Legendy o yeti. Co w wyobraźni piszczy

Zazwyczaj mają ponadnaturalne zdolności, wzbudzają przerażenie, oraz zawsze natrafiają na osoby ze słabej jakości aparatami. Takie właśnie są yeti, które od setek lat mają nawiedzać Nepal, jednak najczęściej nawiedzają naszą wyobraźnię.

Wykonana w latach 50. przez Erica Shiptona, jedna z pierwszych fotografii mających ukazywać ślady domniemanego Yeti.
Wykonana w latach 50. przez Erica Shiptona, jedna z pierwszych fotografii mających ukazywać ślady domniemanego Yeti.Christies/Bournemouth News/REX/EAST NEWSEast News

Ludzka kreatywność nie zna granic. Potrafiliśmy stworzyć piramidy, Stonehenge, oraz drapacze chmur. Jednak nasza wyobraźnia nie ogranicza się do wynalazków i budowli. Tworzymy także potwory, których nie ma. Straszne zwierzęta, jak meksykańska chupacabra, amerykańska Wielka Stopa, czy nepalski yeti zazwyczaj grasują w naszych koszmarach. I tam też jest ich miejsce. Tak właśnie jest ze wspomnianym yeti, którego mimo coraz lepszej technologii nie tylko w fotografii, ale również w badaniach DNA, przez ponad wiek nie udało się "złapać za rękę". I jest ku temu przyczyna.

W mediach już w XIX w. pojawiały się sensacyjne doniesienia dotyczące mroźnych olbrzymów z Nepalu. Niesamowite historie, często przyprawiane nutą legend miejskich, folkloru i dosyć skrajnych warunków pogodowych sprawiały, że doniesienia nabierały rumieńców i rozpalały wyobraźnię pod względem potworów nudnej Europy i Stanów Zjednoczonych. U nas do śmieci mógł dobrać się kot lub pies, w Stanach szop pracz. Jednak w Nepalu, odległym i egzotycznym, musiało już żyć coś innego. Lata temu, kartografowie i żeglarze na białych plamach map pisali "tu żyją smoki" (ang. Here be dragons). Właśnie na takiej samej zasadzie odnoszono się do niezbadanego Nepalu. Skoro odnaleziono ślady czegoś wielkiego, to musiał to być nieznany potwór - czyli yeti.

Poszukiwania yeti

Pierwsze doniesienia o yeti pojawiły się w 1832 r., kiedy to "Journal of the Asiatic Society of Bengal" opublikował raport od podróżnika B.H. Hodgsona. Mężczyzna, podczas wizyty w Nepalu, zobaczył stworzenie z długimi i ciemnymi włosami. Myślał, że to orangutan. Biorąc pod uwagę, że najbliższe stada tych zwierząt były kilka tysięcy kilometrów dalej, i to w o wiele przyjaźniejszej klimatycznie Sumatrze, teoria naczelnego "na gigancie" po prostu się nie kleiła.

Niecały wiek później, w 1925 r., fotograf N. A. Tombazi zrobił zdjęcie wysokiego stworzenia, schowanego za rododendronem, na wysokości 4,5 tys. metrów n.p.m. To zaciekawiło nawet nazistów, którzy na krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej wysłali do Nepalu ekspedycję. Jednak i oni żadnych humanoidów nie znaleźli.

Mimo to nadzieja nie umarła. W 1951 r. brytyjski podróżnik i himalaista Eric Shipton natknął się na ślad w śniegu. Położył obok niego dla skali czekan i zrobił zdjęcie. To zostało opublikowane w prestiżowych czasopismach. Uwagę zwracała wysokość, na jakiej zrobiono fotografię - 6 tys. metrów n.p.m. Ślad był zdecydowanie za duży jak na człowieka. Co więcej, nie przypominał śladu żadnego zwierzęcia. Konkluzja była natychmiastowa: nieznany stwór, żyjący głęboko w Nepalu. Krytycy natychmiast odparli, że mógł to być ślad zwierzęcia, a jego rysy zanikły w roztopionym śniegu, jednak teoria spiskowa, niczym lawina, którą yeti mógł wywołać, nabierała na sile.

Eric Shipton porównujący wielkość swojej stopy do wielkości śladów, które miał pozostawić Yeti.
Eric Shipton porównujący wielkość swojej stopy do wielkości śladów, które miał pozostawić Yeti.Christies/Bournemouth News/REX/EAST NEWSEast News

Jednak wspomniana już nadzieja jest matką głupców. I tutaj, zupełnie nieprzypadkowo, pojawiła się redakcja brytyjskiego brukowca "Daily Mail", która w 1953 r. wysłała swoją ekspedycję. Efekty? Odnaleziono skalp yeti, który po analizie okazał się nie być ani skalpem, ani należeć do ssaka naczelnego.

Opóźnienia w internecie

Swoje trzy grosze dorzuciła także armia indyjska, która w 2019 r. na Twitterze opublikowała dowody na istnienie yeti: kolejne ślady w śniegu. Te odnaleziono niedaleko należącej do tego kraju bazy wojskowej.

Odkrycie indyjskich wojskowych opublikowano sześć lat po tym, jak brytyjscy naukowcy w 2013 r. definitywnie ucięli wszelkie domysły: yeti nie istnieje. Zatem do kogo należały odnalezione ślady i fragmenty ciał w Nepalu? Do niedźwiedzia. Jednak nie był to zwykły niedźwiedź. Zdaniem genetyka, prof. Briana Sykesa z Uniwersytetu Oksfordu, stworzenie najpewniej było krzyżówką niedźwiedzia brunatnego i polarnego. - Myślę, że ten niedźwiedź, którego nikt nie widział... może nadal tam być i może mieć w sobie całkiem sporo z gatunku polarnego - powiedział BBC naukowiec. - To może być pewnego rodzaju hybryda, i przez to różni się zachowaniem od zwykłych niedźwiedzi, co było podstawą do legend - podsumował w 2013 r. naukowiec.

Źródło: National Geographic, BBC

INTERIA.PL
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd na stronie?
Dołącz do nas