W skrócie
- Sadownicy określają skutki kwietniowych i majowych przymrozków jako najpoważniejsze od lat, z całkowitym zniszczeniem upraw w niektórych regionach.
- Straty w sadach sięgają nawet 100 procent, a dodatkowym problemem jest utrzymująca się susza.
- Eksperci przewidują wzrost cen owoców i wskazują, że dokładna skala strat będzie znana po zakończeniu szacowania szkód.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
W gospodarstwie Marcina Lisa pod Grójcem straty po przymrozkach sięgają 40 proc.
Marcin Lis, sadownik, producent jabłek grójeckich mówi, że sytuacja była na tyle wyjątkowa i niespotykana, że mieliśmy do czynienia z czterema nocami nie z przymrozkiem, ale z mrozem, bo to nawet trudno nazwać przymrozkiem. "Przymrozek jest do trzech stopni, a my w naszym regionie mieliśmy temperatury sięgające do -6 stopni" - mówi.
Co się stało w polskich sadach?
Dużą część sadów udało się uchronić tylko dzięki sprawnie działającemu systemowi antyprzymrozkowemu. Choć i ten jest zaprojektowany na niewielkie spadki temperatury.
"Zazwyczaj to jest jedna, dwie noce, gdzie temperatury spadają poniżej zera do -2, -3 stopni i wtedy już są straty, ale te straty nie były tak dotkliwe jak w tym roku. Ja, jak żyję, nie pamiętam takiej sytuacji" - dodaje Marcin Lis.
Na Lubelszczyźnie było jeszcze gorzej. Tam straty w uprawach sięgają 80, a nawet 100 procent. I to pomimo zadymiania sadów oraz palenia ognisk przez wszystkie zimne noce.
"Zbyt niska temperatura po prostu. Jakby było tak -2, -3 stopnie, to by się to obroniło jeszcze. To już jest zabójstwo dla kwiatów" - stwierdza sadownik.
Kilka czynników odpowiada za mróz
Fizyk atmosfery Michał Brennek zauważa, że na obecną klęskę w sadownictwie nałożyło się kilka czynników. "Dużo wcześniej zaczynają rośliny, dużo częściej mamy przymrozki i dużo później. To są takie trzy czynniki, które powodują, że sadownicy nie mają najlepiej. Jeśli dołożymy do tego jeszcze suszę, bo proszę pamiętać, że zimne masy powietrza to masy, które nie przynoszą opadów, mamy receptę na kryzys" - mówi.
Naukowiec ostrzega, że anomalie będą się powtarzać, bo lody Arktyki topnieją coraz bardziej, a jak mówi, mało lodu w Arktyce to mniejszy kontrast pomiędzy zwrotnikiem a biegunem. Tym samym zimne masy powietrza są w stanie docierać bardzo daleko na południe.
Anomalie pogodowe mogą mieć wymierny wpływ na dostępność oraz ceny owoców. Tłumaczy to Paulina Sobiesiak-Penszko z Instytutu Strategii Żywnościowej Grunt: "To, co się dzieje w rolnictwie, przełoży się na ceny żywności, czyli po prostu owoce będą znacznie droższe, więcej będziemy za nie płacić. Trudno powiedzieć, czy dostępność produktów będzie mniejsza, ale zapewne będą one droższe".
Ceny z pewnością pójdą w górę, bo strefa przymrozków objęła duży obszar kraju. "Przymrozki miały charakter rozległy. Objęły bardzo dużą część Polski, co oznacza, że straty nie będą punktowe - są rozległe".
W sadach trwa właśnie szacowanie szkód. Wielkość przymrozkowej klęski poznamy dopiero w czerwcu, gdy wszystkie straty zostaną dokładnie policzone.










