Reklama

Puszcza Białowieska: Nowe plany, ten sam spór

Ministerstwo klimatu i środowiska zaakceptowało plany dla leśnictw, które obejmują Puszczę Białowieską. Resort mówi o konieczności wypełniania wyroku TSUE i zobowiązań wobec UNESCO. Eksperci odpowiadają: to ponowne wkroczenie na ścieżkę wojenną z Unią Europejską.

Nowe aneksy odwołują się do wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 2018 r. Wówczas Trybunał skrytykował Polskę za wycinkę w Puszczy Białowieskiej i niezabezpieczenie chronionych gatunków zwierząt i ich siedlisk. W lutym Unia Europejska dała Polsce dwa miesiące na odniesienie się do zastrzeżeń. Według Brukseli, Polska nie zastosowała się w pełni do orzeczenia. Rząd miał m.in. uchylić jeden z aneksów do planu urządzenia lasu, który obejmował puszczę. Zamiast tego, ministerstwo zaaprobowało nowe aneksy.

Zmiany zakładają wycinkę lasów w Puszczy Białowieskiej. W obszarze Światowego Dziedzictwa UNESCO, wycinka może być dopuszczona tylko w wyjątkowych przypadkach. Ministerstwo mówi o zagrożeniu, jakie stwarzają suche drzewa. Z tym nie zgadzają się eksperci. - Nie ma prawnego uzasadnienia dla podpisania tych aneksów. W Puszczy Białowieskiej nie ma szkody lub klęski żywiołowej o których mówi ustawa o lasach. Ostatnie trzy lata pokazały, że puszcza świetnie funkcjonuje bez ingerencji leśników i odnawia się w sposób naturalny - mówi dr hab. Rafał Kowalczyk, dyrektor Instytutu Biologii Ssaków PAN.

Reklama

Dyrektor generalny Lasów Państwowych Andrzej Konieczny podczas konferencji zapewnił, że nowe aneksy dla puszczańskich nadleśnictw były konsultowane zarówno z Komisją Europejską, jak i UNESCO. Leśnicy mają nadal pracować nad aneksem dla Hajnówki, do którego KE zgłosiła zastrzeżenia.

Agata Szafraniuk z Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi podkreśla, że choć zmiany były konsultowane, to nie uzyskały aprobaty instytucji. - Podpisane aneksy negatywnie zaopiniowała UNESCO. W 2019 roku krytyczne uwagi do aneksów zgłosili również naukowcy i organizacje pozarządowe. Podpisane dokumenty nie uwzględniają tych uwag - podkreśla prawniczka.

Władze bronią się tłumacząc, że tylko nowe aneksy mogą zlikwidować stare. Ten argument nie przemawia do organizacji pozarządowych. - Rząd miał prawie trzy lata na to, żeby znaleźć rozwiązanie korzystne dla puszczańskiej przyrody i nie wykorzystał tego czasu. Podpisanie wadliwie opracowanego aneksu jest jak przyklejanie plastra na złamaną rękę - w niczym nie pomoże i daje fałszywe poczucie bezpieczeństwa w sytuacji, kiedy trzeba podjąć zdecydowane działania naprawcze - tłumaczy Szafraniuk.

Resort klimatu i środowiska tłumacząc aneksy, powołuje się także na bezpieczeństwo i dobrobyt mieszkańców. Z jednej strony chodzi o martwe drzewa, które upadając, mogą wyrządzić krzywdę. Z drugiej, wymieniana jest kwestia drewna, którego mieszkańcy mają potrzebować. Z takimi wyjaśnieniami nie zgadza się  Sławomir Droń, prezes Stowarzyszenia "Wspólna Białowieża". - To kuriozalne, że rząd nie szuka rzeczywistych rozwiązań, lecz tylko je symuluje. Nowe aneksy w rzeczywistości szkodząc przyrodzie, szkodzą lokalnemu biznesowi, który utrzymuje się z ruchu turystycznego związanego z Puszczą - mówi Droń, który jednocześnie jest lokalnym przedsiębiorcą.

Wojna o puszczę

Zmiany budzą kontrowersje nie tylko z powodu samej wycinki. Eksperci podkreślają, że i tak nie będą one długo obowiązywały. - Podpisywanie aneksów na kilka miesięcy mija się z celem i budzi niepokój środowiska naukowego. Ta decyzja może stawiać Polskę w złym świetle w oczach społeczności międzynarodowej - podkreśla dr Kowalczyk.

W 2022 r. w Puszczy Białowieskiej powinien zacząć obowiązywać nowy plan urządzenia lasu. To dokument, który opisuje plany zagospodarowania terenów leśnych, zazwyczaj na 10 lat. Naukowcy i organizacje samorządowe mają nadzieję, że będzie on zawierał takie zapisy, które nie tylko pozwolą Polsce uniknąć wielomilionowych kar za nieprzestrzeganie orzeczenia TSUE ale także nie zdegradują Puszczy Białowieskiej.

Chodzi o status obszaru dziedzictwa narodowego UNESCO. Trzy lata temu Polsce groziło nadanie puszczy statusu obiektu zagrożonego. Zazwyczaj otrzymują go miejsca, które są niszczone z powodu wojen bądź katastrof naturalnych. Na liście są m.in. obszary w Afganistanie, Jemenie, Kongo, ale i Stanach Zjednoczonych. Choć ostatnie trzy lata odsunęły widmo degradacji od Polski, to wtorkowa decyzja rządu może spowodować powrót do tej dyskusji na arenie międzynarodowej. - Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Takie zagrożenie było dyskutowane na szczycie UNESCO. Problemem jest tutaj wydźwięk tych decyzji - a ten jest negatywny. Takimi decyzjami Lasy Państwowe i ministerstwo balansują na krawędzi konfliktu z Komisją Europejską - mówi Zielonej Interii dr Kowalczyk. 

Komisja może użyć innych argumentów - tym razem finansowych. Jeżeli Polska nie zażegna obaw Brukseli, sprawa Puszczy Białowieskiej może wrócić do TSUE. Wtedy decyzja podjęta przez Trybunał będzie już dotyczyła wprowadzania kar. Te, zdaniem fundacji ClientEarth Prawnicy dla Klimatu, mogą sięgnąć nawet 130 mln zł. Grzywna może się zwiększać, wraz z każdym dniem niszczenia puszczy.  

Urzędnicy konflikt dostrzegają i tłumaczą, że chcą go rozwiązać. - Trwanie w permanentnym sporze nie przybliża nas do tego, jak powinna być chroniona Puszcza Białowieska - podkreślił wiceminister klimatu i środowiska Edward Siarka

Resort klimatu i środowiska zapewnia, że wycinka lasów w Puszczy Białowieskiej nie będzie dotyczyła drzew stuletnich. Ingerencja w puszczę ma zacząć się jesienią, po okresie lęgowym ptaków. Jednak zdaniem naukowców, Polska w ciągu ostatnich lat zrobiła dwa kroki naprzód, jeżeli chodzi o poprawę stanu w puszczy. Teraz, dodając nowe aneksy, zrobi krok wstecz. Konflikt zaognił fakt, że dokumenty o wycince podpisano w siedzibie Białowieskiego Parku Narodowego, którego zadaniem jest chronić puszczę.

Piotr Grzesiak


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje