W Ogrodzie Saskim w Lublinie zamiast sztucznych odstraszaczy "niegrzecznych" ptaków wykorzystano naturalne metody. Nad porządkiem wśród czuwa bowiem jastrzębica o imieniu Zadra, która pracuje wraz z sokolnikiem Mateuszem Maćczakiem.
Praca sokolnika polega na obserwacji terenu i reagowaniu w momencie pojawienia się gawronów. Drapieżny ptak jest wypuszczany w powietrze, co wystarcza, by odstraszyć inne ptaki bez wyrządzania im krzywdy. Sokolnik tłumaczy, że nie chodzi o eliminację, lecz o zmianę miejsca bytowania gawronów. Docelowo mają przenieść się poza park.
Gawrony szybko uczą się…
Sokolnik przekonywał, że metoda jest zaskakująco efektywna. Jak twierdzi Mateusz Maćczak gawrony szybko uczą się, gdzie nie należy zakładać gniazd.
Szukają spokojniejszych miejsc, zwykle na obrzeżach miasta. Dzięki temu park zostaje „oczyszczony”, a jednocześnie nie robimy tym ptakom krzywdy

To nie zabijanie, tylko wypychanie
Cały proces ma charakter kontrolowany. Ptak nie działa samodzielnie. To człowiek musi stale nad nim panować, aby nie doszło do polowania na inne gatunki.
To wciąż dzikie zwierzę
Praca ta wymaga dużego doświadczenia i koncentracji, ponieważ drapieżnik może reagować instynktownie.
Kluczowy moment: wiosna
Tego typu działania są szczególnie intensywne w marcu i kwietniu. To wtedy gawrony poszukują miejsc lęgowych, więc odpowiednio wczesne odstraszanie rozwiązuje problem na cały sezon.
Jednak przerwy w działaniach mogą sprawić, że ptaki wrócą, by ponownie sprawdzić teren.
To nie jest odosobniony przypadek
Podobne działania już wcześniej opisywaliśmy. W Białej Podlaskiej rozważano płoszenie ptaków z użyciem sokołów w ramach budżetu obywatelskiego.
Pomysł wzbudził duże kontrowersje. Przyrodnicy alarmowali, że może być "wysoce szkodliwy dla przyrody", zwłaszcza dla gawronów, których liczebność spada. Eksperci zwracali uwagę, że takie działania nie eliminują problemu, a jedynie przenoszą go w inne miejsca.

















