Reklama

Zmiana klimatu to zmiana dla rolnictwa i ogrodnictwa. Jak się dostosować?

Kryzys klimatyczny już teraz wpływa negatywnie na rolnictwo w Europie, a będzie jeszcze gorzej. Przede wszystkim trzeba zatrzymać ten proces, żeby nie doprowadzić świata do katastrofy żywnościowej, ale konieczna jest też adaptacja.

Problem z rolnictwem w kontekście zmian klimatu jest podwójny - nie tylko jest ono "ofiarą" zmian klimatycznych, ponieważ te wpływają na nie niezwykle destrukcyjnie, ale jest także jego jedną z głównych przyczyn - odpowiada ono za aż 24 proc. emisji gazów cieplarnianych, która jest przyczyną kryzysu klimatycznego. W skład tych emisji wchodzi metan, który ma 86-krotnie silniejszy efekt cieplarniany niż CO2 w perspektywie 20 lat i którego poziom w atmosferze osiągnął rekordowe 1892,3 ppb (części na miliard) w ubiegłym roku.

Za największą część tego wpływu odpowiada produkcja mięsa. Według najnowszych badań produkcja żywności pochodzenia zwierzęcego (i pasz dla zwierząt hodowlanych) odpowiada za 19 proc. światowej emisji gazów cieplarnianych. Głównym źródłem emisji gazów cieplarnianych wynikających z rolnictwa jest wylesianie - rośliny podczas wzrostu pochłaniają dwutlenek węgla i wbudowują go w siebie, natomiast podczas spalania roślin i rozkładania się ściętego drewna zmagazynowany w nich węgiel trafia znów do atmosfery. 

Reklama

Czytaj też: Najlepsze porady na oszczędzanie w zgodzie z naturą 

40 proc. terenów, które pozyskuje się poprzez wylesianie, używanych jest jako pastwiska lub pola uprawne. Łącznie aż 80 proc. wszystkich gruntów rolnych jest przeznaczane na produkcje żywności odzwierzęcej - mięsa, czy nabiału.

Bez zredukowania tego wpływu rolnictwo nie będzie się w stanie dostosować do zmieniającego klimatu, ponieważ stopień tych zmian będzie zbyt wielki. Przede wszystkim najpierw musi się ono więc zmienić na jak najmniej emisyjne i destrukcyjne dla środowiska. W części tych przemian mogą pomóc konsumenci, właśnie poprzez świadome ograniczanie spożycia mięsa i innych produktów odzwierzęcych. 

Konieczna adaptacja

Jednak nawet w tym przypadku nie wycofamy w pełni zmian klimatycznych, które już nastąpiły i nadal następują. Wyższe temperatury powietrza już teraz wpłynęły na długość sezonu wegetacyjnego w dużej części Europy. Pory kwitnienia i zbioru upraw zbóż obecnie przypadają w sezonie kilka dni wcześniej. Przewiduje się, że zmiany te będą postępować w wielu regionach. Oczekuje się również, że plony z upraw będą coraz bardziej zróżnicowane rok do roku z powodu ekstremalnych zjawisk pogodowych oraz innych czynników, takich jak szkodniki czy choroby.

Dlatego konieczna będzie adaptacja. Jak stwierdza Europejska Agencja Środowiska dla przykładu w części obszaru śródziemnomorskiego wskutek ekstremalnych upałów i braku wody w ciągu letnich miesięcy niektóre letnie rośliny mogą być uprawiane zimą zamiast latem. Według niej także część ewentualnych strat w plonach można zrekompensować dzięki takim praktykom rolnym, jak płodozmian, aby dostosować uprawy do dostępności wody. Można będzie też dostosować terminy siewu do temperatur powietrza i struktury opadów, oraz użytkować takie odmiany upraw, które są lepiej dostosowane do nowych warunków (np. upraw odpornych na wysokie temperatury i suszę).

W Polsce zmiana klimatu już teraz bardzo mocno dotyka np. sadowników. Pokazał to raport Koalicji Klimatycznej zatytułowany "Sadownicy wobec zmiany klimatu i jej skutków". Uprawiający jabłka borykają się już w naszym kraju m.in. z coraz częstszymi i dłuższymi suszami, przymrozkami spowodowanymi łagodnymi zimami i wczesne rozpoczęciem sezonu wegetacyjnego oraz wzrostem częstości huraganowych wiatrów i opadów gradu. 

Mała retencja

Z tego powodu w ramach adaptacji Koalicja Klimatyczna zaleca im zatrzymywanie wody opadowej w miejscu gdzie spadła, wymiana deszczowni na systemy podlewania kropelkowego i inne. Aby zwiększyć odporność polskiego rolnictwa na niedobory wody należy zadbać o zatrzymanie jak największej ilości wody na miejscu poprzez zmniejszenie odpływu powierzchniowego i gruntowego do cieków wodnych, np. rzek, czyli tzw. małą retencję. Czym w praktyce jest mała retencja? To np. ogrody deszczowe posadowione pod rynnami i zasilane wodą opadową, pasaże roślinne, zielone dachy, ażurowe chodniki, skrzynie chłonne czy zbiorniki na deszczówkę.

W związku z tym Koalicja apeluje do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi o wspieranie takich praktyk, które oprócz zwiększenia odporności gospodarstw sadowniczych, generować będą korzyści środowiskowe i społeczne. Rozwiązania te są równie istotne bowiem na terenach miejskich i w domowym ogrodnictwie, zapobiegając wysuszaniu gleby i roślinności.

Czytaj też: Jak pozbyć się pestycydów z owoców i warzyw?

Koalicja stwierdza również, że koszty produkcji sadowniczej mogłyby zostać ograniczone przez szersze wykorzystanie w gospodarstwach odnawialnych źródeł energii.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: rolnictwo | ogrodnictwo | kryzys klimatyczny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy