W piątek ok. południa na warszawskim Bemowie przy ul. Markiewicza zaobserwowano dzika. Zwierzę spało na placu zabaw. Informację w tej sprawie przekazała organizacja "Nie trzaskać dzików". "Policja nie pozwala otworzyć furtki" - poinformowano.
"Dzik nie stanowi zagrożenia, jest spokojny. Odpoczywa. Wystarczyłoby otworzyć furtkę. Jedna osoba próbowała to zrobić, została wypchnięta przez policjanta poza teren" - przekazała inicjatywa "Dziki zostają".
Ok. 14:00 na miejscu pojawili się pracownicy Lasów Miejskich Warszawa - jednostki zajmującej się dzikimi zwierzętami w mieście. W obronie dzika zbierało się coraz więcej ludzi, policja próbowała rozwiązać zgromadzenie - relacjonują świadkowie.
W mediach społecznościowych prowadzono na żywo relację z zaistniałej sytuacji. Na nagraniach widać, że miejsce chroniło w pewnym momencie nawet kilkadziesiąt funkcjonariuszy i funkcjonariuszek policji.
Zebrane na miejscu aktywistki próbowały rozmawiać z policją i argumentowały, że nie ma podstaw prawnych do rozwiązania spontanicznego zgromadzenia. Funkcjonariusze w odpowiedzi zaczęli legitymować i "spisywać" kobiety.
Ok. godz. 17:00 inicjatywa "Dziki zostają" przekazała, że zwierzę zostało zabite. "Nikomu nie zagrażał. Mimo dużej ilości osób, był spokojny" - napisali działacze o dziku.
Kolejny dzik zabity w Warszawie. Jest reakcja policji i Lasów Miejskich
O komentarz w sprawie poprosiliśmy Komendę Stołeczną Policji. - Policjanci będący na miejscu przede wszystkim dbali o bezpieczeństwo osób postronnych na czas działań pracowników Lasów Miejskich, by nikomu nic się nie stało - przekazał w rozmowie z Zieloną Interią mł. asp. Bartłomiej Śniadała z zespołu prasowego KMP. - Chodziło o zapewnienie bezpieczeństwa - zaznaczył nasz rozmówca.
Pytania odnośnie zdarzenia chcieliśmy zadać też Lasom Miejskim Warszawa. Dyżurujący strażnik ds. łowiectwa obsługujący całodobowy numer interwencyjny (mężczyzna odmówił podania swoich danych) nie chciał udzielić naszej redakcji żadnych informacji i odesłał nas do sekretariatu. Ten jednak działa tylko w dni robocze w godzinach 7:30-15:30 (przypomnijmy, że informacja o śmierci dzika pojawiła się ok. 17:00).
- Zabili go. Siłowo. Sprowadzając całe oddziały policji na tego jednego dzika i aktywistów. Nie mam słów. Nie mam - skomentowała w mediach społecznościowych Karolina Kuszlewicz, prawniczka zajmująca się ochroną praw zwierząt.
To nie pierwsza taka sytuacja w Warszawie
To nie pierwsza taka sytuacja w Warszawie. W Wielkanoc szerokim echem odbiła się interwencja, podczas której Lasy Miejskie zabiły sześć dzików i ich ciała wrzucono do pojemników na śmieci. Wcześniej na jednym z placów zabaw na Bemowie uśmiercono 16 dzików, mimo że według relacji mieszkańców nie były agresywne.
Po kilku dniach medialnej burzy Lasy Miejskie Warszawa przeprosiły za "narażenie na widok usypiania dzików". "Zdajemy sobie sprawę, że było to doświadczenie trudne i niepokojące" - dodano.











