Reklama

Tornado w Czechach, podtopienia Polsce. Zmiany klimatu już tu są

W ostatnich dniach nasz region nawiedzają ekstremalne zjawiska pogodowe, takie jak niszczycielskie tornado na południu Czech, czy ulewy i podtopienia m.in. w Poznaniu. Tego typu zjawisk będzie coraz więcej.

W Czechach tornada zebrało śmiertelne żniwo. Doniesienia mówią o pięciu ofiarach śmiertelnych i ponad dwustu rannych. Żywioł zniszczył także domy, drzewa i samochody. - To jest piekło - mówił po wizycie w dotkniętej kataklizmem okolicy gubernator regionu Moraw Południowych, Jan Grolich. Włodarz miejscowości Hrusky przekazał, że "połowa wioski została zrównana z ziemią".

W Polsce nie mieliśmy na szczęście do czynienia w ostatnim czasie z tak ekstremalną i niszczycielską siłą, ale tu też pojawiają się pogodowe anomalie. We wtorek w Poznaniu i okolicznych miejscowościach spadł deszcz, który doprowadził do podtopień i paraliżu ruchu drogowego. 

Reklama

Według meteorologów w Poznaniu spadły we wtorek 64 milimetry deszczu. "To więcej niż wynosi średnia suma opadów dla całego czerwca w tym mieście" - stwierdza Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Dodatkowo tak ogromna ilość opadów spadła tam w większości przez zaledwie pół godziny.

Energia w atmosferze

Dlaczego zmiana klimatu intensyfikuje ekstremalne zjawiska pogodowe? - To jest łatwe do wyjaśnienia. Proces zmiany klimatu polega na tym, że emitujemy do atmosfery duże ilości gazów cieplarnianych. Stężenie ich w atmosferze się zwiększa, więc zostaje w niej więcej ciepła. Ciepło to po prostu rodzaj energii. I ta energia musi się rozładować i robi to właśnie w postaci ekstremalnych zjawisk pogodowych - mówi Zielonej Interii prof. Zbigniew Karaczun, sozolog ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego oraz ekspert Koalicji Klimatycznej.

Podkreśla, że zwiększenie częstotliwości i gwałtowności ekstremalnych zjawisk pogodowych jest jedną z najgroźniejszych konsekwencji procesu zmiany klimatu. - Jeśli chodzi o trąby powietrzne, to jeszcze na początku lat 90. zdarzały się one sporadycznie, a w ostatnich latach bywa ich co roku nawet kilkanaście - mówi prof. Karaczun. 

Potwierdzają to obserwacje IMGW. W raporcie Instytutu z 2012 r., zatytułowanym "Klęski żywiołowe a bezpieczeństwo wewnętrzne kraju", Instytut stwierdza, że "na podstawie prowadzonego monitoringu medialnego w okresie 1998-2010 ustalono, że [trąby powietrzne - red.] zdarzają się średnio około sześciu razy w roku, przy czym w ostatnich trzech lat ich częstość wzrosła do 7-20 w roku".

W samym ubiegłym roku według statystyk European Severe Storms Laboratory (ESSL) - pozarządowej organizacji zajmującej się ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi - zanotowano w Polsce 10 trąb powietrznych nad lądem.  

Według IMGW szczególnie narażone na tornada w Polsce - pomijając trąby wodne - są województwa śląskie, opolskie, małopolskie, świętokrzyskie, łódzkie i mazowieckie. Mowa tu o trąbach powietrznych z kategorii F2, F3 lub nawet F4 w skali Fujity-Pearsona, która mierzy siłę tych zjawisk na podstawie zniszczeń zabudowy. Trąby o sile F2 potrafią zrywać dachy z domów i wyrywać drzewa z korzeniami. F3 niszczyć także ściany budynków i podnosić ciężkie samochody.  F4 potrafi zniszczyć całe budynki o mocnej konstrukcji oraz porywać samochody i ciskać nimi jak pociskami, z wielką prędkością. 

Oprócz trąb powietrznych rośnie także ilość przypadków silnego wiatru. Tę tendencję widać w całej Europie. 

- Wzrasta też znacząco ilość ulewnych deszczy, dlatego, że zmienia się rozkład opadów. O ile łączna suma opadów pozostaje taka sama, to spadają one rzadziej w gwałtownej postaci, przede wszystkim jako tzw. deszcze katastrofalne. W ich przypadku w ciągu doby potrafi spadać na metr kwadratowy powyżej 70, a nawet 100 litrów wody. W ostatnich latach zdarzają się co najmniej 3-4 dni z tak obfitymi deszczami w ciągu roku - tłumaczy ekspert. 

Dodatkowo, jak mówi Karaczun, takie ulewy powodują tzw. zjawisko flash flood, czyli natychmiastowej powodzi. - Ma to miejsce zwłaszcza w miastach. Jako, że mamy tam do czynienia z dużą ilością terenów zabudowanych, to woda nie ma gdzie wsiąkać, więc spływa w najniżej położone punkty i powoduje lokalne podtopienia - mówi ekspert. 

"Paradoksem jest fakt, że szybkie powodzie, które pochłaniają najwięcej ofiar ze wszystkich rodzajów powodzi i mają destrukcyjny wpływ na lokalną gospodarkę, są praktycznie niezauważane przez instytucje zajmujące się sytuacjami kryzysowymi i samo społeczeństwo. Wynika to prawdopodobnie z tego, że zjawiska te występują zwykle tak bardzo lokalne, że opadów, które je wywołały, nie rejestrują często żadne urządzenia pomiarowe (z uwagi na rzadką sieć). Są też tak szybkie, że nie zauważają ich media krajowe, czy nawet regionalne, stąd informacje o nich docierają do niewielkiej liczby ludzi" - brzmi fragment raportu IMGW.

Przystosowaniem się do tych zjawisk jest zwiększenie ilości terenów zielonych i mała retencja w miastach. Natomiast jeśli chodzi o możliwość występowania mocniejszych wiatrów i trąb powietrznych to być może konieczna będzie zmiana norm budownictwa.

- Oczywiście powinniśmy się próbować dostosowywać, ale trzeba pamiętać, że kluczowe jest zatrzymanie zmian klimatu. Inaczej będzie to "gonienie króliczka, którego nie dogonimy". Nie będzie się do czego dostosowywać. Im więcej gazów cieplarnianych, tym więcej energii w atmosferze i więcej ekstremalnych zjawisk - stwierdza Karaczun.

Źródło: Zielona Interia, IMGW, ESSL, NOAA, Polsat News, 

mcz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy