Miał być powrót do natury. Skończyło się zniszczeniem tam bobrów
Przy okazji renaturyzacji rzeki Nidy zniszczono sześć tam bobrowych i to w okresie ochronnym. Zaalarmowano służby i resort klimatu. Wyjaśnienie okazuje się prozaiczne - wykonawca prac nie złożył wniosku o zgodę na takie działanie. Stanie przed sądem. Czy to sprawę kończy? Materiał Adrianny Borowicz.

Zaczęło się od tych zdjęć zrobionych przez przyrodników w okolicach Młodzaw Małych w Świętokrzyskiem. - Według naszej inwentaryzacji sześć tam zostało zniszczone, odsłonięte nory - relacjonuje Jacek Morawski ze Stowarzyszenia "Nasz Bóbr".
Świętokrzyskie. Renaturyzacja skończyła się zniszczeniem tam bobrów
A paradoksalnie projekt inwestycyjny miał w nazwie "renaturyzacja". Na Zespół Świętokrzyskich i Nadnidziańskich Parków Krajobrazowych, który za teren odpowiada, wylała się fala hejtu. Bo faktycznie, firma wykonująca prace w terenie nie miała zgody na zniszczenie tam bobrowych. Sprawą zajmuje się policja.
- Właściciel firmy złożył zeznanie, przyznał się do tego, że to zrobił. Pewnie zostanie ukarany zgodnie z postanowieniem. I deklarował, że zrobił to nieumyślnie, mówiąc kolokwialnie - z głupoty - mówi Tomasz Halatkiewicz, dyrektor Zespołu Świętokrzyskich i Nadnidziańskich Parków Krajobrazowych.

Prace wstrzymano do momentu uzyskania niezbędnych zgód od Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Kielcach. W tym momencie rozbiórka tam bobrowych, pogłębianie rowów może być dla zwierząt niebezpieczne.
Na terenie - według szacunków zespołu parków - mogą mieszkać dwie rodziny bobrowe. Na szczęście, i to już pewne, zwierzęta nie ucierpiały. Po tygodniu już otworzyły tamy.
Teren, gdzie mieszkają bobry to delta Nidy. Najcenniejszy jest tam las łęgowy, które w całej Unii Europejskiej są skrajnie zagrożone. Lasy łęgowe potrzebują przepływu wody, który gwarantuje system rowów. To właśnie one miały zostać odtworzone, a woda - zatrzymana.
Pojawiły się jednak kolejne kontrowersje, bo do zatrzymywania wody konieczne są zastawki, a te mają być betonowe. Jak jednak tłumaczą pracownicy parków krajobrazowych, jest to konieczne, ponieważ alternatywa - czyli zastawki drewniane - zgniją po kilku latach.










