Reklama

Turnicki Park Narodowy: Zapowiada się koniec protestu?

Zakończenia akcji protestacyjnej nie zapowiadają jej uczestnicy. To leśnictwo zamierza wywieźć blokowane drewno, co może doprowadzić do siłowego usunięcia aktywistów.

Pismo, którego kopię otrzymaliśmy od protestujących, nie pozostawia złudzeń: pracownicy Zakładu Usług Leśnych w czwartek 23 czerwca o 7 rano wejdą na "okupowany" teren i rozpoczną pracę. Leśnicy wzywają uczestników protestu do usunięcia przeszkód, powołując się jednocześnie na artykuły kodeksu karnego i kodeksu wykroczeń, m.in. o narażeniu innego człowieka na niebezpieczeństwo. - Nie wiem, jak mielibyśmy to robić. Prędzej leśnicy, próbując wywieźć drewno, narażają nas na niebezpieczeństwo - mówi nam Łukasz Synowiecki, uczestnik protestu z Inicjatywy Dzikie Karpaty. Dokument dzisiaj na swojej stronie opublikowało też nadleśnictwo. 

Reklama

Leśnicy w swoich komunikatach informują, że protestujący cały czas "okupują" teren lasu, oraz mają zakrywać tablice informujące o zakazie wstępu. 

Podczas trwającego od 58 dni protestu doszło do kilku incydentów. Drugiego dnia, podczas próby wywiezienia drewna, pracownicy Zakładu Usług Leśnych wjechali w namiot protestujących. Aktywiści z "Dzikich Karpat" podejrzewają, że zapowiedź wywózki może być próbą wymuszenia zakończenia akcji. - Rozważamy, czy uprzedzić policję o tym, że jutro rano może być eskalacja konfliktu. Nie wiemy jednak, co się wydarzy. To nie pierwszy raz jak jesteśmy zastraszani przez nadleśnictwo. Już wcześniej grożono nam konsekwencjami prawnymi. Pracownicy nadleśnictwa wchodzili też między nasze namioty. Równie dobrze to może być próba podgrzania atmosfery i zmuszenia nas do rezygnacji z protestu - tłumaczy nam Synowiecki. 

Z kolei leśnicy, w opublikowanym na swojej stronie oświadczeniu informują, że to aktywiści chcą konfrontacji. "Nadleśnictwo nigdy nie składało żadnych zapewnień odnośnie usuwania okupantów, ponieważ nie jest podmiotem odpowiedzialnym za podejmowanie tego rodzaju działań. Inicjatywie Dzikie Karpaty potrzebny jest rozgłos, dlatego, naszym zdaniem, oczekiwana jest konfrontacja fizyczna z leśnikami" - pisze Nadleśnictwo Bircza. 

Protestujący odpowiadają: od prawie dwóch miesięcy próbujemy porozmawiać z leśnikami. Według Synowieckiego aktywiści podjęli kilka prób nawiązania kontaktu z placówką, jednak bezskutecznie. Oskarżają ich za to o podgrzewanie konfliktu.  - Leśnicy próbują na nas szczuć, podważając naszą merytoryczną wiedzą i podkręcając atmosferę. Był już przypadek, że jacyś ludzie wpadli do nas z kijami bejsbolowymi i zaatakowali uczestników protestu. Oczywiście nie podejrzewamy o to leśników, ale samo nakręcanie atmosfery już swoje robi - opowiada Synowiecki. 

Nadleśnictwo przypomina protestującym, że blokując wywóz drewna, uniemożliwiają wykonanie obowiązków lokalnych pracowników. "Wykonawcy usług leśnych w Leśnictwie Turnica, pracownicy ZUL, nie mogą pracować na własne utrzymanie. Pozbawiliście Państwo tych ludzi podstawowego prawa człowieka - tj. prawa do pracy" - piszą do aktywistów leśnicy. 

W projektowanej Puszczy Turnickiej prawo do pracy zetknęło się z prawem do ochrony środowiska naturalnego. W trwającym prawie dwa miesiące sporze nie widać szansy na porozumienie. Teraz może dojść do jego znacznej eskalacji, co przypomina protesty w Puszczy Białowieskiej z sierpnia 2017 r. Wówczas aktywiści byli siłą wynoszeni przez policję. Pytanie, co stanie się jutro na Podkarpaciu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy