Reklama

​Przemysław Białkowski podcast: Baśnie na rowerze

Dzięki przedstawieniu dzieci potrafią się na chwilę zatrzymać, a dorośli powracają do swojego dzieciństwa - mówi w rozmowie z Przemysławem Białkowskim Robert Poroziński, autor i pomysłodawca mobilnego Teatru Miejsca.

To historia, która wydarzyła się dzięki miłości do kilku rzeczy, i jak zapewnia jej bohater, nic nie działo się przypadkiem. Robert Poroziński wsiadł na rower i postanowił przybliżyć ludziom teatr lalek. Na szczęście - jak sam mówi - nie wiedział, jak wielkie to wyzwanie.

- Gdybym słuchał wszystkich ostrzeżeń, czy miał jakieś doświadczenie, to decyzję podejmowałbym z większą ostrożnością, ale tutaj rzuciłem się na duże fale. To tak jak z dzieckiem: dziecko nie boi się lwa, bo nie wie, że lew może mu zrobić krzywdę - wyjaśnia Poroziński.

Reklama

Dla artysty posiadanie własnego teatru obwoźnego było długo niezrealizowanym marzeniem. Wcześniej tworzył duże lalki uliczne, które wymagały obsługi wielu aktorów. Twórca Teatru Miejsca zmniejszył swoje lalki, a inspirację czepiał z teatrów kamishibai oraz Retablo. Połączył je ze swoim "baśńcyklem", co dało teatr obwoźny.

Poroziński podkreśla, że w takiej pracy wszystko zależy od niego. Zarówno trasa, wybór miejsca przedstawienia, jak i całe zaplecze. To wolność, którą docenia każdy artysta.

Na swój repertuar lalkarz wybrał trzy baśnie Andersena: Brzydkie Kaczątko, Baśń o dzielnym ołowianym żołnierzyku, oraz Dyrektor teatru marionetek. Artysta podkreśla, że wybrał je przypadkowo, choć potem zrozumiał, że w życiu nie ma żadnego przypadku. Na swojej drodze spotykał bowiem ludzi, którzy są dokładnie tacy, jak bohaterowie bajek, które prezentował.

Ważną była także kwestia doboru roweru. Padło na rower cargo, zdolny do przewożenia większych rzeczy. Skrzynia, którą kilka lat wcześniej przygotował, idealnie pasowała do roweru.

Dziennie artysta pokonuje od 80 do nawet 150 km, co przy tak ciężkim rowerze jest nie lada wyzwaniem. Duże znaczenie ma też pogoda oraz sama trasa. Poroziński wspomina o nadal huczących w jego głowie odgłosach przejeżdżających ciężarówek. Jednak, jak mówi, kocha lalki, kocha teatr i kocha rower. I to właśnie miłość pozwala ekologicznie prezentować światu pasję, która jednocześnie przynosi radość innym.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy