Reklama

Kryzys na rynku drzewnym: Złe zarządzanie czy prawo silniejszego?

Choć konsumenci jeszcze tego bardzo nie odczuli, rosnące ceny drewna znacząco odbiją się na naszych portfelach. Pierwszym sygnałem ostrzegawczym są droższe gazety.

Przemysł drzewny od pewnego czasu co kilka miesięcy alarmuje o pogarszającej się sytuacji w swojej branży. W lipcu proszono o zakaz eksportu drewna za granicę. Miało to zakończyć proceder, w którym drewno nieprzetworzone trafia poza Polskę, aby po przeróbce wrócić do polskich producentów. Tracą na tym tartaki, ale także i klimat, ponieważ takie drewno ma znacznie większy ślad węglowy. We wrześniu przedstawiciele branży mówili, że ich sytuacja jest katastrofalna.

Reklama

- Obecnie sytuacja jest jeszcze gorsza niż w minionych miesiącach. W październiku rozpoczęły się aukcje systemowe sprzedaży drewna na rok 2022. Stało się dokładnie to, przed czym przestrzegaliśmy. Zmiana zasad sprzedaży drewna, poluzowanie pewnych kryteriów, brak odwagi w podejmowaniu decyzji powoduje jeszcze większy wzrost cen, chaos i kompletne rozregulowanie rynku drzewnego w Polsce - mówi nam Rafał Szefler, dyrektor Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego.

Rynek w drgawkach

Właśnie na rozregulowanie rynku uwagę zwracają nasi rozmówcy. Lasy Państwowe 1 października opublikowały komunikat, w którym wyjaśniały wprowadzone zmiany na rynku drzewnym. Zwiększono m.in. pulę wolną drewna dla nowych kupujących, z 20 do 30 proc. Jednocześnie wprowadzono zapisy promujące kupujących z Unii Europejskiej. To zostało skrytykowane przez część organizacji zajmujących się obróbką, kupnem i sprzedażą drewna. - To jest ta zła, a nie dobra zmiana. Do tej pory podział rynku wyglądał tak, że 80 proc. surowca było na portalu leśno-drzewnym, czyli aukcjach dla przedsiębiorców, którzy mają historię zakupów. 20 proc., co i tak było dużo, przekazywano na aukcje wolne, gdzie drewno może kupić każdy: piekarz, szewc, cukiernik, nawet pan. Wystarczy mieć wystarczającą ilość gotówki. A teraz proporcje zwiększono na naszą niekorzyść - tłumaczy Szefler.

Jednocześnie dyrektor PIGPD podkreśla, że sam kierunek zmian jest dobry. Jednak sytuacja, w której polski przedsiębiorca jest traktowany na równi na przykład z rumuńskim, nie jest słuszna "i chyba nie tak miało być".

 - To jest część globalnego problemu. To zamieszanie jest związane z pandemią, ale także ze skutkami kryzysu klimatycznego, które są ostatnio mocno odczuwalne w europejskich lasach. Do tego dokłada się to, jak ten rynek jest u nas zorganizowany, a tak naprawdę jak jego organizacja jest obecnie zmieniana. Likwidowane są pewne zabezpieczenia i tę sytuację wykorzystują eksporterzy, którzy wysyłają drewno na przykład do Chin - wyjaśnia w rozmowie z nami Krzysztof Cibor z Greenpeace Polska.


Efekt drewnianego motyla

Faktycznie, sytuacja na rynku drzewnym jest trudna na całym świecie. W sierpniu niemiecki magazyn branży rzemieślniczej "Handwerksblatt" pisał, że braki surowca są na tyle duże, że stolarze i dekarze musieli być wysłani na tzw. postojowe. "Coś jest nie tak z rozwojem cen. Cena zwykłego drewna skoczyła o 60-80 proc., cena łaty dachowej nawet o 180 procent" - tak wówczas mówił Raban Meurer, właściciel firmy dekarskiej z Kolonii. Jego zdaniem sytuacja jest "katastrofalna".

Przyczyny kryzysu tkwią w Stanach Zjednoczonych i Chinach. Oprócz pożarów lasów w Kalifornii i inwazji szkodników w Kanadzie, jest tam także duży boom na domy, przez co na tamtejszych rynkach wzrosło zapotrzebowanie na drewno.

- Jest jeszcze gorzej, niż w maju. Tak absurdalnych cen nigdy nie było. Ceny drewna przeniosą się na końcowe ceny produktów - czyli kolejne podwyżki. Od wielu tygodni jeżdżę i rozmawiam z szefami tartaków, od małych, po wielkie firmy. Każdy mówi, że drewno będzie o 25-30 proc. droższe niż w roku ubiegłym. Przedsiębiorcy mają dociskaną śrubę, jak tylko można - opowiada nam Szefler.

Tutaj powraca kwestia gospodarki leśnej. Problemem jest nie tylko sam eksport drewna, ale i brak jego recyklingu, a także wzrastający poziom wycinki. Krzysztof Cibor przypomina nam, że obecnie Lasy Państwowe wycinają ponad 70 proc. tego, co rocznie przyrasta. To, że coraz większa wycinka jest widoczna, sygnalizują mieszkańcy, którzy alarmują o tym Greenpeace Polska. Zdaniem Cibora "wycinki można ograniczyć, konieczne jest jednak rozsądne podchodzenie do surowca - mniej eksportu, mniej spalania, więcej trwałych zastosowań takich jak w meblarstwie i budownictwie". Inaczej, jak nam mówi, niedługo powierzchni lasów może zacząć ubywać.

Jednocześnie Cibor podkreśla, że Greenpeace "nie chce zakończenia gospodarki drzewnej". Ważna jest jednak zmiana priorytetów i kładzenie większego nacisku na kwestie ochrony klimatu i funkcje społeczne lasu. Do tego często pomijana ma być także kwestia ochrony miejsc cennych przyrodniczo, jak planowanego Turnickiego Parku Narodowego. - Tam powinno się przestawić lokalną gospodarkę z podejścia surowcowego, na turystykę. Zielona transformacja lokalnych społeczności jest bardzo ważną częścią tej zmiany. Nie chodzi tylko żeby wycofać harvestery, ale by ludzie, którzy z tego do tej pory żyli, dalej mieli pracę. Zmiany w sposobie tego jak gospodarujemy lasami są konieczne zarówno z punktu ekonomicznego, przyrodniczego, ale też z perspektywy walki z kryzysem klimatycznym - tłumaczy.

Strach o przyszłość

Lasy Państwowe tłumacząc zmiany w rynku wyjaśniały, że mogą jedynie kontrolować samą sprzedaż drewna, jednak za eksport nie odpowiadają. Wprowadzona reforma ma pomóc przedsiębiorcom, jednak ci są nieprzekonani. - Wiadomo, że o literalnym zakazie eksportu drewna nie ma co mówić. Za kilka dni będzie spotkanie zespołu ds. biogospodarki, które będzie poświęcone sytuacji rynku drzewnego. Ma na nim być m.in. minister klimatu i szef Lasów Państwowych. Mam nadzieję, że dojdziemy do porozumienia i wprowadzimy korekty do obowiązujących zasad. Już teraz mamy katastrofę. Strach pomyśleć, co będzie, jeżeli nic się z tym nie zrobi - mówi Szefler.

Na razie pozostaje strach, ponieważ nie wiadomo, jak dokładnie sytuacja odbije się na cenie produktów. W sierpniu branża drzewna ostrzegała, że cena kantówki łączonej, niezbędnej do produkcji okien, tylko w ciągu jednego roku wzrosła z 2,1 tys. zł do 4,5 tys. zł za m3. To oznacza, że polscy producenci nie będą w stanie utrzymać stałych cen okien. Podrożały już gazety. Tydzień temu portal Wirtualne Media informował, że "Tygodnik Powszechny" jest droższy o złotówkę, a "Dziennik Gazeta Prawna" o 60 groszy. Jednak zdaniem ekspertów to dopiero początek podwyżek produktów związanych z drewnem.

Piotr Grzesiak

Poprosiliśmy Lasy Państwowe o komentarz, jednak nie uzyskaliśmy odpowiedzi. Podobny problem mieli pozostali dziennikarze naszej redakcji, którzy, przygotowując teksty, nie otrzymali odpowiedzi od Lasów Państwowych.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje