Reklama

​Miłość i śmierć na rykowisku. Spór o polowania

Co roku samce jeleni walczą o partnerki podczas rykowisk. Organizacje pozarządowe apelują o pozostawienie zwierząt w spokoju. Nie zgadzają się z tym myśliwi, dla których to dobra okazja do zdobycia trofeum.

Krzyk byka, od którego wzięła się nazwa "rykowiska", czasami można usłyszeć nawet z kilku kilometrów. To symbol siły jeleni. Im mocniejszy ryk, tym silniejsze zwierzę. To jednak dopiero początek starań o partnerkę. Sam ryk jest nawoływaniem dla przeciwnika. Potem samce walczą, zderzając się porożem. Lasy Państwowe na swojej stronie piszą, że byk w "hormonalnej burzy" za przeciwnika może wziąć nawet człowieka. 

I nawet w tym czasie, kiedy jelenie są nabuzowane, myśliwi biorą je na celownik.

Reklama

Dominik Szary, rzecznik Polskiego Związku Łowieckiego (PZŁ), w odpowiedzi na nasze pytania tłumaczy, że nie da się uniknąć polowań podczas rykowiska. "Roczne Plany Łowieckie zatwierdzane przez Lasy Państwowe i opiniowane przez wójtów gmin, przewidują odpowiednią pod względem wieku i płci strukturę pozyskania. Ma to służyć utrzymaniu populacji zwierząt łownych w optymalnej kondycji. Część osobników jelenia szlachetnego, przewidzianą do pozyskania w Rocznych Planach Łowieckich można pozyskać właściwie tylko podczas rykowiska" - napisał nam Szary.  

Zakaz wstępu

Ekolodzy twierdzą, że podczas rykowiska zagrożone są nie tylko zwierzęta, ale i ludzie. Tak było na przykład w połowie września, gdy myśliwy na Kaszubach postrzelił 14-letniego chłopca, czy rok temu, gdy od kuli myśliwego zginął 16-latek. Nawet jeśli nie dojdzie do tragedii, to ktoś, kto znajdzie się w jego okolicy, nawet nieświadomie, może narazić się na grzywnę. 

Jest to możliwe dzięki zeszłorocznym zmianom w prawie łowieckim. Do 2020 r. nie można było wchodzić na tereny, gdzie prowadzono odstrzał związany z walką z afrykańskim pomorem świń (ASF). Obecnie te restrykcje są rozszerzone na wszystkie rodzaje polowań. Za wejście na taki teren grozi grzywna. 

- Według naszej wiedzy kar jako takich nie było, natomiast trwają procesy w tej sprawie. Nawet jeżeli nie ma pewności czy te grzywny będą to efekt jest taki, że obywatele boją się wchodzić do lasu. Boją się konfrontacji z myśliwymi, którzy są tam panami i władcami łowisk i którzy mogą w każdej chwili zagrozić im procesem za przebywanie na terenie powszechnie dostępnym. Co więcej, może to się zdarzyć nawet na naszej prywatnej działce - tłumaczy Monika Stasiak z Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot. 

Rzecznik PZŁ tłumaczy, że polowanie "jest elementem gospodarowania populacjami zwierząt łownych i ma istotne znaczenie dla utrzymania optymalnej liczebności i struktury tych populacji". W ten sposób myśliwi mają chronić gospodarkę rolną, leśną i rybacką przed nadmiernymi szkodami. Co więcej, zdaniem Szarego, "wszelkie celowe działania związane z utrudnianiem wykonywania polowania należy odbierać, jako wymierzone w gospodarkę narodową".

Faktycznie, procesy o których wspominała nam Monika Stasiak dotyczą przypadków, w których ludzie na przykład chcą zwrócić uwagę myśliwym na to, że strzelają do gatunków chronionych.

Teoria, a praktyka

W teorii, o czym zapewnia nas rzecznik PZŁ, polowania zbiorowe zawsze są oznaczone "odpowiednimi tablicami informacyjnymi". Oprócz tego, o planowaniu polowania informowane są urzędy gmin, które mają obowiązek przekazać taką informację mieszkańcom.

Jednak według Stasiak, teoria znacznie różni się od praktyki: oznaczenia są niekompletne, lub wcale ich nie ma, a niektóre polowania nie są zgłaszane. Przez to, kiedy myśliwi używają pocisków strzeleckich, przeznaczonych na grubszą zwierzynę, jak dziki czy jelenie, mogą zranić bądź zabić osobę postronną.  

Myśliwi odpowiadają, że nad polowaniami jest nadzór m.in. Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Co więcej, zdaniem rzecznika PZŁ, działania myśliwych "kontrolowane są przez Państwową Straż Łowiecką, Straż Leśna, Inspekcję Weterynaryjną oraz Policję".

Organizacje pozarządowe odpowiadają: nadzór jest za słaby, co widać na przykładzie rykowisk. Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot od lat próbuje wprowadzić moratorium na polowanie na jelenie na te kilka tygodni, kiedy są one szczególnie wrażliwe. - Myśliwi wykorzystują bezbronność samców. Tutaj chodzi o trofea, a nie o selekcję, jak mówią polujący. To powinien być czas miłości, a nie śmierci - podsumowuje aktywistka. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje