Reklama

Greenpeace zrobiło swoje badania na Odrze. "Katastrofy można było uniknąć"

Organizacja Greenpeace ocenia, że według zleconych przez nią badań sytuacja Odry była zła już od lat. Jako przyczyny zanieczyszczeń aktywiści wskazują przede wszystkim ścieki przemysłowe i pogłębiające się zmiany klimatyczne.

"Rząd nie chce tego przyznać, ale nasze badania to potwierdzają: z Odrą od lat było źle przez działania władz, ta katastrofa musiała nadejść" - informuje Greenpeace Polska. Aktywiści na własną rękę przebadali próbki wody i osadów z zatrutej Odry.

Badania Greenpeace nt. katastrofy ekologicznej na Odrze

Wyniki badań pokazały, że zasolenie wody było wysokie przede wszystkim tam, gdzie - głównie z kopalń - odprowadzane były ścieki przemysłowe. Z kolei obecność metali ciężkich w osadach dennych była na poziomie niebezpiecznym dla organizmów wodnych.

"Jeśli dodamy do tego niski stan wody, ocieplający się klimat i duże przekształcenie Odry przez człowieka, otrzymamy doskonałe środowisko do rozwoju alg i wypuszczania przez nie toksyn" - oceniła organizacja ekologiczna.

Reklama

W piątek ma się ukazać pełna wersja rządowego raportu na temat katastrofy ekologicznej na Odrze. Wnioski z niego przedstawiono w czwartek na konferencji prasowej. Przyczyną śmierci 250 ton ryb były toksyczne złote algi, które zaobserwowano w Polsce po raz pierwszy. Zakwit glonów, według ekspertów, nie wynikał z celowego zatrucia, ale połączenia kilku czynników takich jak m.in. susza hydrologiczna i wysokie zasolenie.

Katastrofę na Odrze można było przewidzieć?

Greenpeace ocenia jednak, że "katastrofę można było przewidzieć, a odpowiadają za nią m.in. wieloletnie zaniedbania władz i traktowanie Odry jak ścieku"

Pod koniec sierpnia polsko-niemiecki zespół aktywistów Greenpeace pobrał siedemnaście próbek wody i osadów z Odry, na różnych jej odcinkach. W czterech próbkach osadów z dna rzeki wykryto podwyższoną zawartość metali ciężkich. Inne próbki wykazały wysokie zasolenie wody, m.in. w górnym biegu Kanału Gliwickiego.

- Tej ogromnej katastrofy można było uniknąć. Setki tysięcy zwierząt zginęło z powodu zaniedbania i niedziałającego systemu ochrony rzek w naszym kraju - ocenia Krzysztof Cibor z Greenpeace. 

- Wylewanie do Odry tysięcy ton mocno zanieczyszczonej wody pochodzącej z kopalń traktowane jest przez rząd jak coś zupełnie normalnego, mimo że od lat wiadomo - i rządowy raport to potwierdza - że Odra ma się bardzo źle i potrzebuje ochrony, a nie dalszego systemowego zamieniania jej w rów ze ściekami - dodaje Krzysztof Cibor.

Problem dotyczy nie tylko Odry

Greenpeace ocenia, że kopalnie i przedsiębiorstwa przemysłowe monitorowane są tylko na papierze. Przed katastrofą na Odrze organizacja przebadała także próbki wody z rzeki Miedzianka, do której odprowadzane są ścieki z Kopalni Turów. Okazało się, że zasolenie wody przekraczało trzykrotnie dopuszczalne normy. O ile na granicy czesko-polskiej wody rzeczne spełniały wymogi I klasy czystości, co odpowiada bardzo dobremu stanowi ekologicznemu, to przy ujściu do Nysy Łużyckiej miały już charakter pozaklasowy.

- Katastrofa pokazała co się dzieje, kiedy człowiek traktuje przyrodę jak nieskończony śmietnik, a nie żywy i wrażliwy system, od którego zależy życie milionów istnień, w tym człowieka. Aby uniknąć podobnych katastrof w przyszłości, potrzebujemy renaturalizacji rzek, stałego monitoringu jakości wody w rzekach oraz skutecznych służb ochrony środowiska. W raporcie czytamy, że potrzebne jest odbudowa ekosystemu Odry. To coś znacznie więcej niż zarybianie - konieczne jest porzucenie planów dalszej kanalizacji rzeki, objęcie jej lepszą ochroną, w tym utworzenie parku narodowego Doliny Dolnej Odry - apeluje Krzysztof Cibor.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Greenpeace | Odra | zatruta odra | katastrofa ekologiczna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy