Reklama

Chiny wyłączyły reaktor atomowy. Były obawy o wyciek

Ponad miesiąc po tym, jak pojawiły się pierwsze doniesienia o awarii reaktora w chińskim Taishan, władze postanowiły go wyłączyć. Jednocześnie zapewniają, że nie doszło do wycieku poza elektrownię.

Przyczyną dla wyłączenia leżącego 180 km od Hongkongu reaktora jest uszkodzenie prętów rdzenia. O problemach informuje m.in. stacja CNN, która od początku sprawy ujawnia doniesienia na temat problemów z chińskim reaktorem. Zdaniem państwowej spółki China General Nuclear Power Group, choć do awarii doszło, to nadal "mieści się ona wewnątrz limitów, wyznaczonych w specyfikacji technicznej".

"Po dogłębnych dyskusjach między francuskim i chińskim personelem technicznym, władze Elektrowni Atomowej Taishan postanowiła wyłączyć reaktor nr 1 w celu konserwacji i sprawdzenia przyczyny uszkodzenia prętów, które będą wymienione" - pisze w swoim oświadczeniu spółka

Reklama

Zdaniem władz elektrowni, reaktor jest "bezpieczny i pod kontrolą".

Dołącz do ZIELONA INTERIA także na Facebooku

Pierwsze ostrzeżenie

W czerwcu francuska firma Framatome, która wspiera pracę chińskiej elektrowni, ostrzegała przed "nadciągającym zagrożeniem radiologicznym". Z tego powodu, swoje śledztwo rozpoczął amerykański rząd, który sprawdzał, czy doszło do wycieku.

Firma jest córką-spółką francuskiego giganta energetycznego Electricite de France (EDF), który posiada 30 proc. akcji chińskiej elektrowni.

Pekin odpowiedział wówczas, że poziom promieniowania wokół elektrowni jest normalny, a uszkodzonych jest "mniej niż 0,01 proc." z ponad 60 tys. prętów paliwowych w reaktorze nr 1. Zdaniem spółki, takie uszkodzenia były "nieuniknione", ze względu na produkcję i transport urządzeń.

Drugie ostrzeżenie

W lipcu rzecznik EDF powiedział, że sytuacja jest "poważna", jednak nie nadzwyczajna. Jednocześnie dodał, że jeżeli do podobnej awarii doszłoby we Francji, reaktor zostałby już wyłączony.

Zdaniem chińskich władz, w wyniku awarii w reaktorze nagromadziły się radioaktywne gazy, jednak ich zdaniem to "zwykłe zdarzenie", które nie powinno wzbudzać obaw.

EDF o problemie z prętami i ich niewystarczającą powłoką ochronną miało wiedzieć i ostrzegać już w październiku zeszłego roku, jednak o nagromadzeniu się gazu dowiedziało się dopiero w połowie czerwca.

Zdaniem agencji AFP, oficjalne dane z monitoringu środowiskowego pokazują, że wokół elektrowni nieznacznie wzrosło promieniowanie. Zdaniem ekspertów, te poziomy są nadal w normie. Jednak w czerwcu Framatome oskarżyła urzędników odpowiadających za bezpieczeństwo elektrowni o to, że ci podnieśli dopuszczalne poziomy skażenia radioaktywnego poza obiektem. Dzięki temu uniknięto konieczności zamknięcia go. Informacje takie zawierało pismo Framatome do amerykańskiego departamentu energii, na które powołuje się CNN. 

AFP podkreśla, że to kolejny cios dla Europejskich Reaktorów Ciśnieniowych. Pochodzący z Europy model reaktorów na razie działa tylko w Chinach. Projekty we Francji, Wielkiej Brytanii i Finlandii zostały opóźnione, co kosztuje spółki miliardy euro.  

Źródło: CNN, AFP

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Chiny | elektrownie atomowe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne