Reklama

​Kosowo: Z psami, ponad podziałami

Miłość może zasypać nawet największe przepaści. Nie inaczej jest w przypadku pewnego Albańczyka i Serba, których połączyła miłość do psów. Razem stworzyli schronisko, pokazując, że współpraca między zwaśnionymi narodami jest możliwa.

Choć od wojny minęło 20 lat, rany na relacjach albańsko-serbskich są nadal otwarte. Kosowo, w którym mieszkają przedstawiciele wszystkich lokalnych nacji, jest nadal podzielone. Między społecznościami albańską i serbską brakuje zaufania, a brak wspólnego języka jest dodatkową przeszkodą. Jednak 55-letniemu Albańczykowi Mentorowi Hoxha, który założył schronisko dla psów w Prisztinie, stolicy Albanii, udało się znaleźć nić porozumienia z 57-letnim Serbem.

- Połączyła nas miłość do psów - mówi agencji AFP Hoxha.

Reklama

Razem, od 2010 r., pomogli ponad tysiącu psów. W schronisku, założonym w zdominowanej przez Serbów Gracanicy, mieszka około 40 zwierząt.

Zazwyczaj psy, zanim są wypuszczone na wolność, muszą być zaszczepione i wysterylizowane. Szczenięta, oraz słabsze zwierzęta zostają w schronisku. Hoxha i Stojanovic co roku znajdują domy w zachodniej Europie dla koło 80 czworonogów.

W jednym z biedniejszych regionów Europy, schroniska dla psów są rzadkością. Po starciach Serbów z Albańczykami w późnych latach 90. liczba bezpańskich zwierząt znacząco wzrosła.

Podczas wojny w latach 1998-1999 na Bałkanach zginęło 13 tys. osób. Walki skończyły się po trzy miesięcznych bombardowaniach NATO. Wówczas Serbowie wycofali swoje wojska i zgodzili się na zarząd ONZ.

W 2008 r. Kosowo jednostronnie ogłosiło swoją niepodległość od Serbii. Nowy kraj uznało około 100 państw, poza Serbią i jej sojusznikami, czyli Rosją i Chinami.

Chcąc walczyć z problemem psów, władze Kosowa zaoferowały nagrodę dla tych, którzy psy upolują - i to dosłownie. Jednak z pomysłu wycofano się po fali sprzeciwów, którym przewodziła francuska aktorka Brigitte Bardot.

Jednak bezpańskie psy są nadal dużym problemem na ulicach Kosowa. Po ataku dzikich psów na dzieci w 2017 r. rząd przeznaczył równowartość 1,3 mln euro na czteroletni program sterylizacji. Jednak obecnie nadal 10 tys. psów nie zostało wysterylizowanych.

Właśnie z tego powodu Hoxha i Stojanovic połączyli siły. Zaskakuje ich jednak to, że kogoś może dziwić taka współpraca. - To dziwne, kiedy ludzie nas o to pytają. To zupełnie normalne, że ludzie się kolegują. Od wojny minęło 20 lat - śmieje się Hoxha.

Albańczyk i Serb poznali się przypadkiem, odkrywając, że psy są ich wspólną pasją.

Schronisko jest głównie zależne od datków i małej armii ochotników. Większość środków jest przeznaczana na szczepienia i sterylizacje. - Nasz projekt miał bardzo duży wpływ na sytuację, świadomość i podejście społeczeństwa wobec bezpańskich psów - mówi Xoxha.

Pochodząca z Kosowo twórczyni filmów i aktywistka na rzecz praw zwierząt Hana Noka zauważa jednak, że w kraju trzeba zrobić więcej na rzecz bezdomnych zwierząt. - Niektóre bezpańskie psy żyją w strasznych warunkach, pozostawione same sobie na ulicach przez cały rok. Przechodnie nie patrzą na nie - mówi.

Mimo trudnej pracy i wiecznego braku środków, Stojanovic zapewnia, że nie żałuje swojego poświęcenia. - Jeżeli miałbym znowu to zrobić, niczego bym nie zmienił. Dobrze się czuję ze zwierzętami. Jestem cały czas z psami - mówi. - Okazują wielką miłość, po prostu nie mówią - dodaje.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje