Mathieu Comijn przeglądał rzędy ziemniaków na polu spękanej ziemi i zbrązowiałych liści, wyciągając z ziemi bulwy ledwie wielkości piłeczek do ping-ponga. "Jak z tego zrobić frytki?" - zapytał belgijski rolnik z frustracją, wykopując kolejną roślinę i przyglądając jej się. "Normalnie powinny być co najmniej cztery razy większe" - powiedział.
Belgia. Z powodu suszy jest problem z ziemniakami
Jak wielu belgijskich rolników tego lata, plon Comijna w Amay, niedaleko miasta Liège na wschodzie kraju, został dotknięty niszczycielską kombinacją ekstremalnych zjawisk pogodowych.
Najpierw intensywne deszcze i burze pod koniec wiosny osłabiły glebę. Potem, jak w innych częściach Europy, nadeszły wyjątkowo gorące i suche warunki - za które naukowcy obwiniają zmiany klimatu spowodowane działalnością człowieka. To sprawiło, że gleba stwardniała w zwarte bryły, w których ziemniaki "nie mogą prawidłowo oddychać" i mają problem ze wzrostem - wyjaśnił rolnik.
"To katastrofa", powiedział 30-latek w rozmowie z AFP. "Nigdy czegoś takiego nie widziałem". Problem Comijna polega na tym, że wszystkie te rzędy ziemniaków odmiany Bintje, cenionej w Belgii, były przeznaczone na długie, złociste frytki - ukochany przysmak w kraju pełnym "friteries" lub "frituren", ulicznych budek specjalizujących się w frytkach.
Ale na zaledwie miesiąc przed zbiorem, zaplanowanym na ok. 20 września, żaden z ziemniaków nie jest większy od jego dłoni. Jedyną słabą pociechą jest to, że pomimo małych rozmiarów ich smak się nie zmienił.

Belgowie ubolewają. Ceny ziemniaków i frytek mogą mocno podskoczyć
Ojciec Comijna, Stephane, był tak przybity sytuacją, że przez kilka dni odmawiał odwiedzenia pola. "To zbyt bolesne" - powiedział 70-latek, ocierając czoło. Były szef rodzinnego gospodarstwa z trudem przypomina sobie tak suchą pogodę w regionie - tak źle było chyba tylko podczas historycznej fali upałów w 1976 r. Bez względu na to, czy zbiór jest udany czy nie, rodzina Comijnów, uprawiająca 500 hektarów ziemniaków, musi jednak wywiązać się z umów na dostawy.
Jako największy eksporter mrożonych frytek na świecie, Belgia stosuje surowe zasady handlu ziemniakami. Przed zbiorem plantatorzy i przetwórcy uzgadniają zarówno ilość dostaw, jak i ceny.
Aby móc zrealizować część zobowiązań, Comijnowie sięgną po zeszłoroczne zapasy, kiedy plony były wyjątkowo obfite. "Zaczęliśmy je już wyrzucać" - wyjaśnił Stephane Comijn, aby zrobić miejsce na tegoroczne zbiory. "Ale teraz mają swoją wartość" - powiedział, stojąc przed chłodnią utrzymywaną w temperaturze 10°C, gdzie wciąż leżą góry ziemniaków z 2025 r.
Jednak Stephane Comijn wie, że wykorzystanie zeszłorocznych zbiorów nie wystarczy. "Będziemy musieli użyć odmian, które nie są tak dobre" - ubolewa. "Klienci w frytkarniach narzekają. Możesz im tłumaczyć, że to przez suszę, ale oni tego nie rozumieją".
Bernard Lefevre, przewodniczący krajowego związku sprzedawców frytek, stara się spojrzeć na sprawę z dystansem. "Zawsze jest jakiś problem" - powiedział Lefevre, który pracuje w branży od ćwierćwiecza. "Albo jest za dużo ziemniaków, jak w zeszłym roku, i ceny się załamują, więc producenci mówią, że to katastrofa, albo mamy odwrotną skrajność. "A jednak, rok w rok, jakoś przez to przechodzimy".
W sytuacji presji podaży, ceny frytek prawdopodobnie również pójdą w górę - a dla Lefevre'a, który reprezentuje 4 500 frytkarni w całej Belgii, to nie jest błaha sprawa. "Poza chorobą w rodzinie królewskiej, drugą najgorszą wiadomością dla Belga jest informacja, że cena stożka frytek idzie w górę" - powiedział AFP.











