Czy w Bałtyku są wieloryby? Przypływają coraz częściej. To zły znak
To zawsze jest sensacja, bo nie przywykliśmy do tego, że wieloryby pojawiają się w Bałtyku. Wszak jedynym rodzimym waleniem żyjącym tu na stałe jest morświn zwyczajny. Kiedy więc pojawia się w Morzu Bałtyckim humbak czy inny wieloryb, mamy atrakcję, jakich mało. I problem, jakich mało, bo takie wizyty często kończą się tragicznie.

W skrócie
- Wieloryby, w tym humbaki, coraz częściej pojawiają się w Bałtyku, co przyciąga uwagę mieszkańców wybrzeży.
- Niskie zasolenie i specyficzne warunki Bałtyku są problematyczne dla wielorybów, prowadząc do problemów zdrowotnych i dezorientacji.
- Częstsze pojawianie się wielorybów na Bałtyku może być związane z trudnościami zwierząt podczas migracji w zanieczyszczonych akwenach.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Można się załamać. Tyle włożonego wysiłku, tyle zaangażowanych osób i ciężkiego sprzętu, podkop zrobiony przez pogłębiarki, a jednak humbak, który utknął w Bałtyku wciąż wpada na mieliznę. Jak informowaliśmy w Zielonej Interii, zamiast odpłynąć na szerokie wody (bo i na Bałtyku je znajdziemy), on wciąż grzęźnie na płyciznach i ponownie nie może się wydostać. Ta historia pokazuje, że przypłynięcie wieloryba na Morze Bałtyckie to znacznie większy problem niż atrakcja.
Dla ludzi to duże przeżycie. Ani Polacy, ani Niemcy, ani Łotysze czy inni mieszkańcy wybrzeży bałtyckich nie mają na co dzień okazji obserwować wielorybów. Nie przypływają tu regularnie, nie sposób u nas organizować ogromnych atrakcji turystycznych, jakimi na całym świecie są rejsy z obserwowaniem waleni.
Morze Bałtyckie kiedyś było jeziorem
Dlaczego tak się dzieje? Na pierwszy rzut oka wyjaśnienie może przynieść mapa - Morze Bałtyckie jest zamknięte, jeszcze nie tak dawno, bo 12 tys. lat temu było Bałtyckim Jeziorem Lodowym i stało się morzem dopiero po ustąpieniu lądolodu. To specyficzny i zamknięty akwen, na który można się przedostać i z którego można się wydostać tylko wąskimi cieśninami duńskimi wokół jutlandzkich wysp.
Sund w najwęższym miejscu ma 4,5 km i najmniejszą głębokość maksymalnie 48 metrów. W najpłytszych miejscach to tylko siedem metrów. Wąsko i ciasno, aczkolwiek to wystarcza żeby przedostać się na Bałtyk i z niego wypłynąć. Dowodem są choćby polskie okręty podwodne ORP Orzeł i ORP Wilk, które przemknęły do Anglii pod nosem Niemców przez te cieśninę. ORO Orzeł miał 84 metry długości, a ORP Wilk - 78 metrów, więcej niż jakikolwiek wieloryb.

Nic dziwnego, że i wieloryby tu wpływają, zwłaszcza te najbardziej ciekawskie i skore do podróży na duże odległości. Do takich należy właśnie humbak, czyli znany z migracji i pięknego śpiewu, a także wyskoków z wody długopłetwiec oceaniczny, łatwy do rozpoznania po długich, białych płetwach.
Jak jednak podawaliśmy w Zielonej Interii, w Bałtyku zjawiały się jednak także wieloryby biskajskie, sejwale, pływacze szare, prawdopodobnie także kaszaloty, a nawet finwale, czyli drugie co do wielkości zwierzęta na świecie (po płetwalu błękitnym). To zwierzęta o długości kilkunastu, nawet 20 metrów.
Bałtyk mnie jest odpowiednim morzem dla wielorybów
Bałtyk jest także akwenem płytkim. Największa głębia znajduje się koło Szwecji i wynosi 459 metrów. Większość wód bałtyckich jest jednak płytsza, co nie jest idealne dla wielorybów. Wejście zwierząt na mieliznę, jak ostatnio w wypadku humbaka koło Lubeki, może sugerować, że płytkie morze to problem. W rzeczywistości - mniejszy niż zakładamy.
Większy kłopot stanowią warunki panujące w wodach Bałtyku i jego niskie zasolenie. To zaledwie 7-8 gramów soli na litr wody, co oznacza, że jest pięciokrotnie słabsze niż w oceanach. Najsilniejsze zasolenie mamy właśnie w rejonie Danii i cieśnin duńskich, więc tam wieloryby nie spodziewają się jeszcze problemów, gdy napotykają 20 gramów soli na litr wody.
Im dalej w głąb Bałtyku, tym bardziej ono jednak spada i zaczynają się kłopoty. Wieloryby mają problem z nawigacją w tak słodkiej wodzie, a nade wszystko wpływa ona na funkcjonowanie ich organizmu. Przy okazji dramatu humbaka pod Lubeką biolog morski Robert Lehmann podawał, że tak niskie zasolenie wody jak w tym rejonie sprawia, że skóra zwierząt staje się bardziej rozmiękczona, a woda wnika do komórek. To źle wpływa na narządy i tkanki walenia, a na skórze pojawiają się obrzęki i rany. Zwierzę nie jest dostosowane do życia w takim morzu. I katastrofa gotowa.

Wieloryb w Bałtyku to atrakcja dla nas, problem dla niego
Problem w tym, że nie mamy wciąż pełni wiedzy na temat tego, jak zasolenie wpływa na organizmy wielorybów i ich możliwości nawigacyjne. Na pewno im niższe, tym gorzej. I to właśnie poziom soli może być powodem dużych problemów, jakie wieloryby mają z opuszczeniem Bałtyku. To morze oznacza dla nich konsternację, dezorientację, prawdopodobnie także ból i kłopoty zdrowotne. Wpłynięcie wieloryba do Morza Bałtyckiego to atrakcja dla nas, ale cierpienie i problem dla niego.
A takie sytuacje - niegdyś sporadyczne - teraz zdarzają się częściej. W tym roku mamy humbaka w Szlezwiku-Holsztynie w Niemczech, w zeszłym roku humbaki pojawiały się koło Rugii i przy Międzyzdrojach w Polsce, gdzie zaplątał się zresztą w sieci. Waleń był też w pobliżu Gdańska.
Częstsze wpływanie wielorybów na Bałtyk może być spowodowane szerszym i nie do końca rozpoznanym problemem, jaki zwierzęta te mają z migracjami w morzach i oceanach pełnych zanieczyszczeń, w tym zanieczyszczeń hałasem. To może sprawiać, że zbaczają z kursu, gdyż zwyczajowa trasa żadnego gatunku wieloryba płynącego przez Atlantyk z wód polarnych ku jego środkowej części i z powrotem na pewno nie jest Bałtyk. To anomalia, która sprawia, że w kłopoty pakuje się i samo zwierzę, i ludzie próbujący mu potem pomóc.














