Reklama

Naukowcy szukają mamy zagubionego słoniątka. To szansa dla całego gatunku

Była bardzo mała, przerażona i całkiem sama. W innych okolicznościach nie miałaby praktycznie żadnych szansy na przeżycie. Jednak słonica Nania miała dużo szczęścia po tym, gdy odłączyła się od stada. Teraz naukowcy szukają jej mamy i wiele wskazuje, że dzięki badaniom DNA może się to udać.

Gdy ludzie znaleźli maleńką słonicę miała mniej niż trzy miesiące. - To musiało być góra dwa dni po tym, jak odłączyła się od stada. W przeciwnym razie sama by nie przetrwała - mówi Céline Sissler-Bienvenu z Międzynarodowego Funduszu na rzecz Dobrostanu Zwierząt.

Mieszkańcy maleńkiej wioski w Burkina Faso nie zostawili zwierzęcia w potrzebie, choć cztery lata temu, gdy obiecywali sobie, że zrobią wszystko, co w ich mocy, by uratować słoniątko, zapewne nie zdawali sobie sprawy, jakie stoi przed nimi wyzwanie. Początkowo zrzucali się, by kupować mleko, a apteka przekazywała odżywkę dla niemowląt w proszku. I rzeczywiście, początkowo szło doskonale. Słonik, którego miejscowe dzieciaki nazwały Nanią, szybko nabierał siły. Zaprzyjaźnił się też z  czarno-białą owcą o imieniu Whisy.  

Reklama

Problem w tym, że apetyt młodego słonia błyskawicznie rośnie i w pewnym momencie stał się tak wielki, że miejscowi po prostu nie dawali już rady pomóc słoniemu dziecku. - Rozpaczliwie chcieli wiedzieć, jak poradzić sobie z Nanią - opowiada Sissler-Bienvenu. 

Uratowanie słonia-niemowlaka to ogromne wyzwanie, nawet jeśli do dyspozycji ma się świetnie wyposażony zespół lekarzy weterynarii i opiekunów. Rehabilitacja takiej sieroty wymaga lat pracy. Rosnące młode przez około trzy lata potrzebuje mleka. Jeszcze dłużej trwa opanowanie niezbędnych do przeżycia umiejętności i osiągnięcie rozmiarów, które pozwolą zwierzęciu obronić się przed drapieżnikami, takimi jak lwy. 

Przytłoczeni skalą stojącego przed nimi zadania, mieszkańcy wioski zwrócili się o pomoc do lokalnych władz, a te z kolei do Międzynarodowego Funduszu na rzecz Dobrostanu Zwierząt. Nanię przeniesiono ją do pobliskiego parku narodowego Deux Balés, gdzie ma szansę spotykać innych przedstawicieli swojego gatunku. Dla złagodzenia stresu związanemu z przeprowadzką, słoniątku cały czas towarzyszy przyjaciółka, owca Whisy. A ponieważ zwierzak rozwija się doskonale, opiekunowie pojęli się jeszcze większego wyzwania. Chcą odnaleźć rodzinę słoniątka i oddać je pod opiekę biologicznej matki.

Bardziej niezwykła niż mogłoby się wydawać

Badania DNA wykazały, że Nania nie jest zwyczajnym słoniem. Należy najmniejszego, najrzadszego i najbardziej zagrożonego gatunku tych zwierząt, słoni leśnych. Ich populacja w ciągu półwiecza spadła o 80 proc. Badacze szacują, że pozostało ich mniej niż 30 tys. - Ze względu na stopień zagrożenia tych zwierząt, każde z nich ma znaczenie - mówi Ben Okita, współprzewodniczący Grupy Specjalistów ds. Słoni Afrykańskich I.U.C.N, dodając: - Każdy osobnik jest bezcenny.

Badania genetyczne dają jednak małej słonicy ma szansę na wielki cud. Już przeprowadzone testy DNA ujawniły, że matka słonicy najprawdopodobniej wciąż znajduje się w tym samym regionie, w którym odkryto zagubioną małą. Zazwyczaj osierocone słonie znajdowane są w pobliżu zwłok matki. Nie wiadomo, dlaczego Nania oddzieliła się od rodziny, ale naukowcy podejrzewają, że słoniątko mogło zgubić się na przykład podczas nocnej przeprawy przez rzekę. 

Zanim jednak uczeni spróbują przywrócić małego słonia naturze, muszą go nauczyć, jak być słoniem. Nania przyzwyczaiła się do towarzystwa ludzi do tego stopnia, że potrafiła wchodzić do budynku opiekunów, by doglądać przygotowania dla niej mleka. Często bawiła się też z dziećmi z pobliskich szkół. 

Trudna nauka bycia słoniem

Na razie Nania spędza kilka godzin każdego dnia przechadzając się po parku w towarzystwie owcy Whisy. Dzięki temu uczy się znajdować wodę i owoce. Opiekunowie liczą, że poczuje się na tyle komfortowo w towarzystwie innych słoni, że sama zdecyduje się opuścić wybieg i przyłączyć do jakiegoś stada. To jednak może potrwać. Gdy Nania zobaczyła pierwsze dzikie słonie, uciekła. 

Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby dołączyła nie do jakiejkolwiek grupy, ale do tej, do której należy jej matka. Jest na to duża szansa. Przez okolicę, gdzie ją znaleziono, przechodzi niewiele, bo około 40 dzikich słoni. Aby sprawdzić, czy są wśród nich krewni Nani, naukowcy zaczęli zbierać próbki ze słoniowego łajna. 17 z nich wysłali do analizy w USA. Nie spodziewali się, że trafią aż tak dobrze: jeden z badanych słoni był niemal na pewno matką Nani. Słonica przechodziła nie więcej, niż 300 metrów od zagrody. Ponowne zjednoczenie rodziny po latach byłoby pierwszym takim przypadkiem w historii. 

Na szansę trzeba będzie jednak trochę poczekać. Dzikie słonie opuściły park na czas pory deszczowej. Powrócą dopiero pod koniec października. Jeśli Nania dołączy do którejś z grup, naukowcy będą dalej ją śledzić, by upewnić się, czy jest bezpieczna. Od tego może zależeć przyszłość nie tylko jej samej, ale i całego, zagrożonego gatunku.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy