W skrócie
- Stacja badawcza o konstrukcji przypominającej aluminiowe igloo rozpoczęła misję wśród arktycznych lodów, gdzie ma dryfować miesiącami.
- Projekt obejmuje udział ok. 30 instytucji badawczych z 12 państw, a stację zaprojektowano do pracy w ekstremalnych warunkach i badania zmian klimatycznych.
- Naukowcy planują pobrać ponad 10 tys. próbek wody oraz są przeszkoleni w zakresie bezpieczeństwa ze względu na zagrożenie ze strony niedźwiedzi polarnych.
- W planach są kolejne misje w Arktyce - zarówno latem, jak i zimą. Projekt ma potrwać aż do 2045 r.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Specyficzny kształt Stacji Polarnej Tara pozwala jej wytrzymywać nacisk lodu i dryfować przez wiele miesięcy w kontrolowany sposób wraz z pokrywą lodową, aby badać bioróżnorodność i wpływ zmian klimatycznych.
Tara Polar Station rusza na Arktykę. Będzie badać zmianę klimatu
Chociaż statek został zbudowany we Francji, w ekspedycji bierze udział ok. 30 ośrodków badawczych z 12 krajów - w tym Niemiec, Kanady, Hiszpanii, USA, Szwajcarii i Japonii. - Ocean Arktyczny był rzadko badany, a już teraz ulega znaczącym zmianom. Przechodzi dużą transformację - powiedział Romain Trouble, dyrektor wykonawczy Fundacji Tara Ocean. - Nie można zrozumieć tego środowiska, jeśli spędza się tam tylko dwa miesiące w roku - dodał.
Statek wypłynął z zachodniego portu Francji w Lorient w obecności francuskiej minister ds. gospodarki morskiej Catherine Chabaud i przy wiwatach setek ludzi na nabrzeżu. Pływające laboratorium - w kształcie igloo ustawionego na dużej boi - zaprojektowano tak, aby wytrzymywało napór lodu morskiego i temperatury sięgające nawet -52°C.
Począwszy od połowy sierpnia, stacja będzie przemieszczać się na wschód wzdłuż rosyjskiego wybrzeża, czemu będzie towarzyszył lodołamacz torujący szlak. We wrześniu statek zostanie uwięziony w polarnym lodzie, a następnie ma dryfować ze średnią prędkością 10 kilometrów dziennie, docierając ostatecznie do cieśniny Fram - między Grenlandią a Svalbardem - pod koniec 2027 r.
Misja: zebrać 10 tys. próbek arktycznej wody. I nie dać się zjeść niedźwiedziom polarnym
Zaplanowano dziesięć takich ekspedycji w latach 2026-2045, mają się odbywać co dwa lata. Zimą załoga będzie liczyć 12 osób, w tym sześciu naukowców, a latem do 18 osób. Międzynarodowa załoga została starannie wybrana po testach medycznych, psychologicznych i ćwiczeniach z budowania zespołu.
- Nie szukaliśmy samotnych zdobywców bieguna. Chodziło raczej o ludzi, którzy dobrze się dogadują i są w stanie wspólnie funkcjonować w zamkniętej, ograniczonej przestrzeni - powiedziała Clementine Moulin, dyrektor ekspedycji.
Ci, którzy zostaną na zimę, będą musieli zmierzyć się z pięcioma miesiącami nie tylko całkowitej ciemności, klaustrofobii i ekstremalnego zimna, ale także z obecnością niedźwiedzi polarnych.
- Niedźwiedzie to naprawdę poważna sprawa - przyznaje Eric Pelletier, 58-letni badacz genomiki i członek załogi. - To nie jest proste - niedźwiedź jest u siebie, przyzwyczajony do polowania i potrafi chować się za bryłami lodu.
Każdy członek załogi przeszedł szkolenie z obsługi broni palnej na wypadek ewentualnych ataków, a specjalnie wyszkolony pies będzie towarzyszył załodze, by pomóc wypatrywać zbliżających się zwierząt.
Wykorzystując otwór w kadłubie i szeroką gamę pokładowych instrumentów, naukowcy zbiorą ponad 10 tys. próbek wody, powietrza i lodu morskiego. - Na biegunie północnym istnieje bioróżnorodność wyjątkowo przystosowana do tego środowiska. Jeżeli warunki się zmienią, ta bioróżnorodność może zniknąć - mówi Trouble. - Możemy potencjalnie utracić cały rozdział ewolucji życia na tej planecie, zanim zdążymy go udokumentować - ostrzega.













