"Konsekwencje zmian klimatycznych są dobrze znane. Są to susze, fale upałów, zjawiska ekstremalne, itp." - powiedział w rozmowie z Live Science fizyk Orfeu Bertolami. "Istnieją jednak konsekwencje, których nie jesteśmy świadomi. Ziemia na skutek tych zmian może znaleźć się w obszarze chaosu, z którego nie będzie już wyjścia".
Ziemia bliska "obszaru chaosu"
Chociaż zmiany klimatyczne są faktem, nie wszyscy przyjmują je do wiadomości. Wystarczy lekki atak zimy, śnieżyca i mróz, aby sceptycy krzyczeli: "i gdzie to wasze ocieplenie klimatu!". Nie są świadomi, że zmiany klimatycznie związane z generalnym podniesieniem się średniej temperatury na kuli ziemskiej skutkują także takim ekstremum jak ostre zimy.
Zmiany te nie oznaczają bowiem bezustannych upałów i braku zim, ale sprowadzają się do niestabilności klimatu. Wizytówką owych zmian są anomalia, które nie pozwalają przyrodzie, a zarazem ludziom żyć w dotychczasowym rytmie standardowych pór roku.
Od lat ekstremalne zjawiska pogodowe występują coraz częściej, co więcej, występują bezustannie i nasilają się - czytamy w raporcie naukowców z Uniwersytetu w Porto. Wybuchają pożary, szaleją potężne burze, huragany, temperatury osiągają nowe rekordy. Zimy nie są trwałym i stabilnym okresem zastygnięcia przyrody, ale także nadchodzą w sposób niestabilny.
Klimatolodzy ostrzegają, że jest to konsekwencja działalności człowieka, takiej jak spalanie paliw kopalnych, wylesianie i rozwój rolnictwa. Człowiek ma na przyrodę wpływ największy, a wypieranie tego ze świadomości jest jak zamykanie oczu przez małe dziecko w nadziei, że wszystko wokół wtedy znika.

Zmiany poczynione przez ludzi doprowadziły do wprowadzenia do pojęć naukowych nowego terminu dla określenia epoki geologicznej: antropocenu. To okres, w którym działalność człowieka wywarła znaczący i wyraźny wpływ na cały system ziemski, składający się z geosfery, biosfery, hydrosfery i atmosfery. Anropocen zastąpił holocen, który trwał od 11,7 tys. lat temu aż do XIX wieku. To wtedy, wraz z rewolucją przemysłową, mówimy o początku nowej epoki, która diametralnie zmieniła świat.
Badania pokazują, że modelowanie fazowe można z pewnym powodzeniem wykorzystać do przewidywania zmian klimatycznych. Alex Bernadini i jego współpracownicy wykorzystali teorię Ginzburga-Landaua - opracowaną do modelowania nadprzewodnictwa - i zastosowali ją do badania antropocenu w oparciu o zmiany w średniej temperaturze na naszej planecie, zaczynając od punktu równowagi w holocenie.
Ziemia ma dwie drogi. Jedna daje nadzieję, druga to chaos
Założenie jest takie, że nasz świat ma skończoną ilość przestrzeni mieszkalnej, skończoną ilość zasobów i skończone tempo, w jakim możemy je wykorzystać bez ograniczeń. Biorąc pod uwagę tę maksymalną pojemność, badacze postanowili zmapować możliwe skutki przejścia fazowego w antropocenie za pomocą mapy logistycznej.
Ich wyniki pokazały, że niekoniecznie zmierzamy w kierunku pewnej zagłady klimatycznej. Moglibyśmy podążać równie dobrze regularną i przewidywalną trajektorią, której punktem końcowym będzie stabilizacja klimatu nawet w punkcie średniej temperatury wyższej niż obecnie. Słowem, świat jest do uratowania.
Istnieje też jednak model pokazujący drogę ku zagładzie. Droga rozwoju antropocenu w kierunku chaosu sprowadzającego się do ekstremalnych wahań temperatury, niestabilności klimatu i pogody. Tak wielkich, że niemożliwe będzie już złagodzenie tego zjawiska i rozpocznie się wyłącznie walka o przetrwanie. W takim punkcie i po przekroczeniu tej granicy powrót do stabilnego klimatu byłby niezwykle trudny, jeśli nie niemożliwy.











