Kot Stepan uciekł z Ukrainy. To celebryta z memów i Instagrama

Kot Stepan znany z popularnego w sieci filmiku stał się jednym z ukraińskich uchodźców. Jego właściciele mieszkają w Charkowie, ale z powodu wojny musieli wyjechać z kraju. Po długiej podróży pociągiem i oczekiwaniu na granicy z Polską ostatecznie znaleźli schronienie we Francji, w czym pomogło im stowarzyszenie influencerów z Monako.

Kot Stepan na Instagramie i TikToku ma ponad milion obserwujących. Jest jednym z uchodźców, którzy wyjechali z Ukrainy w obawie przed wojną
Kot Stepan na Instagramie i TikToku ma ponad milion obserwujących. Jest jednym z uchodźców, którzy wyjechali z Ukrainy w obawie przed wojnąInstagram (@loveyoustepan)Facebook

Stepan to kot, który na Instagramie i TikToku ma ponad milion obserwujących. Ten nietypowy, zwierzęcy celebryta zdobył ogromną popularność w zeszłym roku. Jego opiekunowie opublikowali film, na którym Stepan z wyjątkowo znudzoną miną odpoczywa przy kieliszku wina podczas gdy w tle świecą imprezowe światła. Nagranie stało się popularnym memem, co zapewniło Stepanowi rozpoznawalność w mediach społecznościowych na całym świecie.

Kot z memów ukraińskim uchodźcą

Koci celebryta na co dzień mieszka ze swoimi właścicielami w Charkowie w Ukrainie. Dlatego od rozpoczęcia wojny treści publikowane na jego profilach znacząco się zmieniły. 24 lutego opublikowano na przykład zdjęcie z hasłem "Pokój dla Ukrainy". Od kilku dni fani kota zaczęli w komentarzach wyrażać swoje zaniepokojenie co do jego stanu i bezpieczeństwa opiekunów Stepana. Wkrótce okazało się, że właściciele wraz ze swoim czworonogiem zdecydowali się wyjechać z Ukrainy.

Opiekunowie Stepana relacjonują, że wybuchy obudziły ich już pierwszego dnia wojny. Kot stresował się eksplozjami, ze zdenerwowania podskakiwał i szybko "zorientował się, że dzieje się coś strasznego". Ósmego dnia rosyjskiej inwazji uszkodzony został dom właścicieli Stepana, przez co musieli schronić się w piwnicy.

Wkrótce później opiekunowie kota wraz ze swoim zwierzęciem wyjechali z Ukrainy. Najpierw jechali pociągiem z Charkowa do Lwowa, co zajęło im aż 20 godzin. Później trafili na granicę z Polską, gdzie czekali kolejne dziewięć godzin. Gdy byli już w Polsce, otrzymali propozycję pomocy ze Światowego Stowarzyszenia Influencerów w Monako, dzięki któremu dostali się do Francji.

Teraz wszystko jest w porządku. Bardzo martwimy się o naszych bliskich w Ukrainie i zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby pomóc naszemu krajowi.
INTERIA.PL
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd na stronie?
Dołącz do nas