryć swoją lokalizację. Badanie opublikowane w czasopiśmie Nature ujawniło ponadto, że rybołówstwo przemysłowe w Azji jest znacznie bardziej rozpowszechnione, niż wskazywałyby na to zapisy publiczne.

"Publicznie dostępne dane błędnie sugerują, że w Azji i Europie wielkość połowów jest podobna, ale z naszych map wynika, że na każdych 10 statków rybackich, które znaleźliśmy na wodzie, siedem znajdowało się w Azji, a tylko jeden w Europie" stwierdziła w oświadczeniu współautorka badania Jennifer Raynor z Uniwersytetu Wisconsin-Madison.

Autorzy twierdzą, że rządy i organizacje monitorujące mogłyby wykorzystywać dane satelitarne do identyfikowania miejsc, w których odbywają się nielegalne połowy. "Wcześniej tego rodzaju monitorowanie satelitarne było dostępne tylko dla tych, którzy mogli za to zapłacić" powiedział David Kroodsma, dyrektor ds. badań w Global Fishing Watch i współautor badania. "Teraz jest powszechnie dostępne dla wszystkich krajów.

Błyskawiczny przyrost wiatraków

Badanie zidentyfikowało także na zdjęciach 28 000 konstrukcji morskich związanych z wytwarzaniem energii wiatrowej i wydobyciem ropy naftowej, przy czym szybko rosnące roje morskich turbin wiatrowych przewyższają liczebnie infrastrukturę naftową. Rośnie liczba takich inwestycji na morzu i działalność statków niezwiązanych z rybołówstwem, podczas gdy działalność połowowa w większości "osiągnęła maksymalny poziom" mówi Kroodsma.

"Musimy dobrze rozplanować tę działalność niezwiązaną z rybołówstwem, ponieważ wkracza ona na łowiska" podkreśla badacz. "Ponieważ oceany stają się coraz bardziej zatłoczone, trzeba sprawdzić, jak to wszystko do siebie pasuje".

Publicznie dostępne zdjęcia satelitarne nie są w stanie wykryć małych statków rybackich o długości mniejszej niż 20 metrów. Takie badania mogą jednak wg. badaczy poprawić monitorowanie działalności człowieka w pobliżu chronionych obszarów morskich i nieuregulowanych części oceanu.

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy