Reklama

Margit Schwikowski jest chemikiem. W ramach wspieranego przez ONZ projektu monitorowania klimatu chciała zebrać rdzenie z lodowca masywu Grand Combin w Alpach. Trzy lata temu zrobiła rozpoznanie stanowiska i wydrążyła płytki rdzeń próbny. Był w dobrym stanie. Zawierał dobrze zachowane gazy atmosferyczne i chemiczne ślady minionych cykli klimatycznych. Pomiary wykonane przy pomocy radaru wskazywały, że lodowiec jest głęboki. 

Nie wszystkie lodowce w Alpach zachowują zapis zarówno opadów śniegu z kolejnych zim i lat. Tam były one jednak widoczne wyraźnie. Przynajmniej wtedy. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, te rdzenie byłyby najstarszymi zawierającymi takie dane.

Zanim naukowcy wrócili z pełnym sprzętem do głębokich odwiertów rok później, część z informacji zawartych w lodzie zniknęła. Zamiast rdzeni zawierających fascynujące dane badaczy zastały kałuże wody z roztopów.

- To, jak nagle pogorszył się stan lodowca ilustruje, jak są one delikatne - mówi Schwikowski, szefowa grupy analiz chemicznych w Instytucie Paula Scherrera w szwajcarskim Villigen.

Historia misji na alpejski Grand Combin doskonale pokazuje, jakie wyzwanie stoi przed naukowcami zbierającymi próbki lodu. Niektóre lodowce znikają znacznie szybciej niż się spodziewali. Ta świadomość ich mobilizuje. Przyspiesza planowane misje, ponagla do wyznaczania nowych celów wypraw i zwiększania pojemności magazynów, gdzie będą przechowywane rdzenie.

Czas zamknięty w lodzie

Dwa lata temu południowy szczyt szwedzkiego Kebnekaise stracił tytuł najwyższej góry w kraju po tym, jak stopniała jedna trzecia lodowca na szczycie. Kurczą się jednak w zasadzie wszystkie lodowce na świecie. Z opublikowanego w sierpniu raportu Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu wynika, że od lat 90. ten proces znacząco przyspieszył.

Kilka miesięcy wcześniej w czasopiśmie naukowym "Nature" naukowcy wyliczali, że lodowce tylko w ciągu pierwszych czterech lat XXI wieku traciły łącznie 227 gigaton lodu, ale po 2015 r. było to już średnio 298 gigaton każdego roku. Gigatona to miliard ton. Jedna gigatona lodu przykryłaby całe krakowskie Stare Miasto warstwą o wysokości ponad 170 metrów.

Dla Schwikowski znikanie lodowców to nie tylko cios zawodowy. - Bez nich góry wyglądają inaczej, są jałowe - mówi badaczka.

Rdzenie lodowe, takie jak te z Grand Combin, pomogły naukowcom zmierzyć wpływ ludzkości na klimat Ziemi, bo dostarczyły danych o zawartości gazów cieplarnianych w powietrzu na długo przed epoką przemysłową. W lodzie zachowują się maleńkie pęcherzyki powietrza - to bezpośrednie pozostałości dawnej atmosfery. Lód wychwytuje również zanieczyszczenia czy pyłki. Zawiera też ślady intensywności opadów i wysokości temperatur. Jest ogromnym, atmosferycznym archiwum z oceanem danych na skali czasowej, czasami z rozdzielczością pozwalającą rozpoznawać pory roku.

Zapis 200 lat stopniał wraz z lodem

Po porażce na Grand Combin członkowie tamtej wyprawy zmienili plany znacząco je przyspieszając. W czerwcu wydobyli dwa rdzenie z lodowca Colle Gnifetti na szczycie Monte Rosa w Alpach, kilkaset metrów wyżej niż Grand Combin. Oba rdzenie były dobrej jakości. Członek ekspedycji, włoski klimatolog Carlo Barbante teraz ma nadzieję na zorganizowanie wyprawy na Kilimandżaro. Najwyższa góra Afryki to jedyne miejsce na tym kontynencie, gdzie można pobierać rdzenie lodowe.

Naukowcy chcą tam wyruszyć najdalej w ciągu dwóch lat, ale ile tak na prawdę mają czasu wcale nie jest jasne. Jedno z badań cytowanych w niedawnym raporcie Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu wskazuje, że proces topnienia na Kilimandżaro już trwa i cały lód zniknie stamtąd do 2060 r. Fakt, że 12 lat temu amerykański naukowiec Douglas Hardy odkrył na jednym z najwyżej położonych lodowców tej góry szczątki świni z XIX w. sugeruje, proces topnienia już się rozkręca, a spora część danych, które chcieliby zdobyć naukowcy, już zniknęła. - Z tego znaleziska wynika, że straciliśmy już ostatnie 200 lat zarejestrowanego czasu - twierdzi Hardy.

Barbante i Schwikowski są częścią grupy Ice Memory, która próbuje zbudować archiwum rdzeni lodowych z lodowców na całym świecie. Inicjatywę wspiera UNESCO, czyli główną agencję kulturalną ONZ.

Do tej pory naukowcy z tej grupy prowadzili lodowe odwierty w Europie, Boliwii i Rosji. Rdzenie są tymczasowo przechowywane na naszym kontynencie, ale docelowo mają trafić na Antarktydę, bo tam nie byłyby uzależnione od zasilania i narażone na zniszczenie wskutek awarii prądu. - Za sto lat, kiedy lodowce alpejskie całkowicie znikną, wciąż będziemy mieli próbki dla przyszłych pokoleń naukowców - mówi Barbante.

Badacze twierdzą, że rdzenie poza informacjami o stężeniu gazów cieplarnianych zawierają też zamrożone owady i pyłki roślin, które mogą pomóc odkryć historię światowych lasów i cykli pożarów.

W lodzie zachowało się jednak także DNA pradawnych bakterii i wirusów, które mogłyby ponownie przebudzić się wraz z ocieplaniem świata. W lipcu czasopismo naukowe "Microbiome" informowało o odnalezieniu wirusów liczących prawie 15 tys. lat. Znajdowały się rdzeniach lodowych pobranych z Wyżyny Tybetańskiej w Chinach. Z dwóch próbek udało się wysekwencjonować kody genetyczne 33 wirusów, z których znanych współczesnej nauce było zaledwie pięć.

W skład tego zespołu naukowców wchodziła para amerykańskich paleoklimatologów, Lonnie Thompson i Ellen Mosley-Thompson. W ciągu ostatnich lat udało im się pobrać rdzenie lodowe, które dziś są już całkowicie bezcenne. Z sześciu próbek z Kilimandżaro dwie pobrano z miejsc, gdzie lodu już nie ma. Kolejne dwie, z 2010 r., pobrane były na Papui, także z miejsc, gdzie lodowce już zniknęły. Teraz para naukowców pracuje nad rozbudową magazynów rdzeni lodowych na Uniwersytecie Stanowym Ohio. Mają nadzieję zebrać na inwestycję 7 mln dol., ale do tej pory udało się uzbierać z darowizn 475 tys.

źródło: Reuters, Zielona Interia