Reklama

Cena praw do emisji bije rekordy. Rząd krytykuje system, ale sam zaprzepaścił szansę na tańszą energię

Polska ze względu na opieranie swojej energetyki w ogromnej mierze na paliwach kopalnych jest krajem, w który system ETS uderza najmocniej. Budzi to sprzeciw Rady Ministrów. - Rząd (...) po prostu kolejny raz chce pozbyć się odpowiedzialności za obecny stan rzeczy - komentuje Paweł Czyżak z Fundacji Instrat.

Już w tym miesiącu cena uprawnień osiągnęła rekordowy pułap niemalże 90 euro za tonę.  Na początku grudnia świeżowybrana minister klimatu i środowiska Anna Moskwa wyraziła opinię, że "nie możemy już udawać, że ETS jest świetnie funkcjonującym systemem" oraz że "wymaga on głębokiej reformy, a nie tylko drobnych zmian, refleksji i kolejnych raportów, które są przygotowywane". 

Pioruny w system ETS ciskał także ostatnio minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, mówiąc, że "wprowadzenie drakońskich ograniczeń w produkcji CO2 uderza w gospodarkę unijną, a zwłaszcza w Polskę" oraz że oczekuje od premiera, "by podjąć ten temat i zmierzać do zawieszenia aktualnego kształtu polityki unijnej". 

Reklama

W końcu w ubiegłym tygodniu posłowie poparli uchwałę mającą wezwać Unię Europejską do zawieszenia unijnego systemu EU ETS i jego reformy podczas Rady Europejskiej, która odbędzie się 16-17 grudnia. Zmiany w systemie ETS domaga się także premier Mateusz Morawiecki, który napisał o tym w liście na łamach "Frankfurter Allgemeine Zeitung"

Minister Moskwa zwracała natomiast wcześniej uwagę na problem udziału instytucji finansowych w systemie.

"Jednym z elementów, któremu trzeba się bliżej przyjrzeć, jest udział instytucji finansowych. Dzisiaj ETS, emisje, stają się rodzajem niekontrowanej waluty, a przypominam, że chodzi tu o rynek energii i o odbiorców, w tym odbiorców wrażliwych. Więc ten system albo powinien być mocniej kontrolowany tymi narzędziami, które są, albo są potrzebne nowe narzędzia" - stwierdziła.

Ceny energii to efekt braku transformacji

Ale czy tak naprawdę to system ETS i spekulanci są problemem, skoro inne państwa radzą sobie z tą sprawą dużo lepiej niż Polska?

- O ile moje zdanie dotyczące udziału rynku finansowego w systemie ETS jest dosyć krytyczne, bo ciężko wpływ tych instytucji kontrolować i rzeczywiście pojawiają się jakieś krótkoterminowe spekulacje, to jednak problem dotyczący wzrostu cen energii w Polsce leży zupełnie gdzieś indziej - w zaniechaniu sprawnej transformacji energetycznej - a rząd mówiąc o rynkach finansowych, po prostu kolejny raz chce pozbyć się odpowiedzialności za obecny stan rzeczy. Gdyby bowiem nie było udziału rynków finansowych, to cena wynosiłaby teraz może nie 90 a 60-70 euro. To nie rozwiązałoby problemu z wysokimi cenami energii w Polsce - mówi Zielonej Interii Paweł Czyżak ekonomista i analityk danych Fundacji Instrat.

Ekspert dodaje, że "rząd nie utworzył nawet osobnego celowego budżetu, do którego trafiałyby pieniądze, które uzyskuje ze sprzedaży uprawnień, a który byłby ściśle przeznaczony na wspieranie transformacji". Zamiast tego fundusze te trafiają do ogólnego budżetu, gdzie później trudno prześledzić, co z nimi się tak naprawdę dzieje i na co są przeznaczane.  

- Nie sądzę też, żebyśmy znaleźli jakichś sojuszników na arenie międzynarodowej, żeby próbować forsować jakąkolwiek zmianę w systemie ETS, na przykład dotyczącą udziału rynków finansowych. A to dlatego, że po pierwsze inne kraje nie mają z tym takiego problemu, ponieważ odpowiednio wcześnie rozpoczęły transformacje, a po drugie stosunki Polski z innymi krajami UE są teraz bardzo kiepskie - uważa Czyżak.  

Cena za prawa do emisji CO2 - czy będzie dalej rosnąć?

- Moim zdaniem wzrost ceny emisji CO2 na pewno się zatrzyma, a później cena za tonę zacznie spadać, pewnie na początku przyszłego roku. To, że obecnie zbliżyła się ona do 90 euro jest moim zdaniem efektem paniki na wszystkich rynkach pokrewnych w Europie i Polsce - surowcowym, gazowym, ropy, węglowym - związanej z podażą energii, która nie nadąża za popytem. A ten popyt na energię z paliw kopalnych tak się zwiększył m.in. z powodu zamykania elektrowni jądrowych w Niemczech i ze względu na gospodarcze odbicie krajów po pandemii - stwierdza.

Ekspert tłumaczy, że mamy do czynienia teraz z "owczym pędem, kiedy wszyscy kupują pozwolenia na potęgę, bo boją się, że w przyszłości będzie jeszcze drożej - jednocześnie sami napędzając tym cenę - a te pozwolenia są konieczne dla ich funkcjonowania". - Myślę jednak, że to się zatrzyma, kiedy uspokoi się sytuacja z gazem i ceny energii w Europie spadną - dodaje Czyżak.  

Według niego cena uprawnień do emisji może spaść nawet do okolic z połowy bieżącego roku, kiedy wynosiła około 60 euro za tonę.

Źródło: Zielona Interia, PAP, Forsal

Mateusz Czerniak

Dołącz do ZIELONA INTERIA także na Facebooku




Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy