Reklama

​Mit: Klimat się ociepla z powodu rosnącej aktywności Słońca

Ocieplenie klimatu to nie efekt działań człowieka, a rosnącej aktywności Słońca - ta opinia równie, jak powszechna, tak jest całkowicie błędna.

Źródła tego mitu łatwo do zrozumieć. W ciągu sekundy nasza gwiazda emituje niemal dokładnie milion razy więcej energii, niż ludzkość zużywa przez cały rok. Szacuje się, że zaledwie jedna miliardowa część słonecznej energii dociera do Ziemi. To jednak wystarcza do utrzymania przy życiu całej naszej planety. - Słońce, w ostatecznym rozrachunku, jest źródłem energii dla wszystkiego, co dzieje się na Ziemi - mówi prof. Jason West, klimatolog z Uniwersytetu Karoliny Północnej.

Gdyby nie ta energia, Ziemia byłaby pozbawioną życia, lodowatą skałą i , rzeczywiście, przez miliardy lat aktywność Słońca była istotnym czynnikiem kształtującym klimat. Tyle tylko, że przez pompowanie do atmosfery milionów ton dwutlenku węgla, doprowadziliśmy do sytuacji, w której zaczął się on zmieniać. I dzieje się tak wbrew zmianom aktywności słonecznej, a nie dzięki nim. 

Reklama

- Słońce przechodzi jedenastoletni cykl aktywności - wyjaśnia prof. West. - Raz jest bardziej aktywne, innym razem mniej, i jeśli dokładnie przyjrzeć się danym, można to zauważyć w pomiarach temperatur na Ziemi, ale to są zmiany bardzo niewielkie i krótkoterminowe, w żaden sposób nie tłumaczą długoterminowych trendów.

Zwłaszcza że dane te jasno pokazują, iż w ostatnich latach Słońce było wyjątkowo mało aktywne. Z pomiarów amerykańskiego Naval Research Laboratory wynika, że średnia ilość energii słonecznej docierającej do każdego metra kwadratowego powierzchni Ziemi nieco spadła. W 1980 r. było to 1.361,0648 W/m kw, a w 2016 r. 1.361,0082 W/m kw. To minimalna różnica. W tym samym czasie średnie temperatury na naszej planecie wzrosły. Co więcej, to, jak przebiega proces zmian klimatu, zupełnie nie pokrywa się z efektami, jakie miałby wzrost aktywności słonecznej. 

- Po pierwsze zwiększenie aktywności słonecznej sprawiłoby, że notowalibyśmy wyższe temperatury w wyższych partiach atmosfery, bo tam by docierała większa ilość energii słonecznej. Wyższe partie atmosfery powinny ogrzewać się więc szybciej. Tymczasem mamy proces odwrotny, bo to niższe partie atmosfery rozgrzewają się szybciej, od wyższych - tłumaczy prof. Zbigniew Karaczun, klimatolog SGGW i ekspert Koalicji Klimatycznej. - Po drugie, gdyby ocieplanie planety było skutkiem zwiększającej się aktywności Słońca, to temperatura rosłaby w dzień szybciej niż w nocy, a znowu obserwujemy coś zupełnie odwrotnego, czyli średnio to temperatury w nocy rosną szybciej.

Bez Słońca nie byłoby życia na Ziemi. Ale to nie ono odpowiada za obecny kryzys.

Wojciech Brzeziński, Polsat News

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama