Przemysław Czarnek krytykuje zieloną energię. Sam ma fotowoltaikę
"Chcemy czystej energii, chcemy energii atomowej - to też będziemy robić. Ale musimy mieć bazę. Tą bazą jest węgiel" - powiedział w sobotę w Krakowie Przemysław Czarnek, kandydat PiS na premiera. Tymczasem zużycie węgla w Polsce w 2025 r. było najniższe w historii, a polskie górnictwo przyniosło w tym okresie straty na ponad 8 mld zł.

W sobotę w Krakowie Prawo i Sprawiedliwość przedstawiło Przemysława Czarnka jako swojego kandydata na premiera na wybory parlamentarne w 2027 r. Polityk wygłosił ponad godzinne przemówienie, w którym odniósł się m.in. do polskiej energetyki.
Przemysław Czarnek: Naszym potencjałem jest węgiel. Sam ma fotowoltaikę
Wśród postulatów Przemysława Czarnka znalazło się m.in. wypowiedzenie unijnego systemu ETS i Zielonego Ładu. Kandydat PiS na premiera zapowiedział także, że jego rząd nie będzie chciał wprowadzać dopłat do OZE na bazie funduszy unijnych. Chodzi o odnawialne źródła energii, czyli np. fotowoltaikę i wiatraki.
Nie mamy żadnego miksu energetycznego waszego, nie mamy żadnego Zielonego Ładu, żadnych OZE-sroze dofinansowanych z dopłatami. My mamy nasz miks węglowy, bo my mamy nasze bogactwo naturalne i wara wam od niego. My mamy nasz węgiel!
"Każde normalne państwo robi to, co umie najlepiej. Wykorzystuje wszystkie swoje potencjały. Naszym potencjałem jest węgiel. I co z tego, że ktoś tego nie ma. My mamy" - powiedział Przemysław Czarnek.
Tymczasem polskie górnictwo tylko w 2025 r. odnotowało 8,2 mld zł straty - wynika z danych Agencji Rozwoju Przemysłu. Wydobycie węgla sięgnęło zaledwie 42,8 mln ton. Zatrudnienie w branży spadło poniżej 70 tys. osób i przewiduje się, że na koniec 2026 r. może wynosić już tylko 60 tys. osób.
Z danych organizacji Ember wynika ponadto, że w Polsce w 2025 r. zużycie węgla spadło do historycznie najniższego poziomu i stanowi nieco ponad połowę miksu energetycznego, podczas gdy wiatr i słońce osiągnęły rekordowy udział ponad 25 proc.
W poniedziałek na antenie Radia Zet Przemysław Czarnek potwierdził, że sam zamontował "chyba 5 lat temu" na własnym domu panele fotowoltaiczne. Skorzystał z gminnego dofinansowania i zapłacił za instalację 8100 zł, co pozwoliło obniżyć rachunki za prąd o ok. 1000 zł rocznie. Polityk stwierdził jednak, że inwestycja była nieopłacalna i "bez sensu".









