Reklama

​Przemysław Białkowski podcast: Zanikająca bioróżnorodność

Nasze dzieci i wnuki mogą nigdy na żywo nie zobaczyć zwierząt, które dla nas są zupełnie zwyczajne. To cena jaką płacimy za zbyt szybko postępujące zmiany klimatu.

- Młode pokolenie może nie odczuć braku miliona gatunków, bo ich po prostu nie będzie w ich otoczeniu - mówi w rozmowie z Przemysławem Białkowskim dr Piotr Mikołajczyk, biolog, Centrum UNEP/GRID.

Naukowiec przypomina, że kiedyś ludzkość przyczyniała się do wymierania gatunków m.in. poprzez polowania. W ten sposób na skraju wyginięcia znalazły się słonie afrykańskie, których populacje są teraz mozolnie odbudowywane. Obecnie jednym z najpoważniejszych problemów jest degradacja siedlisk. - Gatunki mniej odporne po prostu nie mają gdzie egzystować - tłumaczy dr Mikołajczyk.

Reklama

- Ludzie źle reagują na szczytne hasła "zostawmy Ziemię dla przyszłych pokoleń", bo to dotyka ich rodzin i najbliższych - wyjaśnia ekspert. Jego zdaniem narrację należy zmienić wyjaśniając, w jaki sposób nasz byt jest zależny od środowiska. - Z drugiej strony powinniśmy być poganiani "batem", czyli poczuciem zagrożenia i zbliżających się kłopotów. Ludzie już to rozumieją, bo widzą smog - mówi biolog.

Badacz podkreśla, że pewnym problemem jest stale powtarzające się nawoływanie odnośnie "ostatniego dzwonka" dla bioróżnorodności i alarmujących o tym naukowców. - To się dzieje od 52 lat - podkreśla. Mikołajczyk podkreśla, że trudno pogodzić rozwój gospodarczy z dbaniem o bioróżnorodność, a tutaj zawsze pojawiają się sprzeczne interesy.

- Jestem zwolennikiem skrupulatnego zachowania tych ekosystemów, które wciąż są w dobrym stanie i zachowały duży stopień naturalności. To dotyczy także tych ekosystemów, których powstanie i istnienie jest związane z działalnością człowieka, jak łąki w Beskidach. To nie jest tak, że wszystko musi być odłożone i otoczone płotem - uważa naukowiec. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama